W petycji przygotowanej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, która właśnie trafiła do Senatu, mamy bardzo obrazowy przykład: ośmiolatka, której rodzice handlowali narkotykami, jest wielokrotnie przesłuchiwana w toku sprawy. Nie dość, że same okoliczności są dla tak małego dziecka straszne, to traumę pogłębia jeszcze wszystko, co dzieje się w trakcie postępowania. Czy takie sytuacje w praktyce zdarzają się często?
Niestety tak. Od kilku lat obserwuję regres ochrony dzieci w postępowaniu karnym, a przepisy, które mają zapewniać bardziej przyjazny tryb przesłuchania, nierzadko albo są pomijane, albo interpretowane w bardzo wąski sposób. To prowadzi np. do sytuacji, w których dzieci poniżej 15. roku życia są przesłuchiwane na sali sądowej. Powodów i usprawiedliwień jest mnóstwo: nie działa sprzęt, nie ma informatyków, przyjazny pokój przesłuchań jest zbudowany tak, że nie ma możliwości utrwalenia przebiegu przesłuchania… W rezultacie dziecko przeżywa kolejną traumę. W kodeksie ustanowiono sztuczną granicę. W momencie, gdy pokrzywdzony ukończy już 15 lat, może być przesłuchiwany w normalnym trybie. Dochodzi więc do paradoksalnej sytuacji, bo gdy mamy do czynienia z przestępstwem na tle seksualnym, przepisy umożliwiają przesłuchiwanie dorosłych w przyjaznym trybie. Można powiedzieć, że mamy lukę w przypadku małoletnich między 15. a 18. rokiem życia. Poza tym przepisy w zakresie przyjaznego trybu przesłuchań są skomplikowane, możliwa jest różna interpretacja. Kodeks postępowania karnego generalnie daje możliwość przesłuchania dzieci powyżej 15. roku życia w przyjaznym trybie, jeżeli zwykłe przesłuchanie mogłoby wpłynąć na nie negatywnie. O tej możliwości często się jednak zapomina.