ZUS wypłacił do tej pory 66 tys. świadczeń dla osób, które straciły pracę z powodu koronawirusa. Ponad połowa ubiegających się o jego przyznanie to kobiety.
Tak wynika z najnowszych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dotyczących realizacji ustawy z 19 czerwca 2020 r. o dodatku solidarnościowym przyznawanym w celu przeciwdziałania negatywnym skutkom COVID-19 (Dz.U. poz. 1068). To wynoszące 1400 zł miesięcznie świadczenie przysługuje osobie, z którą po 15 marca br. pracodawca rozwiązał umowę o pracę za wypowiedzeniem lub po tej dacie upłynął czas, na jaki została zawarta. Drugim warunkiem, który musi spełnić bezrobotny, aby otrzymać dodatek, jest wykazanie, że przez minimum 60 dni w 2020 r. podlegał ubezpieczeniom społecznym. Nowa forma wsparcia jest przyznawana przez ZUS na trzy miesiące – od 1 czerwca do 31 sierpnia.
Okazuje się, że od 20 czerwca, od kiedy można było składać wnioski o dodatek solidarnościowy, wpłynęło ich do zakładu 75,3 tys. Przyznanych zostało 66,2 tys. świadczeń.
– Jak na tak krótki czas jest to duża liczba wniosków, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że od marca przybyło ok. 110 tys. osób bez pracy, a możliwość uzyskania dodatku solidarnościowego nie była tak mocno nagłaśniana, jak to było w przypadku tarczy antykryzysowej – mówi Monika Fedorczuk z Konfederacji Lewiatan.
Reklama
Katarzyna Siemienkiewicz z Pracodawców RP podkreśla, że w porównaniu z szacunkami o liczbie osób uprawnionych zawartymi w projekcie ustawy, które mówiły, że może ich być ok. 500 tys., dotychczasowa liczba wniosków nie jest aż tak wysoka.
– Pewien wpływ na to może mieć fakt, że o dodatek można ubiegać się tylko przez internet, a to może być utrudnieniem dla części osób. Poza tym ze względu na okresy wypowiedzenia umów o pracę niektóre osoby będą mogły wnioskować o dodatek dopiero w tym miesiącu lub w następnym, więc uprawnionych będzie przybywać – dodaje.
Osoby takie skorzystają ze wsparcia jedynie w ograniczonym zakresie, bo przepisy pozwalają uzyskiwać dodatek dopiero od miesiąca, w którym złożono wniosek. Osoby, którym okres wypowiedzenia upłynie we wrześniu, nie otrzymają pomocy w ogóle.
Statystyki ZUS pokazują ponadto, że 58 proc. wnioskujących o dodatek stanowią kobiety. Najwięcej – 33,3 proc. – wniosków złożyły osoby w wieku 26–35 lat. Na drugim miejscu są wnioskujący w wieku 36–45 lat (24,7 proc.).
– Duży odsetek osób młodych wnioskujących o pomoc wynika z tego, że pracodawca, mając do wyboru pracownika z dłuższym lub krótszym stażem pracy, częściej decyduje się zwolnić tego drugiego. Poza tym ci drudzy często mają umowy na czas określony, które po prostu nie zostały im przedłużone – podkreśla Monika Fedorczuk.
Zdaniem ekspertki faktyczny wpływ epidemii koronawirusa na rynek pracy będzie widać na jesieni, bo na razie pracodawcy odczuwają jeszcze korzyści płynące ze wsparcia pochodzącego z tarczy antykryzysowej oraz finansowej, ale ten efekt za jakiś czas wygaśnie.