Jeszcze rok temu trudno było sobie wyobrazić taką sytuację na rynku mediów społecznościowych. Dotychczasowi giganci są w poważnych kłopotach finansowych, scenę podbija aplikacja z Chin, a całej branży siedzą na karku państwowi regulatorzy. W dodatku za sprawą sygnalistów raz po raz wychodzą na jaw skandale związane z ochroną danych, dostępem do nich obcych służb czy zwyczajnym oszukiwaniem użytkowników. Choć mamy coraz mniej złudzeń, jak działają wielkie technologiczne korporacje, nie możemy się bez nich obejść. Ich produkty już na zawsze zmieniły sposób, w jaki postrzegamy komunikację czy obieg informacji.
Coraz więcej polityków zdaje sobie sprawę, że obszar usług cyfrowych stał się tak samo krytyczny jak służba zdrowia czy szkolnictwo. Jedni stawiają na regulacje, które mają sprawić, że wielkie korporacje zaczną grać na zasadach wypracowanych przez rządzących. Część idzie jeszcze dalej, twierdząc, że pora założyć big techy kontrolowane przez państwa.

Państwowy konkurent na rynku