Rozgrywka wokół kandydatów na stanowisko rzecznika praw obywatelskich (RPO) odbywa się zarówno między PiS a opozycją, jak i w samej Zjednoczonej Prawicy.
Mówi się, że to prawdopodobnie ostatnia runda wyboru RPO ‒ w połowie lipca wchodzi w życie orzeczenie TK, w którym ten uznał, że dalsze pełnienie funkcji przez Adama Bodnara, którego kadencja upłynęła we wrześniu, mimo braku wyłonionego następcy jest niekonstytucyjne. Jednak w PiS słychać głosy, że raczej to „przedostatnie okrążenie”. ‒ W razie czego powinien być jeszcze czas na wystawienie nowych kandydatur, gdyby te obecne padły ‒ przekonuje nasz rozmówca.
Reklama
Jeszcze ciekawsze są przesłuchy dotyczące ewentualnego przyjęcia tzw. ustawy bajpasowej. Miałaby ona tworzyć funkcję „p.o. RPO”, wskazywanego przez marszałka Sejmu. Taki zabieg ma spowodować, by ‒ w świetle wyroku TK ‒ w przyszłości znów nie powstał wakat na tym stanowisku.
‒ Mam nadzieję, że wybierzemy RPO i nie będzie potrzebna żadna dodatkowa czy uzupełniająca ustawa ‒ stwierdził w minionym tygodniu Ryszard Terlecki, szef klubu PiS. Ale od osoby z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego słyszymy, że ustawę trzeba będzie przyjąć niezależnie od tego, czy nowy RPO zostanie wybrany, czy nie. ‒ Chodzi o uregulowanie tego na przyszłość. Zresztą dotyczy to nie tylko instytucji RPO, lecz także szefa NBP i NIK, co zasygnalizował trybunał w swoim orzeczeniu. Chcielibyśmy to w pewien sposób wystandaryzować, by w każdym przypadku pełniącego obowiązki wskazywał marszałek Sejmu ‒ wskazuje nasz rozmówca z PiS. Partia rządząca nie chce jednak wychodzić z projektem, póki nie jest rozstrzygnięty los następcy Adama Bodnara.

Reklama
Pod kandydaturą prof. Marcina Wiącka z UW, oprócz opozycji, podpisali się posłowie Porozumienia, w tym Jarosław Gowin. ‒ Nic dziwnego, w końcu to profesor napisał opinię prawną, z której wynikało, że to Gowin jest prezesem Porozumienia, a nie Adam Bielan ‒ przypomina polityk PiS.
Na razie jednak nie wygląda na to, by PiS ‒ który wystawił kandydaturę senator niezależnej Lidii Staroń ‒ miał równolegle poprzeć kandydaturę prof. Wiącka. ‒ On nie jest anonimowy dla naszego środowiska, ale jednak w tej kwestii wolelibyśmy mieć ostatnie zdanie ‒ przyznaje nasz rozmówca.
W tej kwestii relacje z PiS i Porozumienia są zgodne, tzn. fakt, że to PiS, a nie jego koalicjanci, wskazuje kandydatów na funkcje takie jak RPO, zawarty jest w umowie koalicyjnej. Choć tym razem, po poprzednich niepowodzeniach, kandydata miało wskazać Porozumienie. Gdy okazał nim się prof. Marek Konopczyński, PiS powiedział twarde „nie”, więc kandydat zrezygnował. ‒ PiS tyle razy już umowę łamał, że ciężko to zliczyć ‒ zaznacza polityk Porozumienia.
Partia Jarosława Kaczyńskiego w tej rundzie stawia na Lidię Staroń, choć zdaje sobie sprawę, że jej kandydatura może się okazać problematyczna. ‒ Część naszych senatorów jest na nią zła za to, że mimo umowy nie zagłosowała za kandydaturą posła Bartłomieja Wróblewskiego. Nie jesteśmy pewni, czy poprze ją dwóch naszych senatorów ‒ przyznaje osoba z Nowogrodzkiej.
W partii rządzącej snute są też plany, co zrobić w sytuacji wyboru Lidii Staroń na RPO i konieczności zarządzenia wyborów uzupełniających do Senatu. ‒ To trudny dla nas okręg wyborczy, ale przy ordynacji większościowej głosuje się na nazwiska ‒ zwraca uwagę działacz PiS i sugeruje, że dlatego w takiej sytuacji można by wystawić kandydata z najbliższej rodziny pani senator.
Wszystko ‒ przynajmniej na poziomie izby niższej ‒ rozstrzygnie się 15 czerwca na specjalnie zwołanym posiedzeniu Sejmu. PiS nie spodziewa się, by Porozumienie poparło jego kandydatkę, liczy jednak na ziobrystów. Ci jednak, przynajmniej na razie, nie chcą się deklarować. ‒ Musi się zebrać zarząd, posłowie, musimy przedyskutować obydwie kandydatury ‒ stwierdził w piątek wiceprezes Solidarnej Polski Michał Wójcik, który wcześniej w ciepłych słowach wypowiadał się o Lidii Staroń.
Przy pęknięciach w obozie rządzącym sejmowa arytmetyka może się ułożyć w zaskakujący sposób. Najwięcej będzie zależało od postawy gowinowców i Konfederacji. Działacze tego drugiego ugrupowania nie wykluczyli w piątek swojego poparcia zarówno dla Lidii Staroń, jak i dla Marcina Wiącka. Znaczenie może mieć nawet kolejność, w jakiej będą przegłosowywane obie kandydatury.
Marszałek Sejmu Elżbieta Witek zapowiedziała zwyczajowo przyjętą kolejność alfabetyczną. To po stronie opozycji rodzi pytania o równość szans kandydatów, zwłaszcza jeśli część polityków zamierza głosować za jedną i drugą kandydaturą. Bo wygrywa ten, kto pierwszy uzyska bezwzględną większość głosów.