- Problem ten będzie narastał. A ograniczenia uderzą i w personel, którego dochody się zmniejszą, i w pacjentów, bo będą większe problemy z dostępnością, nie tylko do lekarzy - mówi w rozmowie z DGP Katarzyna Fortak-Karasińska radca prawny, partner kancelarii Fortak & Karasiński.
DGP
Czy szefowie placówek medycznych mogą zobowiązać pracowników do pracy w jednym miejscu?
Uchwalona przez Sejm ustawa o zmianie niektórych ustaw w zakresie systemu ochrony zdrowia związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (Dz.U. z 2020 r. poz. 374) daje ministrowi zdrowia delegację do wprowadzenia takich ograniczeń w drodze rozporządzenia.
Reklama
Tego rodzaju zarządzenia dyrektorzy szpitali już jednak wydają i mają do tego podstawy prawne. Odwołują się w nich do art. 11 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.) stanowiącego, że kierownicy podmiotów leczniczych oraz inne osoby udzielające świadczeń zdrowotnych są obowiązani do podejmowania działań zapobiegających szerzeniu się zakażeń.

Reklama
Wprowadzany przez dyrektorów szpitali zakaz migracji personelu sprowadzał się do niełączenia pracy w szpitalu zakaźnym z pracą w innej lecznicy. Co ciekawe, zakazy takie chciały wprowadzać i szpitale zakaźne, i tzw. czyste. Pierwsze – dbając o jak największą dostępność swoich lekarzy, drugie – bojąc się, by zakażenia nie wyłączyły ich personelu z pracy.
Zalecenie resortu zdrowia, które pojawiło się w zeszłym tygodniu, było szersze, bo mówiło o personelu, który miał kontakt z pacjentem zakażonym koronawirusem lub tylko podejrzanym. I w takim też kierunku idzie rozporządzenie, o którym mowa w nowej ustawie. Ma ono określić standardy ograniczeń przy udzielaniu świadczeń przez personel medyczny mający bezpośredni kontakt z pacjentami z podejrzeniem lub zakażeniem tym wirusem.
Czy takie ograniczenia da się realnie wprowadzić?
Są one chyba zbyt daleko idące, bo za chwilę nie będzie nas miał kto leczyć. Oczywiście kluczowe jest to, co znajdzie się w rozporządzeniu. Moim zdaniem konieczne jest znalezienie złotego środka między potrzebą zminimalizowania ryzyka przenoszenia wirusa za pośrednictwem personelu, który przemieszcza się pomiędzy placówkami, a zagrożeniem związanym z brakiem obsady medycznej w szpitalach. Choć placówki ograniczyły przyjęcia planowe, nie przestały działać, wciąż muszą leczyć – nie tylko pacjentów, którzy chorują na COVID-19. Trudno będzie wyważyć te racje, ale stosując ograniczenia tak szeroko, szybko wyeliminujemy większą część personelu. Warto jednak zauważyć, że rozporządzenie łatwiej zmienić niż ustawę, można więc je dostosowywać do bieżącej sytuacji.
Problem ten będzie narastał. A ograniczenia uderzą i w personel, którego dochody się zmniejszą, i w pacjentów, bo będą większe problemy z dostępnością, nie tylko do lekarzy. Na to wszystko nakłada się uprawnienie wojewody do kierowania pracowników ochrony zdrowia do pracy przy zwalczaniu epidemii na mocy art. 47 ustawy o zapobieganiu chorobom zakaźnym.
W takim przypadku też nie można pracować równolegle w innym szpitalu?
Zgadza się, macierzysta placówka musi takiej osobie udzielić urlopu bezpłatnego. Z tym przepisem wiąże się kilka niejasności. W ustawie jest co prawda mowa, że osobie skierowanej do takiej pracy przysługuje wyłącznie wynagrodzenie zasadnicze w wysokości nie niższej niż 150 proc. przeciętnego przewidzianego na danym stanowisku i nie może być ono niższe od dotychczasowego. Ale nie jest sprecyzowane, czy chodzi o płacę z jednego czy wszystkich poprzednich miejsc pracy. Nie wiadomo więc, czy summa summarum oddelegowany nie będzie finansowo stratny.
Jest jeszcze art. 11 ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 uprawniający wojewodów do wydawania poleceń obowiązujących wszystkie podmioty działające w województwie. Wiemy, że na mocy tego przepisu były kierowane polecenia w sprawie oddelegowania lekarzy. Ale ta procedura nie powinna tak wyglądać. Polecenie jest kierowane do placówki, a do lekarza – decyzja na mocy art. 47 ustawy o zapobieganiu chorobom zakaźnym. To dwa różne dokumenty, które powinny być wydawane równolegle. Nie ulega wątpliwości, że lekarz musi dostać decyzję, bo ma możliwość odwołania się od niej. Choć ma ona rygor natychmiastowej wykonalności.
Niezależnie jednak od tych wątpliwości i proceduralnych uchybień trzeba mieć świadomość, że te decyzje będą problem z brakiem obsady powiększać.