Ostatnie rozstrzygnięcia NSA dotyczące konkursów do Sądu Najwyższego budzą skrajne emocje wśród prawników. Bo choć NSA uchylił uchwały Krajowej Rady Sądownictwa, to nie przesądził, że osoby wyłonione w wadliwej procedurze nie są sędziami SN. Jednak z całą pewnością orzeczenia NSA są niezwykle istotne i w przyszłości mogą doprowadzić do podważenia powołań do SN. I to zarówno tych z 2018 r., jak i tych, do których dojdzie dopiero w przyszłości.
(Nie)zależność KRS
W zeszły czwartek NSA rozstrzygnął pięć odwołań od uchwał KRS. Dotyczyły one konkursu do Izby Cywilnej oraz Izby Karnej SN. Na ich skutek w SN znaleźli się m.in. obecna I prezes SN Małgorzata Manowska oraz Kamil Zaradkiewicz. Kolejne kilkanaście odwołań NSA rozpatrzy już w ten czwartek. One z kolei dotyczą uchwał, na podstawie których obsadzono dwie nowe izby SN – Izbę Kontroli Nadzwyczajnej SN oraz Izbę Dyscyplinarną SN.
Reklama
Kwestionowane konkursy odbyły się w 2018 r., jednak NSA dokonał ich oceny dopiero teraz, gdyż w jednej ze spraw zadał pytanie prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a odpowiedź uzyskał na początku marca tego roku. Wówczas TSUE ocenił, że NSA może, choć w międzyczasie ustawodawca odebrał mu taką możliwość, badać zgodność z prawem uchwał KRS zawierających wnioski o powołanie na urząd sędziego SN. W efekcie NSA uchwały uchylił, a postępowania przed KRS umorzył.
– Wyroki NSA są naturalną konsekwencją prawną zmian, na skutek których mamy taki, a nie inny skład KRS. Prawnicy od samego początku ostrzegali, że wybór sędziów do KRS dokonywany przez Sejm będzie naruszać konstytucję – mówi dr Tomasz Zalasiński, pełnomocnik jednego z sędziów, którzy wnieśli odwołanie od uchwał KRS.

Reklama
NSA w uzasadnieniu wyroku (sygn. akt II GOK 5/18) wyraźnie bowiem stwierdził, że „obecna Krajowa Rada Sądownictwa nie daje wystarczających gwarancji niezależności od organów władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej w procedurze powoływania sędziów”. NSA wskazał m.in., że KRS nie spełnia wymogów konstytucyjnych także z tego powodu, że nie są w niej reprezentowani sędziowie sądów administracyjnych oraz sędziowie SN. Tymczasem art. 187 pkt 2 ustawy zasadniczej stanowi, że KRS składa się „z piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych”. Ponadto NSA wytyka, że wśród członków obecnej KRS są prezesi i wiceprezesi sądów, którzy są powoływani przez ministra sprawiedliwości. Zdaniem sądu prowadzi to do wniosku o podporządkowaniu takich członków władzy wykonawczej.
– W świetle zarówno wyroku NSA, jak i wcześniejszych rozstrzygnięć czy to SN, czy to TSUE obecna KRS powinna zaprzestać działalności, a racjonalny ustawodawca powinien zmienić przepisy w taki sposób, aby skład tego organu spełniał wymogi konstytucyjne – uważa dr Zalasiński.
Problematyczna kontrasygnata
NSA odniósł się również do podnoszonego od samego początku przez prawników braku kontrasygnaty premiera na obwieszczeniu prezydenta o wolnych stanowiskach w SN. I stwierdził, że podpis prezesa Rady Ministrów na tego typu akcie wydawanym przez głowę państwa jest wymagany, a jego brak skutkuje wadliwością całego konkursu. Bo bez kontrasygnaty nie mogło dojść do uruchomienia niewadliwego postępowania zmierzającego do obsadzenia stanowisk sędziowskich w SN.
– A to oznacza, że cały proces uzupełniania składu SN był obarczony konstytucyjnym grzechem pierworodnym. Skoro konstytucja wymaga, aby obwieszczenia prezydenta były opatrzone dla swej ważności kontrasygnatą premiera, to wszelkie konsekwencje wydania nieważnych z mocy konstytucji aktów urzędowych są także tą nieważnością objęte – uważa Tomasz Zalasiński. Jak dodaje, KRS w takiej sytuacji powinna umorzyć toczące się przed nią konkursy.
– Tak się jednak nie stało, a co gorsza, prezydent, mimo zaskarżenia uchwał KRS do NSA, a także wydanych przez NSA zabezpieczeń, wręczył akty powołania do SN. Teraz okazuje się, że nie doszło do prawidłowego użycia przez prezydenta prerogatywy powoływania sędziów, gdyż uchwały KRS zostały uchylone jako podjęte z naruszeniem konstytucji oraz prawa UE. Nie było zatem wniosku KRS o powołanie sędziów, który – zgodnie z konstytucją – aktywuje prerogatywę prezydenta. Efekt jest taki, że osoby powołane na podstawie uchylonych uchwał KRS nie są sędziami SN – kwituje dr Zalasiński.
Prawnicy podzieleni
Problem w tym, że NSA kwestii tej nie przesądził. Mało tego – wskazał wyraźnie, że skutki jego orzeczenia nie odnoszą się do ustrojowej ważności oraz skuteczności prezydenckich aktów powołań na urząd sędziego SN. „W aktualnym stanie prawnym akty te bowiem nie podlegają sądowej weryfikacji i nie są wzruszalne” – podkreślił NSA.
Na ten fragment uzasadnienia wyroku NSA wskazuje Aleksander Stępkowski, rzecznik prasowy SN. Jego zdaniem wyroki NSA w przedmiocie statusu sędziów na wniosek obecnej KRS do pełnienia urzędu sędziego są nader klarowne.
– Wszystkie te osoby zostały powołane na urząd sędziego w sposób ważny oraz skuteczny i nie można tych powołań w żaden sposób wzruszyć – uważa sędzia Stępkowski, jednocześnie zaznaczając, że wyroki NSA mogą budzić wiele wątpliwości i ważnych pytań.
Wątpliwości, ale z zupełnie innych powodów, ma również dr hab. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Prezydent powołując sędziów, a więc wykonując swoją prerogatywę, także podlega konstytucji. Tak więc twierdzenie NSA, że prezydenckie akty powołania są niewzruszalne, jest nie do pogodzenia z art. 8 ustawy zasadniczej, który stanowi, że jest ona najwyższym prawem RP – uważa ekspert. Jego zdaniem orzeczenie NSA, z którego wynika, że nie ma organu, który mógłby kontrolować to, w jaki sposób prezydent wykonuje swoją prerogatywę, prowadzi do utrwalania stanu bezprawia. Jak dodaje, z punktu widzenia skutków nie ma różnicy między wyrokiem a brakiem wyroku.
– W Polsce prezydent może dużo, ale nie może wszystkiego, jego wola nie zastępuje prawa. Nie na tym polega demokratyczny konstytucjonalizm. Państwo, w którym bezprawie staje się skuteczne, a prawo jest bezskuteczne, z pewnością nie jest demokratycznym państwem prawnym, o którym mowa w konstytucji – uważa ekspert.
Jednak nie wszyscy prawnicy są tak surowi dla NSA.
– NSA w ramach przysługujących mu kompetencji nie mógł orzec nic ponad to, co orzekł. Przedmiotem spraw zawisłych przed NSA była bowiem ocena legalności uchwał KRS. Sąd nie wypowiada się na temat legalności aktów urzędowych prezydenta. Bynajmniej nie legitymizuje zatem osób, które zostały powołane na podstawie wadliwych uchwał do SN. Podkreśla natomiast, że orzeka jedynie w sprawie uchwał KRS, co należy do jego kompetencji – uważa dr Zalasiński.
Przyszłe konsekwencje
Podobnego zdania jest Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Jego zdaniem orzeczenie NSA niczego nie przesądza, jeżeli chodzi o status osób powołanych do SN w zakwestionowanych konkursach.
– Należy pamiętać, że w Izbie Pracy SN na rozstrzygnięcie oczekują złożone przez sędziów pozwy o ustalenie nieistnienia stosunku służbowego między tzw. nowymi sędziami SN a Sądem Najwyższym – przypomina Markiewicz. On sam wytoczył taki pozew przeciwko Tomaszowi Przesławskiemu, prezesowi Izby Dyscyplinarnej SN.
Izba Pracy SN w jednej z tego typu spraw zadała pytania prejudycjalne do TSUE, co spowodowało zawieszenie wszystkich postępowań.
– Znamy już opinię rzecznika generalnego TSUE w sprawie pytań Izby Pracy. I w tej opinii jasno wskazano, że SN powinien mieć możliwość stwierdzenia, że do powołania tych osób do SN nie doszło i to nawet wówczas, gdy prawo krajowe takiego trybu nie przewiduje – zauważa prezes Iustitii. Tak więc jego zdaniem orzeczenie NSA i pojawiające się w nim uwagi co do braku możliwości sądowej weryfikacji prezydenckich aktów powołania niczego jeszcze nie przesądza.
– SN, jeżeli wyrok TSUE będzie szedł w tym samym kierunku co opinia rzecznika generalnego, będzie musiał w końcu odważnie przesądzić, że obecna KRS nie jest tym organem, o którym mowa jest w konstytucji, a osoby powołane w wadliwym konkursie nie są sędziami – uważa prezes Markiewicz.
Obecnie w toku są kolejne trzy konkursy do SN, w efekcie których obsadzonych ma zostać kolejnych 19 stanowisk sędziowskich. Żadne z trzech prezydenckich obwieszczeń, które zapoczątkowały te konkursy, nie zawiera kontrasygnaty premiera.