- Jeśli firmy będą nagminnie naruszać przepisy o stawce godzinowej, uszczelnimy te regulacje. Popieram propozycję, aby to inspektor mógł zastępować umowy cywilnoprawne tymi o pracę. I nie zapowiadał kontroli - mówi Stanisław Szwed.
Reklama



Jak pan ocenia pierwsze miesiące obowiązywania przepisów o 13-złotowej stawce dla zlecenio- i usługobiorców?
Wydaje się, że ten początek jest zachęcający. Nie ma drastycznych przykładów łamania nowych przepisów. Trzeba pamiętać też, że to pierwszy okres ich obowiązywania. Nie wszyscy zatrudniający należycie zapoznali się z nimi. Zdarzały się przypadki, gdy firmy nie płaciły minimum, sądząc, że obowiązuje ono jedynie w instytucjach publicznych.
Może chciały tak uważać, bo sądziły, że uda im się w ten sposób nie płacić 13 zł za godzinę?
Wciąż zdarza się, że osoby prowadzące własną działalność nie przykładają należytej uwagi do obowiązującego ich prawa. Nowe przepisy i kontrole ich przestrzegania były jednak nagłaśniane w środkach masowego przekazu, więc nie można twierdzić, że brakuje informacji. Pozytywnie należy ocenić też współpracę organów nadzorczych w tym zakresie, czyli Państwowej Inspekcji Pracy i ZUS. Bardzo dobrą inicjatywą jest też porozumienie PIP i NSZZ „Solidarność” w sprawie informowania o nowych rozwiązaniach i przekazywania do inspekcji przypadków naruszenia prawa. Poza tym sami pracodawcy wiedzą, że firmy, które obchodzą ustawowe minimum, są dla nich nieuczciwą konkurencją.
Z pierwszych kontroli wynika jednak, że co piąta firma narusza przepisy o stawce. W szczególności chodzi o przypadki potrącania z wynagrodzenia kar umownych, np. za spóźnienie albo nienależytą pracę, lub opłat za wypożyczenie zatrudnionym sprzętu lub odzieży roboczej.
To się zdarza. Staramy się informować o tym, że takie rozwiązania są niedopuszczalne i nie będą akceptowane.
Przypomnę, że zgodnie z przepisami zatrudniający na umowach-zleceniach lub umowach o świadczenie usług mają zapewnić wypłatę co najmniej 13 zł za godzinę wykonywania obowiązków.
Jeśli takie praktyki będą się upowszechniać, rząd zaproponuje znowelizowanie przepisów, które jednoznacznie uniemożliwi ich obchodzenie?
Jeżeli będzie to zjawisko nagminne, to będziemy musieli uszczelnić regulacje. Na podobnej zasadzie trzeba będzie zmienić przepisy, jeśli okaże się, że firmy coraz częściej zastępują zlecenia umowami o dzieło, bo ich stawka nie obejmuje.
Czyli aktualne są zapowiedzi, że jeśli stawka godzinowa będzie obchodzona i nie zmniejszy podziałów na rynku pracy, to umowa o dzieło zostanie oskładkowana?
Tak. Pamiętajmy, że wciąż aktualny jest temat jednolitego podatku, którym zajmuje się minister Henryk Kowalczyk. Nie pracujemy obecnie nad tym rozwiązaniem, ale jest to kwestia wciąż otwarta, możemy wrócić do tych propozycji. Wtedy wszystkie rodzaje zatrudnienia miałyby jednolity, progresywny poziom oskładkowania, co wyeliminowałoby zachęty do nadużywania konkretnych umów. Musimy jednak brać pod uwagę argumenty wszystkich stron, czyli także np. środowisk twórczych, które tradycyjnie stosują umowy o dzieło.
A możliwy jest też powrót do koncepcji jednolitej umowy o pracę, czyli modelu, w którym wszyscy są zatrudnieni na podstawie takiego samego kontraktu, a uprawnienia pracownicze zyskuje się wraz ze stażem?
W tym zakresie musimy zaczekać na efekty prac komisji kodyfikacyjnej prawa pracy i jej propozycje.
Problemy ze stosowaniem stawki mają też instytucje publiczne. Wciąż zdarza się, że przetargi wygrywają firmy, których oferty nie gwarantują wypłaty minimalnej stawki zatrudnionym przez nie osobom. Czy można to zmienić?
Tę kwestię niełatwo rozwiązać. W takich przypadkach zamawiający powinien unieważnić przetarg ze względu na nieprzestrzeganie przepisów. Trzeba też wciąż promować klauzule społeczne w systemie zamówień i dbać o dobre praktyki. Dla przykładu resort pracy skierował wystąpienie do ministerstw o to, aby przeanalizowały swoje umowy z podmiotami zewnętrznymi – np. firmami ochroniarskimi – w zakresie zapewnienia nowego minimum płacowego. Sądzę, że po mniej więcej pół roku będziemy mogli sprawdzić, jak w praktyce instytucje publiczne realizują nowe przepisy.
Czyli w połowie roku może nastąpić pierwszy przegląd przepisów o stawce.
Tak, bo wtedy będziemy już dysponować też materiałami PIP i ZUS, a więc możliwa będzie ocena, czy np. firmy zastępują zlecenia umowami o dzieło i czy należy podejmować rozwiązania legislacyjne przeciwdziałające takim nadużyciom.
Czy planowane jest poszerzenie uprawnień kontrolnych PIP w związku z koniecznością badania stawki? Wydaje się, że są one zbyt ograniczone.
Pojawiają się propozycje zmian, o których inspekcja mówi od wielu lat. Chodzi o upoważnienia do przeprowadzenia kontroli i powiadamiania o niej zatrudniającego na siedem dni przed jej realizacją. Uważamy, że utrudnia to działalność kontrolną PIP i należy to zmienić.
A prawo do ustalania istnienia stosunku pracy przez inspektora pracy, a nie sąd? To PIP mogłaby wówczas przekształcać umowy cywilnoprawne w te o pracę.
Jestem zdecydowanym zwolennikiem takiego rozwiązania. W razie sporu pracodawca mógłby odwołać się od decyzji inspektora do sądu i powinien udowodnić, że prawidłowo zastosował umowę cywilnoprawną zamiast umowy o pracę. Dziś ciężar dowodu w sprawach o ustalenie istnienia stosunku pracy spoczywa na pracowniku, a to słabsza strona w relacjach zatrudnienia. Możliwe, że projekt zakładający taką modyfikację przedstawi sejmowa komisja ds. kontroli państwowej. Trzeba przypomnieć bowiem, że PIP podlega Sejmowi, a nie resortowi pracy, więc to posłowie w pierwszym rzędzie są upoważnieni do proponowania zmian w zakresie jej funkcjonowania.
Projekt ten będzie zakładał zmianę podporządkowania PIP, tzn. nadzór nad nią przejmie ministerstwo? Takie propozycje były już zgłaszane w przeszłości.
Jeżeli będzie taka wola ze strony komisji, to ma ona do tego prawo. Opinie w tej sprawie – także wśród partnerów społecznych – są jednak podzielone. Na przykład związki zawodowe chcą utrzymania obecnej zasady, zgodnie z którą PIP podlega Sejmowi. Nie uważam, aby obecny model w jakiś szczególny sposób utrudniał nadzór nad przestrzeganiem prawa pracy. Inspekcja nie podlega rządowi, ale w praktyce zawsze z nim współpracuje. Poza tym większość w Sejmie ma strona rządząca, więc tym samym nadzoruje ona funkcjonowanie PIP. Sądzę, że samo usytuowanie inspekcji może być tematem rozmów w Radzie Dialogu Społecznego. To dobre forum do debaty w tej sprawie. Ale jeśli jakieś zmiany w tym zakresie mają być przedstawiane, to propozycje takie powinna przygotować komisja ds. kontroli państwowej.
To ona powinna też ewentualnie zgłaszać propozycje dotyczące np. uprawnienia inspektorów do przekształcania umów?
Tak. Podobnie może też podejmować inne postulaty zgłaszane przez PIP, np. podwyższenie kar za nieprzestrzeganie prawa pracy. Dziś należą one do zdecydowanie najniższych w Europie. W Polsce firmie grozi grzywna z tego tytułu w wysokości maksymalnie 30 tys. zł, podczas gdy w np. w Irlandii – do 250 tys. euro. A średni mandat wynosi około 1,5 tys. zł. Sądzę, że na forum komisji możemy rozmawiać o poziomie tych sankcji.