Sprawa zaczęła się w 2014 r., kiedy idącego wzdłuż drogi i wyraźnie zataczającego się 63-latka zatrzymał patrol policji. Mężczyzna odmówił podania swoich personaliów, a według późniejszych zeznań funkcjonariuszy był agresywny i obrażał ich. Jeden z policjantów skuł mu ręce z tyłu i wepchnął do radiowozu. Skarżący został zabrany na komendę w celu weryfikacji tożsamości.
Na miejscu umieszczono go w celi bez krzesła (istniała obawa, że spadnie z niego i zrobi sobie krzywdę), siłą sadzając przy ścianie. Ponieważ jednak przebywanie w takiej pozycji ze skutymi rękami było bardzo niewygodne, a wręcz bolesne, zatrzymany położył się na podłodze i leżał tak mniej więcej godzinę, po której zdjęto mu kajdanki. Według policyjnego raportu nie odwieziono go do domu, gdyż wciąż zachowywał się agresywnie i istniała obawa, że po powrocie może być niebezpieczny dla członków własnej rodziny.