Od kilkunastu dni widzimy przerażające obrazy wojny w Ukrainie. Zastanawiam się, czy wobec zbrojnej agresji prawo międzynarodowe jest bezsilne?
Od dobrych 100 lat społeczność międzynarodowa stara się redukować ryzyko wybuchu wojny. Od 1945 r. w Karcie Narodów Zjednoczonych mamy zakaz użycia siły zbrojnej, ze ściśle określonymi wyjątkami: samoobrony, a także działania podjętego za zgodą Rady Bezpieczeństwa ONZ. W każdym innym przypadku mamy do czynienia z ciężkim naruszeniem reguł prawa międzynarodowego. Jak wiadomo, Ukraina w żaden sposób nie sprowokowała agresji Rosji. Warto też przypomnieć, że na wojnie nie wszystko jest dozwolone. Mamy reguły prawa wojennego, w tym międzynarodowe prawo humanitarne, które jest środkiem ochrony osób i obiektów, a w szczególności osób cywilnych, do których sytuacji odnosi się IV konwencja genewska. Do tego dochodzi jeszcze międzynarodowe prawo karne, związane z odpowiedzialnością jednostek za czyny uznane za zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i szereg innych czynów, które są wymienione w statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego. Trzeba też podkreślić, że wojna nie wygasza obowiązywania praw człowieka i ich gwarancji międzynarodowych. Można zatem powiedzieć, że wprawdzie prawo międzynarodowe kategorycznie zakazuje wojny napastniczej, ale jednocześnie jest na nią gotowe. I zawiera reguły, które mają zastosowanie w trakcie konfliktu. Absolutnie priorytetowe jest, by w momencie, gdy nie udało się jej zapobiec, były one przestrzegane.