Z policyjnych statystyk wynika, że lawinowo rośnie liczba małoletnich, co do których występuje prawdopodobieństwo, że są ofiarami przemocy domowej. W 2022 roku było ich 10 982, w 2023 r. – 17 039, a w 2024 r. aż 25 723. Paradoksalnie wzrost liczby zgłoszeń świadczy o lepszym funkcjonowaniu systemu ochrony dzieci, ale nadal istnieje tzw. „ciemna liczba”. Szczególnie dużo jest do zrobienia w obszarze przemocy wirtualnej.
- Dynamiczny wzrost liczby małoletnich, wobec których zachodzi prawdopodobieństwo, że są ofiarami przemocy domowej, to zjawisko wymagające bardzo szczegółowej analizy. Niestety, z naszych informacji wynika, że nadal brakuje prawidłowych, rzetelnych statystyk – zwłaszcza dotyczących tych najbardziej drastycznych przypadków krzywdzenia dzieci – mówi Piotr Kucharczyk, Prezes Fundacji To ja - Dziecko im. Kamilka Mrozka z Częstochowy
Zmiany w prawie ujawniają skalę przemocy
Zdaniem ekspertów ta przemoc już wcześniej była obecna w życiu dzieci, ale szereg zmian w prawie, które zaszły w ostatnich latach, spowodowały kumulację zgłoszeń i wzrost statystyk.
Jak tłumaczy Justyna Podlewska, koordynatorka działu prawnego Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę chodzi o zmiany w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy domowej oraz w ustawie o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich, która jest popularnie nazywana lex Kamilek. – Pierwsza dostosowała wreszcie polskie przepisy do Konwencji Stambulskiej i daje możliwość wszczęcia procedury Niebieskie Karty również wtedy, gdy dziecko jest świadkiem przemocy domowej. Część komendantów wojewódzkich policji wzięła sobie to bardzo mocno do serca i wydała zalecenia zakładania NK-A przy każdej interwencji domowej, jeśli w rodzinie są dzieci – mówi Podlewska.
Skok w 2023 roku można także powiązać, zdaniem Piotra Kucharczyka, z szeroko komentowaną tragedią Kamilka Mrozka z Częstochowy. - Jego śmierć stała się punktem zwrotnym w debacie publicznej na temat przemocy wobec dzieci. Nagłośnienie sprawy w mediach doprowadziło do wzrostu świadomości społecznej i większej gotowości do zgłaszania podejrzeń przemocy, zarówno przez świadków, jak i instytucje pracujące z dziećmi – tłumaczy.
"Lex Kamilek" działa
Największą zmianą jest jednak ustawa o standardach ochrony małoletnich, która była pokłosiem śmierci Kamila Mrozka. - Wprowadzone zmiany prawne usprawniły proces identyfikacji i interwencji w przypadkach przemocy domowej. Dodatkowo rosnąca świadomość społeczna sprawiła, że więcej osób decyduje się na reakcję – mówi Kucharczyk. - My sami w roku 2024 prowadziliśmy ponad 50 spraw związanych z przemocą wobec najmłodszych – dodaje.
- Dzięki tej ustawie nastąpiło uregulowanie prawidłowych i nieprawidłowych relacji dorosły dziecko i zobowiązanie wszystkich, którzy mają kontakt z dziećmi do reagowanie na przemoc. Powstały standardy w instytucjach– jedne lepsze, inne gorsze, ale też powstały procedury dotyczące reagowania na przemoc – mówi Podlewska. Problemem może być jednak to, że pierwszą reakcją na przemoc wobec dzieci pozostaje zawiadomienie służb, a nie praca z rodziną. – Trzeba odróżnić jednorazowe akty przemocy od znęcania się. Oczekiwałabym, że profesjonaliści będą reagowali mądrze i wspierały rokujące rodziny w ramach działań we własnej instytucji. Zdarza się przecież tak, że rodzice borykają się z jakimiś problemami, ich kompetencje rodzicielskie są niskie, ale mają chęć poprawy i pracy – mówi Podlewska.
Covid-19 i zmiany w społeczeństwie
Ostatecznie te zmiany doprowadziły także do zmiany społeczeństwa, które częściej zauważa przemoc i na nią reaguje. - Faktycznie, zauważamy ten wzrost, ale sądzę, że częściowo jest to wzrost wykrywalności przemocy domowej. W mojej opinii należy uznać te statystyki za wynik zwiększonej czujności społeczeństwa i częste reakcję na niepokojące sytuacje. Wiele organizacji pozarządowych, w tym Fundacja Mały Duży Człowiek przeciwdziała przemocy domowej, a w szczególności krzywdzeniu dzieci i młodzieży. Niemniej jednak przemoc domowa występuje w dużej skali i te alarmujące statystyki powinny stać się gruntem do zmian systemowych, które poprawią bezpieczeństwo dzieci zagrożonych przemocą w środowisku domowym – mówi Milena Domańska, Prezes Fundacji Mały Duży Człowiek.
Zdaniem Kucharczyka wciąż borykamy się także ze skutkami pandemii Covid-19. – „Odbicie" po pandemii i narastające problemy psychiczne, to kolejna możliwa przyczyna. Wiele badań wskazuje, że w jej następstwie wzrosła liczba problemów psychicznych w społeczeństwie, co mogło wpłynąć na pogorszenie relacji rodzinnych i wzrost przypadków przemocy. Pandemia ograniczała kontakt dzieci z nauczycielami i innymi dorosłymi, którzy mogli wcześniej zauważyć niepokojące sygnały – mówi.
Ile jeszcze dzieci jest krzywdzonych?
Paradoksalnie, wzrost liczby zgłoszeń świadczy o lepszym funkcjonowaniu systemu ochrony dzieci. Eksperci pytani o to jak duży pozostaje jeszcze margines spraw do wykrycia są zgodni – ciężko go oszacować.
- Statystyki policyjne odzwierciedlają liczbę zgłoszonych przypadków, ale nadal istnieje tzw. „ciemna liczba” – sytuacje, które nigdy nie trafiają do rejestrów. Strach przed oprawcą, brak zaufania do instytucji czy niewystarczające wsparcie mogą sprawiać, że wiele dzieci pozostaje bez pomocy – mówi Kucharczyk.
Zdaniem Podlewskiej najwięcej do zrobienia jest w obszarze przemocy w świecie cyfrowym– ta wciąż pozostaje najcięższa do wykrycia. - Nastolatki bronią swojej prywatności, ich kompetencje cyfrowe związane z bezpieczeństwem są wciąż niskie, a dostępność do narzędzi cyfrowych – bardzo szeroka – tłumaczy.
- Kluczowe jest dalsze wzmacnianie mechanizmów ochronnych, edukacja oraz skuteczniejsze egzekwowanie prawa wobec sprawców przemocy. Dużą rolą tutaj są obarczone instytucje, które powinny wypełniać prawidłowo wyznaczone im zadania. Jak wiemy z raportu przygotowanego przez zespół ds. analizy przypadków krzywdzenia dzieci działający przy Ministerstwie Sprawiedliwości a dotyczącego sprawy Kamilka, zaniedbania procedury Niebieskiej Karty, były rażące – podsumowuje Kucharczyk.