Jak informuje Oko.press prof. Michał Romanowski zarzuca prezes Manowskiej naruszenie obowiązków i popełnienie czynu z artykułu 231 par. 1 kodeksu karnego.

Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3

Prof. Romanowski wskazuje nie tylko na odmowę wykonania orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przez Małgorzatę Manowską jako organ władzy publicznej, ale także na aktywne dążenie przez I prezes SN do „zwalczania tych orzeczeń przy wykorzystaniu (…) kompetencji i wpływów jakie są związane z pełnieniem funkcji Pierwszej Prezes SN, a wręcz podżeganie przez Małgorzatę Manowską i pomocnictwo w niewykonywaniu tych orzeczeń przez prezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie Macieja Nawackiego w odniesieniu do sprawy przywrócenia do orzekania sędziego Pawła Juszczyna oraz przez prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie Piotra Schaba i wiceprezesa Sądu Okręgowego w Warszawie Przemysława Radzika w odniesieniu do sprawy przywrócenia do orzekania sędziego Igora Tuleyi”.

Reklama

Zdaniem adwokata, Manowska sprzeniewierzyła się także przysiędze sędziowskiej, zgodnie z którą sędzia ślubuje uroczyście „służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”.

Prof. Romanowski podkreśla także, że swoją decyzją Manowska złamała kilka artykułów Konstytucji, a niewykonanie orzeczeń jest nie tylko naganne, ale i szkodliwe społecznie.

Reklama

Jak cytuje Oko.press, prof. Romanowski pisze także, że kompetencje prezesa najważniejszego sądu w Polsce nie „mogą być wykorzystywane, aby być służalczym wobec partii rządzącej i władzy wykonawczej ani aby spłacić dług za nominację na funkcję sędziego Sądu Najwyższego i Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Nie da się zbudować państwa bezprawia bez służalczego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego”.

Przypomnijmy: W środę 14 lipca 2021 r. TSUE, na chwilę przed wyrokiem rodzimego trybunału, wydał kolejne zabezpieczenie, na mocy którego zawiesił m.in. działanie kontestowanej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Jeszcze tego samego dnia TK orzekł zaś, że tego typu środki tymczasowe są niezgodne z polską konstytucją. "Unia Europejska nie może zastępować państw członkowskich w tworzeniu regulacji dotyczących ustroju sądów i gwarancji niezawisłości sędziów" – uzasadniał rozstrzygnięcie sędzia sprawozdawca Bartłomiej Sochański.

Następnego dnia (15 lipca) TSUE stwierdził, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów jest niezgodny z prawem UE, a Izba Dyscyplinarna „nie daje w pełni rękojmi niezawisłości i bezstronności, a w szczególności nie jest chroniona przed bezpośrednimi lub pośrednimi wpływami polskiej władzy ustawodawczej i wykonawczej”.

W praktyce powinno oznaczać to zawieszenie działalności Izby Dyscyplinarnej i zmianę prawa tak, aby nie naruszało regulacji UE (np. poprzez likwidację ID SN). Jak wskazywał na naszych łamach prof. Mariusz Bidziński „w przypadku niezastosowania się do orzeczenia czekają nas różne sankcje, z czego ta finansowa jest najmniej dotkliwa”.

Ostateczne rozstrzygnięcie TSUE, ani widmo kar nie wpłynęło jednak na powstrzymanie się ID SN od działalności. Oliwy do ognia dolała w piątek (16 lipca) I Prezes SN Małgorzata Manowska, która uchyliła zarządzenie z 5 maja 2020 r. ws. zawieszenia działań Izby Dyscyplinarnej. Zgodnie z nim wstrzymano przekazywanie spraw dotyczących postępowań dyscyplinarnych sędziów.

W praktyce oznacza to, że ID SN może działać już bez żadnych ograniczeń. I skrupulatnie z tego skorzystano, bo na dzisiaj wyznaczone zostało posiedzenie niejawne, na którym ma zapaść decyzja o uchyleniu immunitetu sędziemu wojskowemu Piotrowi Raczkowskiemu. Sprawie przewodniczy sędzia Adam Tomczyński.