Dziś ma się odbyć pierwsze czytanie poselskiego projektu w sprawie tzw. godziny dla rodziny. Przewiduje on, że rodzice dzieci, które nie ukończyły jeszcze 10 lat, mają pracować siedem godzin dziennie z zachowaniem pensji za ósmą, nieprzepracowaną godzinę. Jak ustalił DGP, propozycja posłów PSL najprawdopodobniej zostanie skierowana do dalszych prac w komisji sejmowej. Kluczowa w tej sprawie jest oczywiście opinia większości, a więc klubu PiS.

– Raczej nie będziemy wnioskować o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu. Dajmy sobie czas na dyskusję w sprawie zaproponowanych rozwiązań, bo zależy nam na wprowadzaniu racjonalnej i efektywnej pomocy dla rodzin. Czyli takiej, jaką wdraża sukcesywnie resort pracy – wskazuje Marek Ast, poseł PiS, członek podkomisji stałej ds. nowelizacji kodeksu pracy.

Rządzący chcą, aby wnioskodawcy wskazali źródła finansowania takiego wsparcia dla rodziców. Zależy im też na poznaniu szczegółowych opinii pracodawców w sprawie projektu. A te są – delikatnie mówiąc – negatywne.

– To kolejne uprawnienie dla rodziców, którego koszty musieliby pokrywać przedsiębiorcy. W takim razie powinniśmy mówić o polityce prorodzinnej pracodawców, a nie państwa – wskazuje Wioletta Żukowska-Czaplicka, ekspert Pracodawców RP. Z szacunków tej organizacji wynika, że skrócenie czasu pracy tak licznej grupy zatrudnionych spowoduje spadek PKB aż o 18,7 mld zł.

Dobro dzieci

Wnioskodawcy wskazują, że są otwarci na modyfikacje propozycji. – Zależy nam na znalezieniu formuły, w której z jednej strony rodzice mogliby łatwiej godzić obowiązki zawodowe z rodzicielskimi, a z drugiej pracodawcy zyskaliby ułatwienia w prowadzeniu działalności. Ta ostatnia wiąże się dziś z wieloma biurokratycznymi i uciążliwymi wymogami – tłumaczy Mieczysław Kasprzak, poseł PSL reprezentujący wnioskodawców w pracach nad projektem.

Podkreśla, że nadrzędnym celem zmian jest jednak zapewnienie lepszego kontaktu rodziców z dziećmi. – Opieka instytucjonalna nie zastąpi w pełni tej rodzicielskiej. W ostatniej godzinie pracy większość zatrudnionych rodziców zastanawia się już, czy zdąży odebrać dziecko ze żłobka czy przedszkola. Omawiana propozycja zapewniłaby im większą elastyczność w omawianym zakresie – dodaje poseł PSL.

Przywileje pracujących rodziców

Przywileje pracujących rodziców

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dlatego też wnioskodawcy ustalili, że uprawnienie powinno dotyczyć rodziców dzieci młodszych. Podkreślają, że 10-latki (i starsze dzieci) są już znacznie bardziej samodzielne, więc mniejszym problemem jest organizacja opieki nad nimi. Jednocześnie nie widzą przeszkód w ujednoliceniu obecnych uprawnień dla pracujących rodziców.

– Dziś matkom przysługuje np. łącznie godzinna przerwa na karmienie. Wydaje się, że rodzic powinien korzystać albo z tego czasu wolnego, albo z przewidzianego w naszym projekcie. Nie powinny one się sumować – wyjaśnia Mieczysław Kasprzak.

Państwo i firmy

Pracodawcy zdecydowanie odrzucają jednak argumentację wnioskodawców projektu. – Nie przedstawili oni skutków finansowych skrócenia tygodniowego czasu pracy rodziców z 40 do 35 godzin. A koszty będą ogromne – wskazuje Wioletta Żukowska-Czaplicka.

Z wyliczeń Pracodawców RP wynika, że nowym uprawnieniem może być objętych ok. 1,3 mln pracowników (w Polsce jest ok. 3,9 mln dzieci w wieku do 10 lat; projekt zakłada, że tylko jeden z rodziców korzystałby z omawianego przywileju). Skrócenie czasu pracy tak licznej grupy zatrudnionych wpłynie zatem na całą gospodarkę (spowoduje wspomniany spadek PKB).

– To ewidentny mankament poselskiego projektu. Wnioskodawcy twierdzą w uzasadnieniu, że nie spowoduje on wydatków dla budżetu państwa. Tymczasem wywoła on skutki bezpośrednie, bo państwo to największy pracodawca, oraz pośrednie z tytułu zmniejszonych wpływów podatkowych – zauważa Marek Ast.

– Powinniśmy porozmawiać o tym, czy takie wsparcie jest efektywne i czy powinno obejmować tak szerokie grono zatrudnionych, czy też np. jedynie rodziców dzieci w wieku przedszkolnym – dodaje poseł PiS.

Zdaniem pracodawców projektowane zmiany wywołają jednak także inne negatywne skutki. Chodzi m.in. o nierówne traktowanie na rynku pracy.

– Skoro rodzice będą pracować krócej, to konieczne stanie się wydłużenie czasu pracy osób, które mają starsze dzieci lub w ogóle ich nie mają – wyjaśnia Wioletta Żukowska-Czaplicka.

Z kolei sami rodzice mogą być dyskryminowani w procesie rekrutacji, bo firmy mniej chętnie będą zatrudniać osoby z dziećmi (skoro mają im płacić tyle samo co pozostałym pracownikom, choć będą pracować tygodniowo o pięć godzin krócej). To ryzyko w szczególności dotyczy kobiet, bo to one częściej korzystają z uprawnień rodzicielskich. Tym samym nierówne traktowanie na rynku pracy ze względu na płeć pogłębiłoby się.

Na uboczu dyskusji pozostają jeszcze wątpliwości związane z samym kształtem zaproponowanych zmian. Projekt nie precyzuje np., czy pracownik miałby korzystać ze skróconego czasu jednorazowo (czyli np. wychodzić z firmy o godzinę wcześniej), czy też mógłby go dzielić (np. zaczynać pracę pół godziny później niż pozostali zatrudnieni i kończyć ją pół godziny wcześniej). Tego typu wątpliwości mogą być jednak doprecyzowane w trakcie prac legislacyjnych w komisji sejmowej.