Dyrektorzy generalni wyznaczają pracowników na wyższe stanowiska, rezygnując z obowiązku przeprowadzenia konkursu. Eksperci natomiast opowiadają się za otwartym i transparentnym naborem.
Zasady zatrudniania urzędników w administracji państwowej co do zasady regulują trzy pragmatyki służbowe. Zgodnie z art. 21 ust. 2 ustawy z 16 września 1992 r. o pracownikach urzędów państwowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1511 ze zm.) urzędnik, który wykazuje inicjatywę w pracy i sumiennie wykonuje swoje obowiązki, powinien być awansowany do wyższej grupy wynagrodzenia lub na wyższe stanowisko. Nie ma jednak przepisów, które szczegółowo regulowałyby, w jaki sposób i kto może awansować. Podobnie jest w ustawie z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz 1345 ze zm.). Tam mowa jest tylko o awansie dla urzędników mianowanych na kolejne stopnie służbowe. Dla pozostałych członków korpusu, których jest ponad 94 proc., nie ma mowy o naborze lub też awansie wewnętrznym. Kompleksowo kwestia wewnętrznego naboru uregulowana jest tylko w ustawie z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 902 ze zm.). Tam nie dość, że jest zapis o możliwości awansowania pracowników na kolejne stanowiska, to dodatkowo taka możliwość jest tylko w określonej ich grupie. W efekcie osoba mająca posadę urzędniczą może awansować (a nie może tego uzyskać osoba pracująca na etacie wspomagającym lub pomocniczym).
– Ten przepis zawężający grono uprawnionych do awansu został wprowadzony do ustawy o pracownikach samorządowych po tym, jak NIK wykrył, że sprzątaczki i sekretarki czy nawet doradcy i asystenci awansowali na stanowiska urzędnicze – mówi dr Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Katedry Prawa Samorządowego Uniwersytetu Jagiellońskiego.