Postulaty związkowców dotyczą przede wszystkim zwiększenia wynagrodzenia o 900 zł dla każdego pracownika. Podwyżkami miałyby być objęte też pensje dla nowo zatrudnianych, które dzięki temu wzrosłyby do 3500 zł brutto. W zamian za podwyżki pracownicy są gotowi zrezygnować z premii kwartalnej. – Wynagrodzenia oferowane obecnie przez firmę są nieatrakcyjne na tle konkurencji. Dlatego nie ma chętnych do pracy, a ci, którzy są, rezygnują, bo warunki pracy robią się coraz trudniejsze. Tylko w sklepie w Zgorzelcu w jednym miesiącu odeszło 10 proc. załogi. Do podobnych sytuacji dochodzi w innych marketach – wyjaśnia Wojciech Kasprzyk.
Reklama
Związkowcy domagają się też zmian w regulaminie wynagradzania. Chodzi o dodatek za pracę w niedzielę, który miałby być naliczany od każdej rozpoczętej godziny. Na stanowisku kierownika byłoby to 35 zł brutto, jego zastępcy – 25 zł, a na pozostałych 20 zł brutto.
Pracownicy skarżą się, że obecne reguły działają na ich niekorzyść. Szczególnie osób zatrudnionych na niepełny etat, które są wzywane do pracy w niedzielę na 12 godzin. W zamian mogą liczyć jedynie na dodatek za osiem godzin pracy.

Reklama
Związkowcy żądają, by premia wypłacana przy odchodzeniu na emeryturę wzrosła do równowartości trzech miesięcznych pensji. Podwyższeniu miałby też ulec dodatek stażowy. Dziś pracownicy Castoramy za przepracowanie 10 lat są nagradzani jednorazowym dodatkiem w wysokości 500 zł. Związkowcy uważają, że stażowe powinno przysługiwać po 5, 10, 15, 20 i 25 latach. – Oczekujemy też podwyżki świadczeń wypłacanych rodzinom zmarłych pracowników, do trzech miesięcznych pensji, gdy pracownik przepracował krócej niż pięć lat, i sześciu, jeśli był zatrudniony dłużej – tłumaczy Wojciech Kasprzyk.
Związkowcy żądają również zwiększenia zatrudnienia w sklepach o 10 proc. Tendencja jest bowiem taka, by w sklepie pracowało coraz mniej osób, a obroty i liczba klientów rosły.
Zarząd Castoramy nie odpowiedział nam, czy zamierza spełnić te żądania.
Wejście w spór zbiorowy to początek. Kolejnym krokiem może być strajk. Podobny scenariusz szykuje się w innej ogólnopolskiej sieci – Biedronce. Związkowcy dali zarządowi czas na spełnienie żądań do 15 września. – To pokazuje, że podwyżki i dobre warunki pracy w marketach są mitem. Inaczej nie brakowałoby w nich rąk do pracy. W ślad za pracownikami Biedronki i Castoramy mogą pójść zatrudnieni w innych sieciach – mówi Alfred Bujara, szef Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”.