W każdym z czerwonych lub żółtych powiatów ‒ czyli tych, w których obowiązują szersze obostrzenia epidemiologiczne ‒ Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadzi po 10 dodatkowych kontroli.
Reklama
W całym kraju jest obecnie 19 takich regionów, więc PIP zrealizuje 190 kierunkowych wizytacji (liczba ta będzie się zwiększać wraz z ewentualnym rozszerzeniem listy powiatów z dodatkowymi obostrzeniami). Inspektorzy sprawdzą m.in., czy firmy zapewniają odstępy między stanowiskami pracy, płyny dezynfekujące, rękawiczki i środki ochrony nosa i ust oraz czy zaktualizowali oceny ryzyka zawodowego pod kątem zagrożeń związanych z COVID-19. Tego typu obowiązki będą weryfikowane także przy zwykłych kontrolach PIP. A tych do końca roku będzie zapewne jeszcze kilkadziesiąt tysięcy. Jeśli inspektorzy wykryją nieprawidłowości, mogą pouczyć pracodawcę i zawiadomić Państwową Inspekcję Sanitarną.
‒ Do jej kompetencji należy bowiem nadzór nad przestrzeganiem obostrzeń epidemiologicznych i stosowanie mandatów. Inspektor pracy może natomiast sam zastosować sankcję, z mandatem włącznie, za brak aktualizacji oceny ryzyka zawodowego – tłumaczy Wiesław Łyszczek, główny inspektor pracy (GIP).
To właśnie na ten ostatni element powinni zwrócić uwagę pracodawcy, bo inspektorzy już teraz weryfikują ich działania. Od 1 marca 2020 r. do 31 lipca 2020 r. PIP przeprowadziła 10 tys. kontroli w firmach różnych branż. Wszystkie uwzględniały sprawdzenie oceny ryzyka pod kątem zagrożenia koronawirusem, a jednym z głównych uchybień w zakresie ochrony epidemiologicznej był właśnie brak ich aktualizacji. Łącznie inspektorzy wydali 33 tys. decyzji dotyczących bhp, w tym 1 tys. obejmowało wstrzymanie prac w firmie, a 1,2 tys. – wstrzymanie eksploatacji maszyn. Przekazali też 1,8 tys. poleceń ustnych i nałożyli 2 tys. mandatów na łączną kwotę 2,4 mln zł. Nakazali też wypłatę świadczeń na kwotę 16,2 mln zł.
‒ Inspekcja przeprowadziła też 1,4 tys. kontroli w lodziarniach, ciastkarniach i salonach kosmetycznych. Wynikało to z licznych skarg w zakresie tych działalności, ale większość kontroli w tych podmiotach wykazała, że zatrudniający stosują się do obostrzeń sanitarno-epidemiologicznych – wyjaśnia GIP.
Wskazał też, w jaki sposób firmy powinny aktualizować oceny ryzyka.
‒ Oceny ryzyka zawodowego dokonuje funkcjonująca w firmie służba bhp w konsultacji ze związkami zawodowymi. W firmach mniejszych zleca się takie zadanie specjaliście spoza zakładu pracy, który także musi współpracować ze związkami zawodowymi. Pamiętajmy też, że nie każda kontrola w zakresie oceny ryzyka musi się kończyć mandatem. Wciąż obowiązuje zasada, że pierwsza kontrola w firmie kończy się pouczeniem, ostrzeżeniem, o ile nie dochodzi np. do zagrożenia życia pracowników – tłumaczył Wiesław Łyszczek.
Firmy powinny także zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli w związku z oceną ryzyka zobowiążą się formalnie do stosowania konkretnych środków ochronnych (np. przegród pomiędzy stanowiskami pracami) i nie będą tych zobowiązań przestrzegać, to dla inspektora jest to podstawa do zastosowania sankcji.
‒ Ważna jest indywidualna ocena każdego stanowiska i dostosowanie zastosowanych środków ochrony do zagrożeń, jakie wiążą się z daną pracą. Trzeba ocenić, w których działach i przy których miejscach pracy ryzyka są największe – wyjaśniła Izabela Waga, wicedyrektor departamentu nadzoru i kontroli Głównego Inspektoratu Pracy.
Z punktu widzenia pracodawców istotne znacznie ma też dopuszczalność badania temperatury pracowników oraz zapewnienia im testów na koronawirusa. Wiele firm to robi, choć przepisy nie są w tej kwestii jednoznaczne, a interpretacje przedstawiane przez organy publiczne nie dopuszczają samodzielnego badania przeprowadzanego przez pracodawców (lub zapoznawania się z wynikami testów).
‒ Moim zdaniem ochrona dobra ogólnego, czyli bezpieczeństwa zdrowotnego, jest istotniejsza niż indywidualna prywatność pracownika. Ale zgodnie z interpretacją UODO firma nie może samodzielnie np. badać temperatury zatrudnionych. Cieszę się, że trwają prace legislacyjne nad unormowaniem tej kwestii – podsumował GIP.