Komplikacje z kasacją
Choć nie znamy struktury i kompetencji sądów regionalnych, jasne jest, że przy założeniu rozpoznawania przez te sądy zarówno apelacji, jak i kasacji niezbędne będzie wyodrębnienie struktur wewnętrznych. Kasacja jest środkiem nadzwyczajnym przysługującym zasadniczo od prawomocnego orzeczenia sądu odwoławczego, a w nowym modelu – od orzeczeń sądów regionalnych uprawnionych jednocześnie do jej rozpoznania. To komplikuje zagadnienie statusu, wewnętrznej struktury oraz podziału kompetencji w ramach sądów regionalnych.
Reklama
Dopełnieniem koncepcji przeniesienia kompetencji do rozpoznawania kasacji w dół do sądów regionalnych jest zmiana funkcji, statusu i składu Sądu Najwyższego. Jego obsada i kompetencje mają być okrojone, czego skutkiem będzie przekształcenie SN w niewielki sąd, którego zasadniczym zadaniem byłoby ujednolicanie lub też porządkowanie orzecznictwa sądów powszechnych.
Konsekwencje zmian

Reklama
Koncepcja ma racjonalizować system sądownictwa, porządkować zasady funkcjonowania sądów, ujednolicić sądy pierwszej instancji, a sądy odwoławcze uczynić również sądami kasacyjnymi. Warto dostrzec kilka jej dość oczywistych konsekwencji.
Pierwsza to ujednolicenie spraw bez względu na ich wagę, charakter i stopień skomplikowania, czyli czynniki decydujące dziś o tym, czy sprawę w pierwszej instancji rozpoznaje sąd rejonowy (z reguły sprawy mniej skomplikowane), czy też okręgowy (sprawy bardziej skomplikowane). Po zmianie wszystkie sprawy – niezależnie od ich charakteru, wagi, znaczenia i skomplikowania – będą trafiać do jedynych w tym modelu sądów pierwszoinstancyjnych – okręgowych. Awans sędziów rejonowych na sędziów okręgowych łączy się z pewną degradacją sędziów okręgowych, gdyż po części będą rozpoznawać sprawy prostsze.
Po drugie, zamiast sądów okręgowych apelacje będą rozpoznawać sądy regionalne. Sędziowie okręgowych wydziałów odwoławczych albo staną się sędziami pierwszoinstancyjnymi, albo awansują do sądów regionalnych.
Po trzecie, w nowych sądach regionalnych (o nieznanej dziś liczbie i obszarach właściwości) muszą powstać wydziały odwoławcze oraz wydziały kasacyjne. Nie wiemy jeszcze, czy kasacje od orzeczeń sądu regionalnego mają rozpoznawać inne wydziały tego samego sądu regionalnego, czy też inny sąd regionalny.
Po czwarte, ograniczenie lub wręcz likwidacja kompetencji Sądu Najwyższego do rozpoznawania kasacji składanych przez strony pozostawi w kognicji SN skargi nadzwyczajne i zagadnienia prawne lub sprawy, które wedle własnego wyboru sam SN uzna za wymagające przezeń rozstrzygnięcia. W tym drugim przypadku SN działałby w pewnym sensie jak Sąd Najwyższy w USA, tyle, że w ramach niefederalnego systemu oraz odmiennej kultury prawnej.
Po piąte, nie wiadomo, co miałoby się stać z kompetencjami Sądu Najwyższego w zakresie objętym dzisiaj właściwością Izby Dyscyplinarnej (ID) oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (IKNiSP).
Po szóste, trudno przewidzieć, jakie zadania przewidywane są dla dzisiejszych sędziów SN przy tak znaczącej redukcji jego składu osobowego.
Kwadratura koła
To jedynie najbardziej oczywiste spostrzeżenia, gdyż nie znamy bardziej szczegółowych założeń oraz konkretnych propozycji zawartych w już przygotowanych projektach. Gdyby jednak przyjąć powyższe założenia, to przeprowadzenie tak zakrojonej reformy ustrojowej sądownictwa staje się zadaniem zbliżonym do kwadratury koła.
Ujednolicenie struktury sądów pierwszej instancji generuje pytanie, czy każdy dzisiejszy sąd rejonowy stanie się sądem okręgowym, czy też nastąpi likwidacja części ośrodków sądowych, powodując istotny z perspektywy społecznej problem terytorialnej dostępności sądu dla obywatela. Przekształcenie sądów rejonowych w okręgowe spowoduje konieczność określenia ich właściwości miejscowej, bo rzeczowa – związana z charakterem spraw – straci jakiekolwiek znaczenie.
To zabieg skomplikowany, powodujący perturbacje na wielu poziomach, począwszy od spraw już zawisłych przed dzisiejszymi sądami rejonowymi po kwestie dotyczące nieokreślonej, wielkiej liczby zagadnień związanych ze zmianą. Myśl zaś, że problem ten rozwiążą ewentualne nieprofesjonalne sądy pokoju, jest całkowicie utopijna. Przeniesienie części chociażby spraw z dzisiejszego sądu rejonowego do sądu okręgowego wymaga zwiększenia obsady sędziowskiej, rozstrzygnięcia sposobu postępowania z toczącymi się sprawami, z apelacjami wywiedzionymi do orzeczeń dzisiejszych sądów okręgowych i wielu innych problemów. Ujawnia się poważne ryzyko blokady sądownictwa na dłuższy czas i dalszego wydłużenia czasu rozpoznawania spraw. Przekształcenie sądów okręgowych w sądy pierwszej instancji zwiększy liczbę środków zaskarżenia do rozpoznania na poziomie sądów regionalnych. Dzisiejsza obsada sędziowska sądów apelacyjnych jest dalece niewystarczająca dla ich rozpoznania w rozsądnym terminie.
Przeniesienie kompetencji do rozpoznania kasacji na poziom sądów regionalnych generuje dalsze problemy. Nie wiadomo, co uczynić z kasacjami już dziś wywiedzionymi do Sądu Najwyższego. Rozpoznawanie kasacji przez różne sądy regionalne generuje ryzyko rozbieżności orzeczniczych godzące w zasadę równości, zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa, jednolitości orzeczniczej w podejściu do wykładni przepisów prawa. Grozi regionalizacją prawa na poziomie jego wykładni i stosowania. Zmiana ustroju sądów powszechnych i SN to także zmiany regulacji proceduralnych, karnych i cywilnych, regulaminów i innych regulacji mających znaczenie dla sprawnego funkcjonowania sądów.
Ryzyko chaosu prawnego
Wszystkie te zagrożenia mogą dotknąć przede wszystkim obywateli szukających rozwiązania problemów przed sądem. Nie wchodząc głębiej w analizę możliwych komplikacji, należy stwierdzić, że gdyby co najmniej część wskazanych powyżej hipotez okazała się trafna, to pomysł na spłaszczenie systemu sądów powszechnych oraz ograniczenie kompetencji i składu SN wydaje się nad wyraz ryzykowny. Można bez ryzyka popełnienia większego błędu twierdzić, że samo spłaszczenie struktury nie tylko nie zwiększy sprawności sądownictwa, lecz z perspektywy zmian wprowadzanych przez ostatnie sześć lat rodzi niebezpieczeństwo pogłębienia chaosu prawnego i destabilizacji systemu. Dość nieporadne dotychczas pod względem merytorycznym zmiany personalne w wymiarze sprawiedliwości mogą stać się regułą w całej strukturze sądownictwa powszechnego. Na efekt w postaci pogłębienia sporu z Unią Europejską nie będzie trzeba długo czekać.
Zmiana struktury sądownictwa to złożona i skomplikowana operacja niosąca olbrzymie ryzyko nawet przy sprawnie działającym aparacie wymiaru sprawiedliwości. Przy niesprawnym i niewydolnym sądownictwie, zdestabilizowanym mechanizmie trwałości orzeczeń, fatalnym zapleczu informatycznym, źle opłacanych kadrach i zaskakującym, niemerytorycznym systemie awansowym, podzielonym i skonfliktowanym wewnętrznie środowisku sędziowskim, prawdopodobieństwo przeprowadzenia takiej reformy prawidłowo jest bliskie zeru.
Już dziś, nawet przy niezmienionej strukturze sądownictwa, stający przed sądem obywatel nie tylko nie wie, jak długo będzie czekał na rozstrzygnięcie sprawy, lecz także czy sąd przeprowadzi rozprawę, czy też rozstrzygnie ją na posiedzeniu niejawnym, a jeśli nawet dojdzie do wyroku, to czy wyrok ten będzie wadliwy, czy prawidłowy, gdy orzekał sędzia wyłoniony przez nową Krajową Radę Sądownictwa (KRS). Na te pytania całkowicie odmiennych odpowiedzi udzielają z jednej strony Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) i Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) oraz część składów SN i Naczelnego Sądu Administracyjnego, z drugiej zaś zakwestionowane przez ETPC składy polskiego Trybunału Konstytucyjnego oraz niektóre składy SN, w tym zwłaszcza jego nowo powołanych izb: IKNSP oraz ID (przeznaczonej do likwidacji wobec „niespełnienia oczekiwań” rządzących). Jeśli dziś trudno w tym chaosie znaleźć się obywatelowi, to po kolejnej „reformie” prawdopodobnie okaże się to zupełnie niemożliwe.
Operacja na żywym organizmie
Całkowicie nowa struktura sądownictwa to nie tylko przeniesienie sędziów z sądu do sądu. To konieczność zmiany wszystkich procedur, przepisów wewnętrznych, struktury organizacyjnej, sekretariatów, archiwów, systemów informatycznych. To jednocześnie operacja przeprowadzana na żywym organizmie, przy wielu procesach w toku prowadzonych z uwzględnieniem nieporadnie uchwalonej covidowej regulacji dezorganizującej działanie sądownictwa i ograniczającej prawa obywateli przed sądem. To skomplikowany system obiegu akt, dokumentów, repertoriów, archiwizacji dokumentów z uwzględnieniem podziału administracyjnego w strukturze sądownictwa. To pracownicy sekretariatów, którzy wykonują wiele czynności, o których politykom się nie śniło, którzy dokładnie wiedzą, jak postąpić z danym dokumentem. To sędziowie, którzy muszą znać te subtelności i kształtować je z uwzględnieniem ram prawnych: organizacji posiedzeń, rozpraw, przekazywania dokumentacji ze środkami odwoławczymi, zabezpieczeniami, orzeczeniami i ich prawomocnością, wykonalnością, wpisami do ksiąg i rejestrów, nakazami zwolnienia, odbycia kary, postępowaniem wykonawczym.
Każdy obowiązujący dziś przepis odpowiedniej procedury jest dopasowany do istniejącej struktury sądownictwa. Po reformie tych czynności będą dokonywały inne sądy niż te, które orzekały. Postępowania w toku będą toczyć się na podstawie zmienionych lub nowych procedur przed innymi sądami. Czy dojdzie do zmiany składu? Czy postępowania te można będzie kontynuować, czy należy je zacząć od początku? Kto wreszcie ma te skomplikowane zmiany wdrożyć? Wyłonieni przez neo-KRS i zagrożeni unijną wadliwością sędziowie? Kto wykona orzeczenia wydane przez takie sądy za granicą? A kto obywatelowi zagwarantuje, że taki wyrok będzie cokolwiek wart? O czasie trwania postępowań szkoda wspominać...
Jednym słowem projekt tak radykalnie zakreślonej zmiany ustroju i właściwości sądów to rewolucja. Jak każda, przyniesie przede wszystkim rozchwianie wymiaru sprawiedliwości. Pytanie tylko, czy z popiołów, po wprowadzeniu tych zmian, uda się odbudować sądownictwo funkcjonujące chociażby tak jak to, które ma zmienić projektowana reforma?