- Niespodziewany zwrot w sądzie. Wyroku nie ogłoszono
- Tajemnicza substancja zamiast szczepionki. Poważne zarzuty prokuratury
- „Nigdy nie pomyliłam substancji”. Linia obrony oskarżonej emerytki
- Więzienie i zakaz wykonywania zawodu. Jakiej kary żąda prokurator?
- Dociekliwość matki ujawniła proceder. Fałszywe serie preparatów
Niespodziewany zwrot w sądzie. Wyroku nie ogłoszono
Sąd miał ogłosić wyrok w poniedziałek o godz. 12.00. Na sali rozpraw byli prokurator, pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego i obrona oskarżonej 64-letniej Ewy B., która w Sądzie Rejonowym w Szczecinku się nie pojawiła.
Zamiast ogłoszenia wyroku sędzia Brambor-Kwiatkowska wznowiła przewód. Uznała, że zachodzi konieczność uzupełnienia materiału dowodowego. Sąd wskazał na wątpliwości dotyczące aktualności karty karnej oskarżonej, czyli informacji o karalności z Krajowego Rejestru Karnego.
Kolejny termin rozprawy sędzia wyznaczyła na 5 marca.
Tajemnicza substancja zamiast szczepionki. Poważne zarzuty prokuratury
Prokuratura Okręgowa w Koszalinie oskarżyła Ewę B. o narażenie 40 dzieci, w większości niemowląt, na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia poprzez zaszczepienie ich nieustalonym preparatem. Kobieta, według ustaleń śledztwa, pobrała od rodziców dzieci pieniądze za nierefundowaną szczepionkę skojarzoną, ale jej im nie podała. Tym samym wprowadziła rodziców w błąd i doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu uzyskania korzyści majątkowej. Wyłudziła od rodziców dzieci łącznie nie mniej niż 16 tys. zł.
Proceder miał trwać w latach 2016-2019, gdy oskarżona była pielęgniarką do spraw szczepień ochronnych w jednej ze szczecineckich przychodni. Aktualnie jest emerytką.
„Nigdy nie pomyliłam substancji”. Linia obrony oskarżonej emerytki
Ewa B. na pierwszej rozprawie, jedynej, na którą się stawiła, nie przyznała się do zarzucanych jej czynów.
– Nigdy mi się nie zdarzyło zaszczepić dziecka niewłaściwą substancją czy niezgodnie z kalendarzem szczepień. Szczepienia ochronne wykonywałam od prawie 30 lat – mówiła 22 kwietnia 2025 r. w sądzie.
Przyznała, że przez rutynę mogła pomylić się we wpisie serii i daty podawanej szczepionki, z presji czasu w ogóle ich nie wpisać w dokumentację medyczną dziecka, ale to „nie rzutowało na wykonaną pracę”.
Więzienie i zakaz wykonywania zawodu. Jakiej kary żąda prokurator?
Strony 12 stycznia 2025 r. wygłaszały mowy końcowe. Prok. Ewa Dziadczyk wniosła do sądu o uznanie oskarżonej za winną zarzucanych jej czynów i przyjęcie, że stanowią one ciąg przestępstw. Zażądała kary trzech lat pozbawienia wolności, grzywny 50 stawek dziennych po 20 zł każda i orzeczenia dla oskarżonej zakazu wykonywania zawodu pielęgniarki na pięć lat oraz obowiązku naprawienia szkody poprzez zapłatę rodzicom kwoty, która została od nich pobrana.
Pełnomocnik jednej z rodzin radca prawny Łukasz Sękulski zażądał dodatkowo zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonej dziewczynki.
Z kolei obrońca oskarżonej mec. Filip Sztukiel wniósł o uniewinnienie Ewy B. od zarzucanych jej czynów, a przynajmniej od czynu z art. 160 par. 1 kk. Dodał jednocześnie, że jeżeli sąd uzna, że istnieją podstawy do skazania, to wniósł o karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Dociekliwość matki ujawniła proceder. Fałszywe serie preparatów
Sprawa wyszła na jaw w 2019 r. Jedna z matek zorientowała się, że koszt szczepienia u pielęgniarki jest niższy niż cena tego preparatu w aptece. Zwróciła się bezpośrednio do producenta szczepionki, by potwierdził istnienie konkretnej serii i numeru preparatu, który miało przyjąć jej dziecko. Ten poinformował, że on takiej szczepionki nie wyprodukował.
Inny rodzic podczas wizyty lekarskiej dowiedział się, że ma źle prowadzoną książeczkę zdrowia dziecka, bo jest w niej np. data szczepienia, a nie ma serii i numeru podanej szczepionki. (PAP)
ing/ joz/