Sprawa ma swój początek w 2017 r., kiedy to w prasie ukazała się publikacja na temat sędziego R.G. Moment nie jest przypadkowy, gdyż miesiąc wcześniej sędzia ten został powołany na stanowisko prezesa miejscowego sądu rejonowego. W artykule pojawił się opis sytuacji z 2009 r., kiedy to sędzia startował w konkursie do sądu wyższego rzędu. Nie zgodził się wówczas z oceną swojej pracy, sporządzoną w ramach tego postępowania przez sędziego wizytatora. Sposób, w jaki to niezadowolenie wyraził, spowodował, że wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne, które zakończyło się skazaniem za przewinienia dyscyplinarne. W części artykułu dotyczącej tego epizodu z życia sędziego znalazło się następujące stwierdzenie: „(…) 31 marca 2011 r. Sąd Apelacyjny – Sąd Dyscyplinarny uznał go za winnego tego, że trzykrotnie uchybił godności urzędu sędziego (pomówienie sędziego wizytatora, ówczesnego Prezesa Sądu Rejonowego i Przewodniczącej Wydziału VI grodzkiego tego Sądu oraz innych czterech sędziów)”.
Prezes R.G. uznając, że publikacja zawiera nieprawdziwe informacje na jego temat, wytoczył powództwo o ochronę dóbr osobistych.
Sąd rozpoznający sprawę w I instancji częściowo uwzględnił jego roszczenia i zobowiązał wydawcę oraz naczelnego gazety do publikacji oświadczenia, że w artykule znalazły się nieprawdziwe informacje na temat R.G., a oni sami wyrażają ubolewanie z powodu naruszenia jego dóbr osobistych i przepraszają za nieścisłości. Sędzia został bowiem co prawda uznany przez sąd dyscyplinarny za winnego trzykrotnego uchybienia godności urzędu, jednak wszystkie te przypadki dotyczyły wyłącznie wizytatora. Jak zauważył sąd okręgowy, dziennikarz dysponował wyrokiem SN z uzasadnieniem, a więc był w stanie w sposób rzetelny określić czyny, za które R.G. został ukarany. „Wystarczyło uważnie przeczytać uzasadnienie Sądu Najwyższego, aby ustalić, jakie czyny przypisano powodowi. Jeżeli dla przygotowującego artykuł dziennikarza uzasadnienie to nie byłoby zrozumiałe, to powinien on zasięgnąć opinii prawnika” – czytamy w uzasadnieniu wyroku, które niedawno zostało opublikowane.
Sąd przypomniał przy tym, że wolność wyrażania opinii nie ma charakteru absolutnego, a granicę w korzystaniu z niej stanowi m.in. ochrona dobrego imienia innych osób. „Warunkiem zgodności z prawem publikowania przez prasę ujemnych ocen i opinii krytycznych jest rzetelność takiego działania i jego zgodność z zasadami współżycia społecznego” – podkreślił SO.
Nie uwzględnił on jednak żądania powoda o przyznanie zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Wziął przy tym pod uwagę m.in. to, że sędzia decydując się objąć funkcję prezesa sądu w okolicznościach, które budziły poważne kontrowersje związane z ograniczaniem niezależności sądownictwa i które większość środowiska prawniczego oceniła negatywnie, powinien wziąć pod uwagę, że media zainteresują się nim i poddadzą jego działanie ocenie. R.G. został bowiem prezesem w 2017 r., kiedy obowiązywały regulacje pozwalające ministrowi sprawiedliwości usuwać urzędujących prezesów sądów bez podania żadnego uzasadnienia. Ponadto, jak zauważył SO, powód wiedział przecież, że był karany dyscyplinarnie i że informacje te są znane w środowisku sędziowskim, a co za tym idzie, prawdopodobnie zostaną upublicznione.
Od tego rozstrzygnięcia R.G. wniósł apelację, a sąd II instancji częściowo przyznał mu rację i zasądził od pozwanych solidarnie kwotę 5 tys. zł.
Warto przypomnieć, że sędzia R.G. uzyskał korzystny dla siebie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. ETPC uznał bowiem, że wymierzając mu karę upomnienia, sądy krajowe doprowadziły do naruszenia konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności w zakresie prawa do wyrażania opinii. ©℗

orzecznictwo

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 11 stycznia 2021 r., sygn. akt I ACa 611/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia