O złożeniu w tej sprawie wniosku do sądu RPO informował w połowie marca. 14 kwietnia zaś sąd rejonowy, rozpatrując sprawę na posiedzeniu niejawnym, przychylił się do jego argumentów. Nastolatek trafił z urzędu do tzw. rejestru pedofilów (w części z ograniczonym dostępem) po tym, jak został ukarany przez sąd rodzinny za wysłanie dwóm dziewczynom SMS-a z linkiem do materiału o treści pornograficznej. Sąd zastosował jednak wobec sprawcy jedynie środek wychowawczy ‒ nakazał mu poprawnie zachowywać się wobec koleżanek. Sam 14-latek okazał skruchę. Stwierdził, że nie zdawał sobie sprawy z potencjalnej szkody, jaką mogą wyrządzić jego działania, które określił jako „głupi żart”.
Zgodnie z prawem sąd, skazując za przestępstwo seksualne, może wykluczyć publikację danych „dla dobra małoletniego pokrzywdzonego przestępstwem lub gdy zamieszczenie danych spowodowałyby niewspółmierne surowe skutki dla skazanego”. Właśnie na tę drugą przesłankę powołał się RPO w swoim wniosku, wskazując, że zachowanie chłopaka miało charakter jednorazowy, podczas gdy rejestr przeznaczony jest dla sprawców, którzy stwarzają stałe zagrożenie dla innych.