Przepadek pojazdu lub jego równowartości to jedna z najbardziej kontrowersyjnych zmian w kodeksie karnym. Choć nie ma wątpliwości, że osoby wsiadające za kierownicę w stanie nietrzeźwości należy surowo karać, to zaproponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości rozwiązanie budzi kontrowersje. Mówiąc w największym skrócie: kierowca straci pojazd, jeśli prowadził go, mając 1,5 promila alkoholu we krwi, lub spowodował wypadek w stanie nietrzeźwości (niezależnie od jej stopnia). Taka sama sankcja ma być stosowana wobec kierowców, którzy drugi raz dopuszczą się prowadzenia w stanie nietrzeźwości. Wystarczy, by w obydwu przypadkach stopień upojenia był minimalny (powyżej 0,5 promila).

Nierówność wobec prawa

Reklama
Eksperci zwracają uwagę, że propozycja MS jest nie do pogodzenia z art. 32 konstytucji, który gwarantuje równość wobec prawa, ponieważ uzależnia dotkliwość sankcji nie od okoliczności czynu i zachowania sprawcy, ale od wartości pojazdu, którym jechał sprawca. Co ważne wartość ta wcale nie musi być odzwierciedleniem stanu majątkowego kierowcy. Bo nawet gdyby czyn został popełniony autem leasingowanym lub pożyczonym (a wiec niebędącym wyłączną własnością sprawcy), będzie on musiał ponieść koszt równowartości pojazdu. Budzi to wątpliwości z punktu widzenia zasady proporcjonalności.

Reklama
Projektodawca wprowadził wyłączenie dla zawodowych kierowców, dzięki czemu pijany profesjonalista nie będzie musiał oddawać równowartości np. TIR-a, tylko wpłaci co najmniej 5 tys. zł nawiązki na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej (tzw. Fundusz Sprawiedliwości). Z zaproponowanego brzmienia przepisów wynika jednak, że z wyłączenia będą mogli skorzystać tylko kierowcy zatrudnieni na etacie, a np. współpracujący z firmami transportowymi na zasadach B2B już nie.
Podczas prac w podkomisji ds. rozpatrzenia kodeksu karnego pojawiła się co prawda poprawka, ale nie rozwiązywała problemu. W zasadzie sprowadzała się do zmiany… numeru konta, na które trafią pieniądze stanowiące równowartość pojazdu, którego nie można skonfiskować.

Dla kogo nawiązka

Z pierwotnego brzmienia projektu, uzgodnionego z innymi resortami (m.in. z Ministerstwem Finansów), wynikało, że przepadek równowartości pojazdu orzeka się na rzecz Skarbu Państwa. Jednak na skutek poprawki posła Piotra Saka z Solidarnej Polski sąd będzie orzekał nie przepadek równowartości auta, lecz nawiązkę odpowiadającą jego wartości (w wysokości do 1 mln zł) na rzecz Funduszu Sprawiedliwości. A jego dysponentem jest minister sprawiedliwości.
Tyle tylko, że nowa nawiązka z art. 44b k.k., która w zależności od wartości pojazdu może wynosić zarówno kilka, jak i kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych, ma być stosowana i w przypadku przestępstw bezskutkowych, takich jak samo prowadzenie w stanie nietrzeźwości (gdzie nie ma pokrzywdzonych), i wobec sprawców wypadków, których ofiary poniosły ciężkie obrażenia skutkujące kalectwem lub śmiercią.
Rodzi się pytanie, czy w takich sytuacjach zamiast obligatoryjnej wysokiej nawiązki na fundusz nie powinno się stosować obligatoryjnej nawiązki bezpośrednio dla pokrzywdzonych w tym konkretnym zdarzeniu.
Sąd na wniosek pokrzywdzonego lub innej osoby uprawnionej obok kary może orzec obowiązek naprawienia szkody na podstawie art. 46 par. 1 k.k. lub nawiązkę w wysokości do 200 tys. zł (na podstawie par. 2 tego przepisu). Jeśli oprócz nawiązki dla pokrzywdzonego sąd będzie musiał obligatoryjnie zasądzić bardzo wysoką nawiązkę na rzecz funduszu, może się okazać, że sprawca nie będzie miał pieniędzy na zapłatę wszystkich zasądzonych świadczeń.

(Nie)skuteczne sankcje

A zatem czy wprowadzenie obligatoryjnej nawiązki na FS nie odbędzie się ze szkodą dla pokrzywdzonych?
- Trzeba pamiętać, że szkody pokrzywdzonego są zaspokajane z OC sprawcy, a jeśli ten go nie ma, to odszkodowanie lub zadośćuczynienie wypłaca Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Nie ma więc ryzyka, że pokrzywdzony lub ich bliscy nie zostaną zaspokojeni - mówi Piotr Sak, autor poprawki.
Dodaje jednak, że pokrzywdzeni nie mogą się wzbogacić na tym, że zostali poszkodowani w wypadku. - Nawiązka na fundusz jest ukierunkowana na to, by sprawca poczuł ciężar i brzemię swojego sprawstwa. Wsiadanie do samochodu, gdy się ma 1,5 promila, jest przejawem skrajnej patologii. Mechanizm skutkujący zastosowaniem wysokiej nawiązki na FS, będącej odpowiednikiem przepadku pojazdu, którego w danym przypadku nie można zastosować, ma od takich zachowań odstraszać - dodaje poseł.
Innego zdania jest dr Piotr Kładoczny z Uniwersytetu Warszawskiego. - Jeśli pijanej osoby nie powstrzymuje przed wsiadaniem za kierownicę to, że może kogoś zabić albo że sama może zostać inwalidą lub zginąć, to nie powstrzyma jej widmo przepadku pojazdu lub jego równowartości. Daleki jestem od bronienia pijanych kierowców, ale cyklicznie podnoszone sankcje o charakterze fiskalnym nie przynoszą żadnych efektów, poza takimi, że będzie można nabić kasę funduszu pod pretekstem, że robi się coś dla bezpieczeństwa na drodze - mówi.
Wskazuje, że sankcje są wtedy skuteczne, kiedy są proporcjonalne i możliwe do wyegzekwowania. - Nawiązka dla pokrzywdzonego spełnia swoją funkcję nie wtedy, gdy zostanie orzeczona, ale gdy poszkodowany ją otrzyma. A proponowane rozwiązanie nie będzie temu sprzyjać - dodaje dr Kładoczny.
Zdaniem prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości, należałoby stworzyć mechanizm w większym stopniu chroniący interesy pokrzywdzonego. - W przypadku gdy sprawca po zapłacie kilkudziesięciu tysięcy złotych nawiązki na rzecz FS nie będzie w stanie wykonać obowiązku naprawienia szkody albo nawiązki na rzecz pokrzywdzonego, poszkodowany powinien uzyskać pieniądze zasądzone od sprawcy z FS- mówi.
Uważa, że obligatoryjne nawiązki na rzecz funduszu same w sobie nie są wadliwym rozwiązaniem. - Stosowanie dotychczasowych środków, jak widać, wciąż nie rozwiązało problemu pijanych kierowców. Zastrzeżenie budzi raczej to, w jaki sposób pieniądze z tego funduszu są wydatkowane - dodaje prof. Ćwiąkalski.
Raport Najwyższej Izby Kontroli z jesieni ub.r. wskazywał na dużą uznaniowość w wydawaniu środków z FS, brak transparentności, a także przypadki udzielania dotacji w sposób niecelowy, również na zadania marginalnie związane z celami funduszu. To wszystko skłoniło prezesa NIK do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o stwierdzenie niekonstytucyjności niektórych przepisów rozporządzenia regulujących działanie funduszu.
Profesor Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, zapewnia jednak, że Fundusz Sprawiedliwości działa poprawnie.
- 190 mln zł na straże pożarne, 35 mln zł na klinikę Budzik, 25 mln zł dla szpitali covidowych na respiratory. Nie mówiąc o 363 ośrodkach pomocy pokrzywdzonym, w których ofiary przestępstw dostają pierwszą pomoc, często zanim sprawca usłyszy zarzuty. Z tych pieniędzy finansowana jest również pomoc dla uchodźców z Ukrainy - wylicza.
Nie wyklucza, że w ramach dalszych prac nad projektem przepisy jeszcze się zmienią. Jedną z możliwości jest wprowadzenie fakultatywności przy orzekaniu nawiązki na Fundusz Sprawiedliwości odpowiadającej wartości pojazdów, gdy sąd jednocześnie orzeka świadczenia kompensacyjne dla pokrzywdzonego na podstawie art. 46 par. 1 lub 2.
Kiedy sąd orzeknie przepadek, a kiedy równowartość / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe