Adwokaci łączący praktykę z działalnością naukową nie mogą doczekać się, kiedy kierowana przez pana „Palestra” wróci na listę pism punktowanych. Temat odżył w ostatnim czasie, gdy przedstawił pan sprawozdanie z działalności. Kiedy można się spodziewać rezultatów zabiegów w sprawie adwokackiego periodyku?
Późną jesienią 2018 r. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wpisało na listę czasopisma widniejące w międzynarodowych bazach danych oraz zgłoszone do ministerialnego programu „Wsparcie dla czasopism”. W bazach nie było wówczas czasopism prawniczych, więc na liście znalazły się wyłącznie czasopisma z programu. To zaś, że ubieganie się o tę formę wsparcia stanowić będzie kryterium przyznania punktów, pojawiło się później. Od tego czasu dokonaliśmy zasadniczej rekonstrukcji formuły wydawania pisma. Dostosowaliśmy „Palestrę” do wymogów punktacji, uzyskaliśmy wpis do międzynarodowych baz danych (ERIH Plus), zbudowaliśmy nowoczesny program dostępowy „Palestry” dostosowany do funkcjonowania czasopisma w naukowym obiegu międzynarodowym, oparty na responsywnej stronie internetowej, skonstruowaliśmy model powszechnego dostępu do wszystkich treści publikowanych w czasopiśmie w formie elektronicznej (tzw. open access). Dostosowaliśmy się do formalnych i merytorycznych kryteriów funkcjonowania w bazach referencyjnych i naukowych, mechanizmów opiniowania, wytycznych Committee on Publication Ethics (COPE) i kryteriów kolejnych rozporządzeń MNiSW dotyczących wykazów czasopism naukowych. Kilkakrotnie wnioskowaliśmy do ministerstwa o wpisanie miesięcznika do wykazu. Uzyskaliśmy odpowiedź, że musimy oczekiwać na kolejną ewaluację czasopism naukowych. Dziś „Palestra” spełnia wszelkie wymogi wpisu na listę punktowanych czasopism naukowych. Ostatecznie jednak o wpisie na tę listę decyduje ministerstwo.
Reklama
Dodam jeszcze, że udało nam się uzyskać status wydawnictwa naukowego, co oznacza uzyskanie 80 pkt przez każdą recenzowaną monografię prawniczą, opublikowaną w wydawnictwie NRA.
Niedawno kolegium redakcyjne przyjęło uchwałę w sprawie zwolnienia z Sądu Najwyższego dr hab. Małgorzaty Wrzołek-Romańczuk. Pojawiły się oskarżenia o podwójne standardy, gdyż w przypadku Adama Redzika, który zdecydował się ubiegać o stanowisko sędziego SN, nie podjęto takiej uchwały, a przeciwnie, sama redakcja pisma rozwiązała z nim umowę. Jak się pan do tego odniesie?
Uchwała kolegium redakcyjnego dotyczy wolności badań naukowych i publikowania ich wyników. Chodzi w niej o niezgodę na wyciąganie negatywnych konsekwencji wyłącznie z powodu opublikowania naukowego tekstu w „Palestrze”, w którym postawiono określone tezy na podstawie opublikowanej przez siebie analizy. Odwołanie dr. hab. Adama Redzika, sędziego SN, ze stanowiska zastępcy redaktora naczelnego nie miało natomiast nic wspólnego z jego badaniami naukowymi i poglądami prawnymi. Jak sądzę na podstawie przebiegu debaty w NRA, prezydium rady stanęło na stanowisku, że pismem adwokackim może kierować tylko adwokat. Podejmując uchwałę o odwołaniu, brało też pod uwagę udział zastępcy redaktora w procedurze, uznanej przez NRA w uchwale nr 46/2018 za sprzeczną z wartościami, którymi kieruje się adwokatura.
Czy uważa pan, że pracy w pewnych instytucjach, zwłaszcza w jakiś sposób powiązanych z polityką, nie można pogodzić z pracą naukową? I czy za taką instytucję można obecnie uznać Sąd Najwyższy?
Konstytucyjna zasada wolności badań naukowych (art. 73) przesądza, że można pogodzić pracę naukową z pracą w każdej instytucji publicznej, zwłaszcza w Sądzie Najwyższym.