Przedwczoraj projekty ustaw zostały pokazane przez ministra Zbigniewa Ziobrę. Teraz są one w trakcie opiniowana w KPRM. – Podobny kierunek był dyskutowany we Francji i w Austrii. Ogólna filozofia zmian wydaje się rozsądna, ale diabeł tkwi w szczegółach i konkretnych rozwiązaniach – mówi jeden z naszych rozmówców z kancelarii premiera. Dopiero po wewnętrznych opiniach zapadną decyzje, kiedy projekty wejdą na wewnętrzną rządową ścieżkę legislacyjną i zostaną oficjalnie rozesłane do konsultacji.
Jak zauważa jeden z ziobrystów, sytuacja, jeśli chodzi o uzgodnienia z KPRM, nie uległa zmianie. Projekty ustaw cały czas czekają na zielone światło, a ziobryści tylko wzmagają presję na PiS. – W kuluarach niektórzy zaczęli mówić, że tych ustaw nie ma, że jesteśmy niegotowi. Dlatego chcieliśmy przypomnieć, że ustawy są ciągle w KPRM – mówi polityk Solidarnej Polski.
Oprócz kancelarii premiera swoje trzy grosze do pomysłów Zbigniewa Ziobry chce wtrącić prezydent Andrzej Duda. Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczą jednolitego statusu sędziego, który oznacza w praktyce okrojenie uprawnień głowy państwa. W obecnej procedurze każdy awans sędziego w zawodowej hierarchii zatwierdza prezydent, wręczając nominację na stanowisko sędziego sądu rejonowego, okręgowego, apelacyjnego czy Sądu Najwyższego. A były już przykłady, że może też odmówić. Tymczasem propozycja resortu sprawiedliwości zmierza do tego, by sędzia powoływany był tylko raz, jednocześnie zwiększając rolę ministra sprawiedliwości. „Minister Sprawiedliwości wydaje decyzję w przedmiocie wniosku sędziego o przeniesienie na inne miejsce służbowe, mając na względzie racjonalne wykorzystanie kadr sądownictwa powszechnego, potrzeby wynikające z obciążenia zadaniami poszczególnych sądów, a także okoliczności wynikające z uzasadnienia wniosku…” – tak brzmi art. 135 ustawy. Choć oczywiście z powodu spłaszczenia struktury sądów powszechnych mowa tylko o awansie z sądu okręgowego do regionalnego.
Ziobryści mają nadzieję na skruszenie oporu Andrzeja Dudy w tej sprawie. – Przekonujemy Pałac, że jednolity status sędziego to lepsze rozwiązanie, bo choć ogranicza się rolę prezydenta i KRS, to równocześnie zmniejsza się presję na sędziów, by zachowywali się w sposób, który umożliwi im awans. Jednolity status zmniejsza ryzyko nacisków – zauważa nasz rozmówca z resortu sprawiedliwości. Przypomina, że to idea jeszcze sprzed 2015 r., gdy część sędziów walczyła z KRS w sprawie awansów. – Proponujemy rozsądne i funkcjonalne rozwiązanie tego problemu – przekonuje współpracownik Zbigniewa Ziobry.
Na razie jednak nic nie wskazuje na ustępstwa Andrzeja Dudy w tej sprawie. – Uszanowanie konstytucyjnych kompetencji głowy państwa w tej kwestii jest nieprzekraczalne i tu leżą na stole wszystkie opcje, łącznie z wetem – zastrzega nasz rozmówca z Pałacu Prezydenckiego.
Kolejna kwestia dyskusyjna to pomysły na zmiany w Sądzie Najwyższym, choć tu Pałac widzi możliwość uzgodnienia stanowiska.
Oficjalnej prezentacji projektu w tej sprawie jeszcze nie było. Najczęściej pojawiające się pomysły dotyczą znacznego okrojenia SN – zarówno w zakresie liczby pracujących tam sędziów (ze 100 do kilkudziesięciu), jak i samych izb SN (mówi się np. o zastąpieniu obecnych dwiema: Izbą Prawa Prywatnego i Izbą Prawa Publicznego). Jak słyszymy, warunkiem brzegowym dla prezydenta w tym przypadku jest utrzymanie instytucji skargi nadzwyczajnej, wprowadzenie skutecznego sądownictwa dyscyplinarnego oraz zachowanie określonego w konstytucji nadzoru sądowego SN. W tym ostatnim przypadku chodzi m.in. o pomysły odebrania SN spraw kasacyjnych, choć ze strony Pałacu można usłyszeć, że ta kwestia może być przedmiotem negocjacji.
Ziobryści uspokajają, że nie zamierzają iść na zwarcie z Andrzejem Dudą. Na razie propozycja zakłada, że skarga nadzwyczajna zostaje, zaś kasacje miałyby co prawda przejść do sądów apelacyjnych, ale składy je rozpoznające byłyby związane uchwałami SN. Do tego SN mógłby przejąć sprawę do rozpoznania, o ile uzna ją za wystarczająco „doniosłą”. – Wydziały apelacyjne byłyby więc czymś w rodzaju wydziałów zamiejscowych SN. Dzięki temu zreformowany SN mógłby utrzymać nadzór judykacyjny, na czym zależy prezydentowi – mówi polityk Solidarnej Polski. Pytanie, na ile zmiany w SN uspokoją konflikt na linii Bruksela–Warszawa w sprawie wykonania orzeczenia TSUE dotyczącego Izby Dyscyplinarnej.
Osobną kwestią jest możliwość zmian w KRS. W przyszłym roku kończy się kadencja obecnej rady i to mogłoby być podstawą do wprowadzenia zmian, które przynajmniej w części osłabiłyby dotychczasowe zarzuty pod jej adresem. Temu sprzyja prezydent, premier, ale także I prezes SN. „Nie” mówi minister sprawiedliwości. – Może zmiany zostaną wprowadzone w Sejmie jako korekty ustaw Zbigniewa Ziobry – zauważa jeden z naszych rozmówców z obozu władzy.
Wciąż jednak nie wiadomo, czy pomysły z Alej Ujazdowskich nie będą miały pod górkę, bo, pominąwszy zawartość projektów, pojawiają się do nich dwa ogólne zastrzeżenia. Pierwsze dotyczy tego, czy możliwe będzie ich uchwalenie i wejście w życie w niespełna dwa lata, jakie pozostały do końca kadencji. Jak zauważa jeden z naszych rozmówców, może się okazać, że wejdą w życie i, jak często bywa w tego typu przypadkach, na początku będą problemy i organizacyjne zamieszanie, a wtedy – zamiast być atutem – staną się wizerunkowym obciążeniem w roku wyborczym. Kolejny argument dotyczy tego, na ile pomysły Zbigniewa Ziobry, bez względu na ich faktyczną treść, podgrzewają spór o praworządność z Brukselą. Czy pomysły wprowadzenia jednolitego statusu sędziego, mimo zapowiadanego automatyzmu tych rozwiązań, nie zostaną odebrane jako próby weryfikacji środowiska sędziowskiego? To istotne, bo toczą się negocjacje z Komisją Europejską o akceptację KPO i uruchomienie pieniędzy dla Polski, a jednym z zasadniczych warunków KE jest wdrożenie orzeczenia TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej. Na razie jednak projekt ustawy o zmianach w SN, który izbę ma likwidować, nie został jeszcze pokazany. ©℗
Współpraca Małgorzata Kryszkiewicz