Eufemizmem byłoby użycie określenia, że rząd instrumentalnie traktował negocjacje z partnerami społecznymi w KT. Negocjacje nad zmianami w prawie prowadzono intensywnie tylko wtedy, gdy byli nimi zainteresowani rządzący. Zdarzało się nawet, że na posiedzeniu Rady Ministrów zmieniano rozwiązania przyjęte przez Komisję, a więc zaakceptowane przez przedstawiciela rządu, który wynegocjował je ze związkami zawodowymi i pracodawcami. W końcu chyba rząd uznał, że dialog społeczny ma tak mało istotne znaczenie, że nawet nie warto powoływać nowego przewodniczącego KT. I można w pilnym trybie uchwalać np. nowe zasady opłacania składek zdrowotnych rolników czy kwotową waloryzację emerytur.

Takie zachowanie rządzących do tej pory było uzasadnione bierną postawą samych partnerów społecznych. Ale to już przeszłość. Protesty rozpoczęli lekarze, prowadzą je obecnie aptekarze i funkcjonariusze służb mundurowych. Trzy centrale związkowe jednym głosem oprócz zerwania prac w KT zapowiadają też inne protesty, w tym zwłaszcza w okresie zbliżającego się Euro 2012. Jednocześnie zbierane są podpisy pod ogólnopolskim referendum w sprawie rządowego projektu podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat. A Trybunał Konstytucyjny na wniosek NSZZ „Solidarność” ma zbadać, czy rządowa nowelizacja kodeksu pracy, zgodnie z którą nie trzeba oddawać wolnego w innym terminie, jeśli wypadnie ono w dzień wolny dla pracownika.

Jeśli rząd nie zacznie poważniej traktować dialogu ze związkami i pracodawcami, może dostać bolesną nauczkę. Łatwiej przecież dogadać się z partnerami społecznymi za stołem rozmów niż podczas demonstracji na ulicach, w trakcie rozpraw przed Trybunałem Konstytucyjnym czy przy okazji referendum, które może położyć jeden ze sztandarowych projektów rządu.