Dane ZUS sugerują, że redukcja liczby cudzoziemców i wzrost samozatrudnienia stają się amortyzatorami pogarszającej się sytuacji na rynku pracy.
Majowe dane pokazują trzy ciekawe tendencje. W porównaniu z kwietniem spadła liczba osób ubezpieczonych w ZUS. Takich, za które opłacane są składki na ubezpieczenia społeczne, było na koniec maja blisko 15 mln 270 tys. To o 43 tys. mniej niż w kwietniu i aż 216 tys. mniej w stosunku do lutego. ZUS komentuje to spokojnie. „Liczba osób ubezpieczonych zmieniła się zatem jedynie o ok. 1 proc. i nie odbiega bardzo od wahań sezonowych, ani tym bardziej nie może się równać z wpływem czynników demograficznych”.
Widać, że w tym spadku ubezpieczonych spory udział mieli cudzoziemcy zarejestrowani w ZUS. Ich liczba na koniec maja br. wynosiła 639 tys. i była mniejsza o 18 tys. w stosunku do kwietnia oraz o 69 tys. w stosunku do lutego.
Reklama
„Liczba cudzoziemców spadła zatem o ok. 10 proc. w stosunku do lutego, zapewne z uwagi na utrudnienia w zakresie przekraczania granicy i konieczność odbywania kwarantann. Oczekujemy, że liczba cudzoziemców przestanie spadać, a nawet powróci trend wzrostowy z uwagi na obecne otwieranie granic oraz potrzeby polskiego sektora rolniczego” – komentuje zakład.
Łukasz Kozłowski, ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, uważa, że spadek liczby ubezpieczonych cudzoziemców świadczy nie tylko o tym, że część z nich wyjechała z Polski, bo czuła się niepewnie i wolała przeczekać okres pandemicznej zawieruchy w swoim kraju. Według ekonomisty ma to bezpośredni związek ze spadkiem popytu na pracę w niektórych branżach.

Reklama
– W takich sektorach, jak tekstylny, meblarski czy w motoryzacji przed pandemią luki w podaży pracy były wypełniane przez cudzoziemców. Teraz sytuacja się zmieniła. Biorąc pod uwagę, że cudzoziemców łatwiej zwolnić, pracodawcy w pierwszej kolejności kończą współpracę właśnie z nimi – mówi Łukasz Kozłowski. I zwraca uwagę, że ci ubezpieczeni w ZUS i tak mieli nieporównywalnie większą ochronę niż pracujący w innych formułach, gdzie składki nie są odprowadzane.
– Ponad 600 tys. ubezpieczonych cudzoziemców jest w najlepszej sytuacji spośród 2 mln osób, które się przewijają przez polski rynek pracy, a które można zwolnić w zasadzie z dnia na dzień. Spadek liczby ubezpieczonych nie oddaje prawdopodobnie skali problemów, jakie wystąpiły w wyniku pandemii – ocenia ekonomista.
Dla Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole, dane ZUS to jednak dowód na to, że także pracownicy z zagranicy, w tym Ukraińcy, stali się beneficjentami tarczy antykryzysowej. Jak podkreśla, analizy pokazujące wpływ epidemii na rynek pracy wskazywały, że w branżach najsilniej dotkniętych kryzysem to imigranci będą zwalniani w pierwszej kolejności. – Te dane nie stoją z tym w sprzeczności, sugerują, że sytuacja w zatrudnieniu imigrantów wygląda lepiej, niż można było się spodziewać. Pracodawcy zatrudniający Ukraińców na umowach o pracę niechętnie się ich pozbywali. Widać, że te osoby zostały w Polsce i nadal pracują. To także efekt tarczy – podkreśla Jakub Borowski.
Dla odmiany o 24 tys. w stosunku do kwietnia wzrosła liczba płatników składek: przedsiębiorców i pracodawców, w tym samozatrudnionych, choć nadal była o 3 tys. niższa niż w lutym. Łącznie jest ich blisko 2,5 mln. ZUS widzi nie tylko wzrost liczby firm, ale także spadek tych, które zawieszają działalność. – To pokazuje, że tarcza działa. Dzięki działaniom osłonowym opłaca się pozostać na rynku i korzystać ze wsparcia państwa – zauważa rzecznik ZUS Paweł Żebrowski.
Łukasz Kozłowski mówi, że oba fakty – spadek liczby ubezpieczonych i wzrost liczby płatników składek – można ze sobą powiązać. Ale nie jest to klasyczne wypychanie na samozatrudnienie, kiedy to pracodawca zmusza zatrudnionych na etacie pracowników do przejścia na działalność gospodarczą. W takim układzie nowy przedsiębiorca nie mógłby korzystać z preferencyjnych niskich składek, tzn. małego ZUS.
– To raczej dostosowanie polegające na tym, że pracownicy, którzy stracili zatrudnienie w jednej branży, znaleźli pracę w innej, już jako jednoosobowa działalność gospodarcza. Mogło być tak, że przeszli z najbardziej dotkniętych pandemią sektorów – jak np. gastronomia – do tych, w których popyt na pracę nie zmalał, np. w usługach kurierskich. A wiemy, że taka formuła, w której kurier prowadzi działalność gospodarczą i wykonuje zlecenia na rzecz firmy kurierskiej, jest często używana – wyjaśnia Łukasz Kozłowski. I dodaje, że przy tak dużej niepewności, jaka się obecnie utrzymuje w gospodarce, elastyczne formy zatrudnienia będą jeszcze częściej stosowane niż poprzednio.