Tymczasem taką próbę podjął Przemysław Radzik, wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie, a zarazem zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów. W odpowiedzi na złożoną przez sędziego Jacka Tyszkę deklarację, że nie będzie on orzekał z osobami, które przeszły procedurę konkursową przed obecną Krajową Radą Sądownictwa, poinformował, że oświadczenie to traktuje jako zrzeczenie się urzędu przez sędziego Tyszkę.
– To absurd, działanie pana Radzika nie ma żadnego umocowania w przepisach prawa – stwierdza krótko Krystian Markiewicz, przewodniczący Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.
Natomiast sam sędzia Tyszka w rozmowie z DGP nie kryje, że jest mocno zaskoczony tym, co się wydarzyło.
Reklama
– Oczywiście, spodziewałem się, że pewne kroki wobec mnie zostaną podjęte. Myślałem jednak, że zostanie wszczęte postępowanie dyscyplinarne, ewentualnie że zostanę karnie przeniesiony do innego wydziału. Ale tego, co się wydarzyło, kompletnie nie brałem pod uwagę – przyznaje sędzia. I podkreśla, że nigdy nie miał zamiaru zrzekać się urzędu.
Brak woli

Reklama
W piśmie Radzika skierowanym do sędziego Tyszki czytamy, że oświadczenie tego ostatniego stanowi „odmowę przestrzegania porządku konstytucyjnego Rzeczpospolitej Polskiej oraz zapowiedź postępowania wbrew złożonemu ślubowaniu sędziowskiemu (…)”. Dalej wiceprezes warszawskiego sądu powołuje się na art. 68 par 1 prawa o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2072 ze zm.) i poucza, że zgodnie z nim stosunek służbowy sędziego rozwiązuje się z mocy prawa, jeżeli sędzia zrzekł się urzędu.
– Problem polega jednak na tym, że aby do tego doszło, musi nastąpić akt woli ze strony samego zainteresowanego, a tutaj takiego aktu przecież nie było. A skoro tak, to o żadnym zrzeczeniu się urzędu nie może być mowy – zauważa sędzia Markiewicz. Potwierdza to zresztą sam zainteresowany.
– Z mojego oświadczenia wynika coś zupełnie odwrotnego. Ja wręcz deklaruję w nim, że będę orzekał, tyle że nie z osobami powołanymi przez obecną KRS – podkreśla sędzia Tyszka.
Wątpliwości co do tego, że nie można dorozumiewać woli zrzeczenia się urzędu przez sędziego, nie ma również dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
– Przesłanki usunięcia sędziego z zawodu są w prawie jasno określone. I dopóki sędzia nie złoży wyraźnej deklaracji o zrzeczeniu się urzędu, dopóty nie można go tego urzędu pozbawić – mówi ekspert. Dlatego też pismo wiceprezesa SO w Warszawie ocenia jako bezzasadne.
– Minister sprawiedliwości powinien na takie pismo odpowiedzieć, pouczając wiceprezesa, że ten nie powinien już więcej takich wystąpień do niego kierować – podkreśla Jacek Zaleśny.
Gorący kartofel
Na razie nie wiadomo, jaka będzie reakcja MS na wystąpienie Przemysława Radzika. Pytany o to resort odpowiedział jedynie, że jeszcze nie otrzymał pisma wiceprezesa SO w Warszawie w sprawie sędziego Tyszki.
– Gdyby minister przychylił się do pisma Przemysława Radzika i wdrożył procedurę zmierzającą do pozbawienia sędziego Tyszki urzędu, to mielibyśmy do czynienia z niebywałym skandalem. To by bowiem oznaczało, że można usunąć sędziego z zawodu na podstawie widzimisię tego czy innego urzędnika – mówi Krystian Markiewicz. Jak dodaje, stowarzyszenie będzie sprawę monitorować i w razie konieczności podejmować odpowiednie kroki.
– Będziemy np. informować o wszystkim Komisję Europejską – zaznacza prezes Iustitii.
Nieoficjalnie mówi się, że kierownictwo MS patrzy nieprzychylnym okiem na całą sytuację.
– Umówmy się, obecnie trwa walka, w której nikt nie bierze jeńców. Obie strony sporu grają bardzo ostro. I jakkolwiek nie podoba mi się to, co zrobił sędzia Tyszka, to jednak muszę przyznać, że droga, którą wybrał Przemysław Radzik, jest chyba najgorszą z możliwych. On po prostu tego gorącego kartofla podrzucił ministrowi – mówi nam jeden z sędziów związanych z obecnym kierownictwem MS.
Apele i pozwy
W reakcji na to, co się wydarzyło, SSP „Iustitia” jak na razie wystosowało apel do ministra sprawiedliwości. Pisze w nim m.in., że „wysoki stopień irracjonalności działań pana Przemysława Radzika nakazuje ze szczególną troską i uwagą oceniać jego zdolność do wykonywania nie tylko funkcji wiceprezesa największego sądu w Polsce, zastępcy rzecznika dyscyplinarnego, ale również po prostu funkcji sędziego”.
– Jeżeli takie sytuacje będą się powtarzały, to rzeczywiście należałoby zastanowić się, czy ta osoba ma odpowiednie kompetencje do pełnienia funkcji wiceprezesa sądu – uważa Jacek Zaleśny. Jak dodaje, nie jest również wykluczone, że takie działania, jeśli będą miały charakter notoryczny, mogłyby zostać potraktowane jako naruszenie godności urzędu sędziego w zakresie nieznajomości obowiązujących przepisów prawa.
Warto w tym miejscu zauważyć, że wiceprezes Radzik w swoim piśmie skierowanym do sędziego Tyszki poinformował go, że „zrzeczenie się jest skuteczne od dnia złożenia na ręce Ministra Sprawiedliwości oświadczenia (…)”. Tymczasem w art. 68 par. 1 u.s.p. jest mowa o trzech miesiącach.
DGP zwrócił się do Przemysława Radzika z pytaniami, umożliwiając mu m.in. odniesienie się do wystąpienia SSP „Iustitii”. Do momentu zamknięcia numeru nasz e-mail pozostał jednak bez odpowiedzi.
Sędzia Tyszka w rozmowie z DGP deklaruje, że po powrocie z urlopu ma zamiar stawić się normalnie w pracy i przystąpić do orzekania. Co jednak w sytuacji, gdyby kierownictwo warszawskiego sądu postanowiło mu to uniemożliwić? Zdaniem Jacka Gudowskiego, sędziego Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, w takim przypadku sędziemu będzie przysługiwała ochrona sądowa. Będzie on mógł np. wnieść pozew o ustalenie istnienia stosunku służbowego.
– Mamy już pewne doświadczenie z tego typu pozwami, więc gdyby zaistniała taka potrzeba, nasi prawnicy pomogą taki pozew przygotować – deklaruje sędzia Markiewicz. ©℗
Co mówią przepisy