Fakt, że o powołanie asesora wnioskowała obecna Krajowa Rada Sądownictwa, nie wystarczy, aby uchylić jego orzeczenie. Rola rady w procesie nominacyjnym jest bowiem techniczna. Do takich wniosków doszedł Sąd Okręgowy w Poznaniu.

Orzeczenie wpisuje się w dyskusję, czy powołania asesorów powinny być traktowane jako wadliwe, tak jak w przypadku sędziów powołanych na wniosek obecnej kontestowanej i przez wielu uważanej za upolitycznioną KRS. Do kwestii tej odnosi się przygotowany przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” projekt, który - jak twierdzą jego autorzy - ma naprawić fundamenty sądów. Zakłada on, że powołania asesorów zostaną utrzymane w mocy, ale będzie możliwość złożenia z urzędu, jeżeli dana osoba zostanie powołana w wyniku nacisków politycznych.

- W projekcie uwzględniliśmy, że przy powołaniach asesorskich rola KRS jest inna niż w procedurze nominacyjnej sędziów. Jest bowiem ograniczona, a co za tym idzie - wpływ czynnika politycznego jest mniejszy niż przy powoływaniu sędziów - tłumaczy Bartłomiej Przymusiński, rzecznik stowarzyszenia. Dlatego argument użyty przez SO w Poznaniu przyjmuje z aprobatą i przewiduje, że orzecznictwo może pójść w tę stronę.

- Asesorzy są absolwentami Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, która w coraz większym stopniu jest podporządkowana ministrowi sprawiedliwości. Może to stanowić problem, gdyż im większa będzie zależność szkoły od czynnika politycznego, tym większe mogą być wątpliwości co do niezależności i niezawisłości asesorów, których przyjęcie do zawodu zależy od egzaminu w tej szkole - twierdzi.

Test niezależności

Zanim jednak SSP „Iustitia” przygotowało wspomniany projekt, w kwietniu zeszłego roku w jednej z uchwał stwierdziło, że skoro obecna KRS nie spełnia konstytucyjnych wymogów, to wydawane przez nią uchwały powinny zostać uznane za nieważne. Wywołało to dyskusję o powołaniach asesorskich. Głos zabrało Stowarzyszenie Absolwentów i Aplikantów KSSiP „Votum”, które podkreślało, że nie można do jednego worka wrzucać sędziów sądów powszechnych i asesorów tylko dlatego, że w każdym z tych przypadków w procedurze nominacyjnej brała udział obecna KRS. W piśmie przesłanym do sądów stowarzyszenie stanęło na stanowisku, że argumentacja, zgodnie z którą rada obecnie nie jest organem, o którym mowa w ustawie zasadniczej, nie doszło więc do skutecznego sformułowania przez nią wniosków o powołanie i przedstawienia prezydentowi kandydatów, jest błędna i bezpodstawna. Jednocześnie jednak Votum zaznaczyło, że w skrajnych sytuacjach nie jest wykluczone badanie przez sąd wadliwości aktu powołania.

Badania takiego dokonał poznański SO przy okazji rozpatrywania apelacji jednej ze stron, która odwołała się od niekorzystnego dla siebie postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku. Wśród sformułowanych przez nią zarzutów znalazł się i ten odnoszący się do nieważności postępowania z powodu wydania orzeczenia przez sąd, który ze względu na sposób jego wyłonienia nie spełniał warunków niezależności i bezstronności. Postanowienie w I instancji wydał bowiem asesor sądowy powołany na to stanowisko z wniosku obecnej KRS.

SO w Poznaniu uznał, że zarzut ten, jako najdalej idący, powinien zostać rozpatrzony w pierwszej kolejności. Jego uwzględnienie musiałoby bowiem skutkować uchyleniem zaskarżonego rozstrzygnięcia. Jak podkreślono w niedawno opublikowanym uzasadnieniu postanowienia, ocena ważności postępowania przed sądem I instancji musi być przeprowadzana każdorazowo, i to z urzędu, we wszelkich aspektach.

Dokonując takiej oceny, sąd sięgnął m.in. po uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r. (sygn. akt BSA I-4110-1/20), w której zawarto tzw. test niezawisłości. Zaznaczył przy tym, że z obowiązku przeprowadzenia testu nie zwalnia go orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 20 kwietnia 2020 r. stwierdzające, że uchwała SN jest niezgodna z ustawą zasadniczą (sygn. akt U 2/20). Jak bowiem zauważył poznański SO, uchwała SN „nie miała charakteru normy prawnej o cechach regulacji generalnej i abstrakcyjnej, których dotyczy kognicja Trybunału Konstytucyjnego”.

Techniczny charakter

Poznański sąd zauważył, że apelująca powołała się na wadliwość systemową organu, jakim jest obecna KRS. Nie wykazała jednak żadnych okoliczności dotyczących asesora, które mogłyby budzić wątpliwości co do jego niezawisłości i bezstronności.

Sąd zauważył, że model powoływania asesorów znacznie różni się od postępowania o powołanie do urzędu sędziego. W tym pierwszym przypadku rola KRS polega co do zasady na zaakceptowaniu listy kandydatów przedstawionej przez dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (patrz: grafika). Sąd uznał więc, że w stosunku do asesorów wniosek KRS ma „znaczenie w istocie techniczne, a w każdym razie jest to działanie pozbawione elementu uznaniowości i oceny”. Z tych powodów SO nie zdecydował się uchylić orzeczenia wydanego przez asesora powołanego na wniosek obecnej rady.

- Stowarzyszenie „Votum” z aprobatą przyjmuje kierunek orzeczniczy, który jest zgodny ze zgłaszanymi przez nas postulatami - komentuje Konrad Wasik, sędzia Sądu Rejonowego w Przemyślu, przedstawiciel SAiA KSSiP „Votum”.

Podkreśla, że poznański SO wprost wskazał, że w sprawie nie było żadnych okoliczności dotyczących asesora sądowego tworzącego skład sądu w rozpoznawanej sprawie, które podawałyby w wątpliwość jego niezawisłość i bezstronność i które mógłby poddać ocenie sąd odwoławczy, badając zgłoszony zarzut.

Inaczej na orzeczenie poznańskiego sądu patrzy Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, członek poprzedniej KRS. - Z całą pewnością nie jest tak, że rola KRS w procedurze powoływania asesorów jest całkowicie techniczna - uważa.

Przypomina, że poprzedni skład rady sprawdzał przedstawionych jej kandydatów na asesorów. Chodzi o sytuację z 2017 r., kiedy to KRS wyraziła sprzeciw wobec kilkuset osób.

- To badanie miało charakter merytoryczny. Wśród kandydatów była m.in. osoba, która miała na swoim koncie wykroczenia drogowe. I KRS uznała, że przez to nie spełnia ona wymogu posiadania nieskazitelnego charakteru - tłumaczy Sławomir Pałka.

Bez automatyzmu

Poznański sąd odwołał się również do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jak podkreślił, ten pierwszy w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce (skarga nr 43447/19) odnosił się wprost do statusu Izby Dyscyplinarnej SN oraz sędziów w niej zasiadających, a nie sędziów sądów powszechnych. Podobnie zresztą było w przypadku orzeczenia TSUE z listopada 2019 r. (połączone sprawy C-585/18, C-624-18, C-625/18). Tym bardziej więc nie dotyczą one wprost asesorów sądowych.

- Nie ma przesłanek, by w świetle orzeczeń TSUE i ETPC zbiorczo i automatycznie kwestionować niezawisłość sędziowską osób, które przeszły procedurę nominacyjną z udziałem KRS po 2017 r., albo ich status jako sądu ustanowionego ustawą w rozumieniu art. 6 Europejskiej konwencji praw człowieka. Orzeczenia te odnosiły się do SN, a nie do sądów powszechnych - zauważa sędzia Wasik.

Jak dodaje, w odniesieniu do sędziów sądów powszechnych w okolicznościach każdej sprawy w przypadku podniesienia zarzutu przez stronę samo stwierdzenie systemowej nieprawidłowości procesu nominacyjnego nie ma decydującego znaczenia. Za każdym razem konieczne jest badanie przebiegu procesu nominacyjnego konkretnego sędziego, z uwzględnieniem okoliczności towarzyszących obsadzie danego stanowiska sędziowskiego.

Skąd się biorą asesorzy sądowi / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

orzecznictwo

Postanowienie Sądu Okręgowego w Poznaniu z 25 listopada 2021 r., sygn. akt II Ca 1542/21 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia