- Liczę, że dane makroekonomiczne przekonają rząd do wyższej podwyżki minimalnej płacy. 2100 zł to racjonalna i wyważona propozycja - mówi Elżbieta Rafalska.



W projekcie rozporządzenia w sprawie wysokości przyszłorocznego minimalnego wynagrodzenia resort pracy zaproponował kwotę 2100 zł w przypadku pracowników oraz 13,70 zł za godzinę dla zlecenio- i usługobiorców. To kwoty zbieżne z propozycjami resortu pracy z maja, ale wyższe od tych, jakie w czerwcu rząd przekazał Radzie Dialogu Społecznego (było to odpowiednio 2080 zł i 13,50 zł). Czy stawki zaproponowane w projekcie to ostateczna propozycja rządu?
Kwoty te zostaną ostatecznie zaaprobowane przez rząd, jeśli projekt rozporządzenia przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zostanie przyjęty przez Radę Ministrów. 8 czerwca rząd przedstawił Radzie Dialogu Społecznego (RDS) propozycję podwyżki do kwoty 2080 zł. To jest obecnie absolutne minimum – przyszłoroczne minimalne wynagrodzenie nie może być niższe od tej stawki. RDS nie porozumiała się co do wysokości podwyżki, więc w takiej sytuacji decyzję w omawianej kwestii podejmuje rząd w rozporządzeniu, które musi wydać do 15 września.
Reklama
Dlaczego resort pracy chce wrócić do zaproponowanej wcześniej stawki, czyli wyższej od tej przedstawionej RDS?
Wróciliśmy do naszej pierwotnej propozycji, bo przemawiają za tym ostatnie wskaźniki makroekonomiczne opublikowane przez GUS. Wynika z nich, że przeciętne wynagrodzenie w maju wzrosło o 5,4 proc., a w czerwcu o 6 proc. To wartości wyższe od zakładanych prognoz, na podstawie których rząd proponował podwyżkę płacy minimalnej do 2080 zł, czyli o 4 proc. Propozycja przedstawiona w projekcie rozporządzenia zakłada wzrost o 5 proc., dzięki czemu utrzymana byłaby relacja minimalnej płacy do tej przeciętnej – w tym roku ta pierwsza stanowi 47,1 proc. średniego wynagrodzenia, a w przyszłym – zgodnie z naszą propozycją – stanowiłaby 47,3 proc. To jednak relacja oparta na prognozach, a przytoczone powyżej cząstkowe dane wskazują na wyższy wzrost przeciętnego wynagrodzenia niż prognozowany.

Reklama
Jeśli płaca minimalna wyniosłaby 2080 zł, przeciętne wynagrodzenie rosłoby wyraźnie szybciej niż minimalne.
Tak, a takiej sytuacji chcemy uniknąć. Dodatkowo wiemy już, że wprowadzona od tego roku minimalna stawka godzinowa w wysokości 13 zł – wbrew niektórym opiniom – nie ma zaporowego charakteru. Dziś firmy muszą liczyć się z wypłatą co najmniej takich wynagrodzeń lub wyższych. To wymusza rynek. Trzeba też przypomnieć, że wydajność pracy rosła szybciej niż wynagrodzenia, więc ta 5-procentowa podwyżka jest jak najbardziej uzasadniona. To rozsądna propozycja, która pozwoli utrzymać relację płacy minimalnej do tej średniej, i na dodatek jest wprowadzana w dobrej sytuacji na rynku pracy.
Argumenty te przekonają cały rząd?
Liczę na to. Sądzę, że szczególnie ważne są przytoczone wcześniej najświeższe dane dotyczące wzrostu wynagrodzeń i sytuacji na rynku pracy. Jeszcze raz podkreślę – w dobie rekordowo niskiego bezrobocia pracodawcy wiedzą, że muszą płacić więcej. To najlepszy moment na likwidowanie zjawiska tzw. biednych pracujących, czyli osób zatrudnionych na cały etat, które osiągają jednak tak niskie zarobki, że są uprawnione do pomocy społecznej. W zeszłym roku zdecydowaliśmy o 8-procentowej podwyżce minimalnej pensji, a dziś mamy sytuację gospodarczą lepszą niż rok temu. Podwyżka do 2100 zł to nie jest więc nierealna, ale racjonalna i przemyślana propozycja. A czy ostateczna – o tym zdecyduje Rada Ministrów.
Zdaniem związków zawodowych skoro sytuacja gospodarcza jest tak dobra, to podwyżka płacowego minimum powinna być znacząco wyższa. NSZZ „Solidarność” proponuje kwotę 2160 zł, a OPZZ i FZZ – 2220. Drugie z wymienionych centrali zapowiadają protesty, jeśli rząd przyjmie znacznie niższe kwoty. Nie mają racji?
Za naszą propozycją przemawiają argumenty. Wynagrodzenie minimalne w tym roku wzrosło o 8 proc., a jeśli w przyszłym wzrośnie o 5 proc., to w ciągu zaledwie dwóch lat będzie wyższe o 13 proc. Przypomnę też, że rekordowy dotychczas wzrost płacy minimalnej – w 2008 r. o 20 proc. – także był decyzją rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dodatkowo wprowadziliśmy od tego roku wspomnianą minimalną stawkę godzinową, czyli rozwiązanie, na które związki zawodowe czekały całe lata. Nie bez znaczenia w omawianej kwestii jest też aktywna polityka społeczna rządu, w tym realna poprawa sytuacji finansowej polskich rodzin. Związki nie mogą tego nie dostrzegać. Jednocześnie trzeba przypomnieć, że pracodawcy zaproponowali podwyżkę o połowę niższą – jedynie o 50 zł. Nasza propozycja, również w tym kontekście, jest więc wyważona i racjonalna.