Spółka, wobec której Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał decyzję w 2012 r., ponownie narusza prawo. Skarżą się już na to dziesiątki wprowadzonych w błąd klientów, a urzędnicy potwierdzają, że działalności Telestrady przyjrzą się po raz kolejny.
Telestrada to przedsiębiorca telekomunikacyjny oferujący usługi telefoniczne. Ma blisko 100 tys. abonentów, ale chce mieć znacznie więcej. Dlatego ruszyła z ofertą „szalenie korzystnej” umowy na świadczenie usług telefonicznych. Reklamuje ją hasłem „Rozmowy na komórkowe – 17,99 zł/mies. bez limitu”.
Sęk w tym, że w odległym punkcie regulaminu czytamy, że opłata w tej wysokości obowiązuje tylko do 50 minut miesięcznie. Po przekroczeniu tego progu trzeba już zapłacić blisko 38 zł – czyli stawkę rynkową.
Reklama
– Jakie to więc „bez limitu”? 50 minut można wygadać w jeden dzień. Czuję się oszukany – napisał do redakcji DGP jeden z konsumentów.
Wielu niezadowolonych z działań Telestrady pisze do urzędów.

Reklama
– Otrzymaliśmy w tym roku kilka skarg na Telestradę. Dotyczą wprowadzania w błąd – przyznaje Agnieszka Majchrzak z biura prasowego UOKiK.
– W 2018 r. do Urzędu Komunikacji Elektronicznej wpłynęło kilka spraw dotyczących Telestrady SA. Skargi dotyczą m.in. nienależytego wykonywania umowy i odstąpienia od umowy – wskazuje z kolei Wojciech Gunia, główny specjalista w wydziale komunikacji UKE.
Bo gdy ktoś nawet doczyta umowę tuż po jej zawarciu, spółka nie respektuje przysługującego konsumentom prawa do odstąpienia w terminie 14 dni. Przykład jednego z klientów: 20 kwietnia dochodzi do podpisania umowy. Już 23 kwietnia konsument wysyła druk z informacją o odstąpieniu listem poleconym, za potwierdzeniem odbioru. Mimo to 10 maja listonosz przynosi list powitalny z Telestrady wraz z kartą SIM. Zdezorientowany klient dzwoni na infolinię. I dowiaduje się, że „wypowiedzenie umowy nie zostało uznane, gdyż dotarło za późno”.
– Ludzie wiedzą, że mają prawo odstąpić od umowy, ale wielu odpuści. Stwierdzą, że więcej wysiłku ich będzie kosztowała walka z firmą, niż cała sprawa jest warta, skoro stawki w Telestradzie nie są istotnie wyższe niż u innych operatorów – mówi nieoficjalnie jeden z pracowników UOKiK. I nie ukrywa, że nieuczciwi przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę i to wykorzystują. Podczas gdy – jak wynika z naszych rozmów z prawnikami – prawdopodobieństwo uznania, że Telestrada narusza interesy konsumentów, jest bardzo duże.
– Moim zdaniem sposób przedstawienia warunków świadczenia usług może wzbudzić mylne wyobrażenie konsumentów, że cena wskazana na umowie nie zależy od spełnienia żadnych dodatkowych warunków. Do tych samych wniosków prowadzi analiza przekazu reklamowego, w którym wyraźnie wskazuje się, że oferta obowiązuje „bez limitu” – twierdzi Maciej Trąbski, radca prawny w kancelarii GESSEL.
Adwokat Dominik Jędrzejko, partner w kancelarii Kaszubiak Jędrzejko i autor bloga NieuczciwePraktykiRynkowe.pl, dodaje, że trudno byłoby uznać, aby zakamuflowana informacja dotycząca de facto wyliczenia podstawowego świadczenia (bo za takie uznać należy opłatę abonamentową za wykonane połączenia przy usłudze telekomunikacyjnej) była podana w sposób jasny, pełny i zrozumiały.
– Myślę, że organy ochrony praw konsumentów śmiało przyjmą, iż przeciętny konsument nie ma szans na rzetelną ocenę oferty i porównanie jej z propozycjami konkurencji. Rzeczywista cena usługi odbiega przecież od tej, która podawana jest w materiałach promocyjnych. Chodzi tu zwłaszcza o materiały internetowe oraz umowę, gdzie w ogóle nie jest podawana opłata standardowa – suponuje mec. Jędrzejko.
Zdaniem mec. Macieja Trąbskiego przedsiębiorcy nie pomogłoby tłumaczenie, że stwierdzenie o braku limitu dotyczy liczby sieci, do których można dzwonić, a nie liczby połączeń.
– Konsument hasło „bez limitu” w odniesieniu do telefonii komórkowej ma prawo poczytywać jako zapewnienie, że w ramach wskazanej opłaty może rozmawiać do woli – mówi prawnik.
Telestrada nie odpowiedziała na nasze pytania.