statystyki

Rekordowy spadek liczby przepracowanych godzin Polaków. Jak to wpłynie na czasobiedę?

autor: Rafał Woś03.12.2017, 15:00
Rafał Woś

Rafał Wośźródło: DGP
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Pierwszy raz od dawna spadła w Polsce liczba przepracowanych godzin. I to od razu rekordowo. To bardzo dobra wiadomość. Może nawet dowód, że wreszcie normalniejemy. Oczywiście to nie jest jeszcze żaden trend i za kilka miesięcy może się okazać, że mieliśmy do czynienia z nieistotnym wahnięciem. Możliwe. Na razie jednak cieszmy się tym, co mamy.

Najpierw fakty. Kilka dni temu NBP opublikował raport dotyczący sytuacji na rynku pracy. Wynika z niego, że w II kwartale 2017 r. przeciętny czas pracy w Polsce spadł o 2,1 proc. (rok do roku). Co jednak jeszcze ważniejsze, sięgnął poziomu nienotowanego od dekady. Aby wiedzieć, o czym mowa, osadźmy to w kontekście. W roku 2007 r. Polak pracował przeciętnie 41,5 godz. w tygodniu. Wskaźnik zaczął wyraźnie spadać w 2009 r., gdy pracodawcy w obawie przed kryzysem zaczęli redukować koszty: albo zmniejszając zatrudnienie, albo organizując pracę tak, by płacić mniej. Wówczas na kilka lat ukształtowała się nowa średnia pracy Polaka – ok. 40,5 godz. tygodniowo. Na początku 2014 r. liczba przepracowanych godzin znów zaczęła iść w górę, dochodząc w ciągu dwóch lat do poziomu 41 godz. I wtem – bum – nagły spadek do niecałych 40 godz.

Tym, co odróżnia obecny spadek od tamtego z lat 2009–2013, jest ekonomiczny kontekst. Wtedy spadek był efektem strachu pracodawców i pracowników przed kryzysem. Kryzys ostatecznie w nas nie uderzył. Nie brak jednak głosów, że odbyło się to kosztem pracownika. Który pokornie zgodził się pracować za mniej i w mniej pewnych warunkach. Dziś jest już inaczej. Obecnie obłożenie pracą spada w otoczeniu niezłej koniunktury oraz niskiego bezrobocia. A więc w czasie, gdy pracownik jest trochę silniejszy. Nie jest to oczywiście mityczny rynek pracownika, bo wciąż jest on opłacany słabo, nie stoi za nim skuteczny zorganizowany mechanizm związkowy, a państwo nie oferuje mu zbyt wielu realnych zabezpieczeń na wypadek utraty pracy (nasze zasiłki należą do najniższych i najkrócej wypłacanych w Unii). Bez dwóch zdań jest jednak lepiej niż w 2009 r.

Co właściwie wynika z tego, że w Polsce trochę mniej się pracuje? I dlaczego warto by było ten trend utrzymać? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zejść nieco głębiej, niż robi to w swojej interpretacji NBP. Bank skupia się na tym, że spadek liczby nadgodzin w gospodarce może oznaczać niższy wzrost płac. Stąd wniosek, że pracownikowi będzie gorzej. My jednak spójrzmy na sprawę z innej strony. Zauważymy wtedy, że zmniejszenie obciążenia pracą jest rodzajem dobrobytu pracownika. Pod warunkiem oczywiście, że nie odbywa się kosztem zmniejszenia pensji (a nie odbywa się).


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane