Nauczyciele, którzy będą zatrudnieni w czasie wakacji w placówkach, ale nie będą mieć w tym czasie kontaktu z dziećmi – nawet przez zdalne nauczanie – mogą być stratni finansowo nawet o 40 proc. Wszystko zależy od interpretacji przepisów przez przełożonego.
ikona lupy />
DGP
Przedszkola powoli się odmrażają – od tego tygodnia ponownie mogą przyjmować do oddziałów do 25 dzieci, choć na początku maja ten limit był o połowę mniejszy. Jednak w wielu placówkach, z uwagi na wakacje, maksyma nie będą wypełnione. Okazuje się jednak, że mimo poluzowania reżimu sanitarnego, z pracą w czasie pandemii nadal wiąże się wiele problemów, szczególnie dla starszych nauczycieli.

Łagodniejsze wymogi

O ile praca szkół zakończyła się 26 czerwca, to w przypadku przedszkoli trwa cały czas, bo są to tzw. placówki nieferyjne (czyli pracujące i w czasie wakacji, i ferii zimowych).
Jednak rodzice, którzy nie wysyłają dzieci do przedszkoli – ze względu na własne obawy, a wcześniej także brak miejsc – utracili już prawo do zdalnego kształcenia. Taka możliwość była tylko do 28 czerwca. Teraz decyzja o tym leży w gestii szefa placówki.
Oświatowe związki obawiają się, że dyrektorzy pod naciskiem organów prowadzących (najczęściej gmin) będą szukać oszczędności kosztem nauczycieli. – Dopóki była możliwość kształcenia zdalnego, część nauczycieli, np. tych, którzy ze względu na wiek powyżej 60 lat nie powinni mieć kontaktu z dziećmi, wysyłała zagadnienia do pracy lub łączyła się z podopiecznymi przez internet. Takie zajęcia były dokumentowane i dyrekcja nie mogła się uchylać od wypłaty pełnej pensji, wraz z wszystkimi dodatkami – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jeśli nie ma obowiązku prowadzenia nauki online, nauczyciele mogą być wysyłani na postojowe i otrzymywać niepełne wynagrodzenie. – Dlatego apelujemy do nauczycieli, aby nawet jeśli nie ma w czasie wakacji odpowiedniej liczby dzieci, zgłaszali swoją gotowość do pracy i przychodzili do placówki – dodaje.

Pensja postojowa

ZNP wysłał do wszystkich oddziałów pismo, w którym przypomina, że jeśli z powodu braku dostatecznej liczby dzieci w przedszkolach nauczyciele nie będą mieli zajęcia, są zobowiązani do zgłoszenia się do pracy, a dyrektor powinien powierzyć im inne zadania zgodne z kwalifikacjami. W takiej sytuacji otrzymują pełne wynagrodzenie. Ci zaś, dla których pracy nie uda się znaleźć, zostaną przesunięci w stan gotowości i otrzymają wynagrodzenie postojowe, zgodnie z art. 81 par. 1 k.p.
– Wobec tego nauczyciel powinien wykazać pracodawcy swoją dyspozycyjność i wolę wykonywania pracy w siedzibie przedszkola, ponieważ tylko w ten sposób nabędzie prawo do pełnego wynagrodzenia, w kwotach i składnikach, do których nabył prawo, a nie do postojowego, ograniczonego wyłącznie do płacy zasadniczej i ewentualnie dodatku funkcyjnego – wylicza Krzysztof Baszczyński.
Prawnicy przyznają, że dla nauczycieli postojowe wiąże się z niepełną pensją. Zgodnie bowiem z art. 81 par. 1 k.p. pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeśli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania. – W odniesieniu do nauczycieli jest wciąż wiele wątpliwości, co należy rozumieć przez osobiste zaszeregowanie – czy jest to tylko pensja zasadnicza, czy także dodatki – mówi Robert Kamionowski, radca prawny z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.
– Jeśli od września mają wejść nowe przepisy dotyczące ewentualnego stosowania kształcenia zdalnego w sytuacjach nadzwyczajnych, to wraz z nimi powinny pojawić się regulacje dotyczące tej sfery – postuluje.

Starsi w gotowości

Organizacje związkowe zwracają uwagę, że sytuację nauczycieli przedszkolnych pogorszyły regulacje wprowadzone w związku z pandemią. – W ubiegłym roku nie było przepisów dotyczących koronawirusa i nauczyciele zatrudnieni w przedszkolach otrzymywali pełne wynagrodzenie, nawet jeśli dzieci nie było zbyt wiele. Teraz przepisy specjalne pozwalają oszczędzać na wynagrodzeniach dla tych pracowników – mówi Andrzej Antolak z Rady Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Środkowo-Wschodniego. Jak wylicza, łącznie wskutek braku dodatków – np. wiejskiego, motywacyjnego czy stażowego – pensje są niższe o 30–40 proc.
Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych, wskazuje, że w poprzednich latach w czasie wakacji samorządy wprowadzały dyżury i starały się, aby każda z placówek była na okres jednego miesiąca wyłączona z uwagi na sezon urlopowy. W działających przedszkolach było więc w grupach dużo dzieci. – W tym roku ze względu na chęć powrotu opiekunów do pracy wiele samorządowców w dużych miastach od tej zasady odstąpiło – potwierdza.
Z kolei w małych miejscowościach przedszkola na czas wakacji są zamykane. Lokalni włodarze tłumaczą się tym, że nie ma wystarczającej liczby chętnych. W jednej z miejscowości w Małopolsce rodzicom, którzy domagali się otworzenia przedszkola, wójt odpowiedział, że zrobi to, jeśli zbierze się grupa 25 dzieci.
– Opiekunowie powinni się tego domagać na piśmie, a organ prowadzony musi to zrobić, nawet jeśli tylko jedno dziecko miałoby trafić do placówki – mówi Andrzej Antolak. Jednak przyznaje, że o tym, kto będzie w tym czasie pracował z dziećmi, czyli otrzymywał pełne wynagrodzenie, decyduje dyrektor. Na tej płaszczyźnie może pojawiać się wiele nieporozumień – dodaje.
Eksperci podkreślają jednak, że w czasie wakacji są raczej problemy z personelem, zwłaszcza niepublicznych placówkach (do których nie stosuje się Karty nauczyciela).
– Jeśli już ktoś trafia na postojowe, to w pierwszej kolejności osoby, które mają ukończone 60 lat i są w grupie ryzyka – mówi Łukasz Łuczak, adwokat i ekspert ds. prawa oświatowego.