Odświeżony OS X – nowym, lepszy. Czy najlepszy?

Pierwsza z nowości zaprezentowanych w San Francisco, to odświeżona wersja systemu operacyjnego OS X o tajemniczej nazwie Yosemite (nawiązującej do jednego z największych Parków Narodowych w USA). Trzeba przyznać, że Apple zdecydowało się na dość gruntowną przebudowę swojego systemu – szczególnie pod względem designu.

Nowe ikony aplikacji, nowe przyciski i nowy pasek nawigacji – to tylko niektóre z graficznych smaczków OS X Yosemite. Oczywiście wszystko w oparciu o „płaski” design, który po raz pierwszy zobaczyliśmy rok temu, gdy swoją premierę miał iOS w wersji 7. Wyraźnie widać, że Apple dąży do zbliżenia obydwu platform – również pod względem wyglądu wyglądu. Co ciekawe, w nowym OS X dostępny będzie również tryb „dark mode”. Z pewnością przyda się on osobom, które lubią pracować (lub marnować swój czas) w nocy. 

Wielki zmian doczekało się centrum powiadomień (Notification Centre). Tu również widać spore inspiracje iOS 7. Pojawia się choćby znany z iPhone’a widok Today View. Apple nie zapomniało także o swojej domyślnej wyszukiwarce Spotlight, która coraz bardziej przypomina... wbudowany w Windows 8 Bing Search. OS X Yosemite to również nowy Launcher, kilka efektownych widgetów i mniej lub bardziej kosmetyczne zmiany w najpopularniejszych aplikacjach – Calendar, Contacts czy też Mail. Przy ostatniej z wymienionych aplikacji warto się na chwilę zatrzymać, gdyż pojawia się tu zupełnie nowa funkcja Mail Drop, która umożliwi użytkownikom przesyłanie plików o rozmiarze nawet do 5 GB.

Oczywiście nie mogło zabraknąć również zmian w przeglądarce Safari, która prezentuje się teraz naprawdę pięknie. Pytanie tylko czy świetny wygląd wystarczy, aby przekonać do siebie użytkowników Chrome i Firefoksa? Nie jest tajemnicą, że w ostatnim czasie nawet najwierniejsi fani Apple coraz częściej kierowali swój wzrok w kierunku konkurencyjnych dla Safari przeglądarek.

Bodaj najważniejszą nowością w OS X Yosemite jest jednak nowa aplikacja iCloud Drive (następca niezbyt udanego iClouda), która ma rywalizować z takimi usługami jak Dropbox czy OneDrive. Podobnie, jak konkurencyjne aplikacje, iCloud Drive umożliwi synchronizację plików i folderów pomiędzy wieloma komputerami i urządzeniami mobilnymi – również z systemem Windows na pokładzie. W darmowej wersji iCloud użytkownicy będą mieli do dyspozycji 5GB przestrzeni dyskowej.

Użytkownicy OS X wreszcie doczekali się również usługi będącej odpowiednikiem AirDropa, który umożliwiał natychmiastowy transfer plików pomiędzy iPhonem i iPadem. Nowa aplikacja Handoff działa w bardzo podobny sposób, ale - w odróżnieniu do AirDropa - umożliwia komunikację pomiędzy urządzeniami z systemem iOS a komputerami z OS X na pokładzie. To mały krok dla Apple, ale wielki krok dla wielbicieli jej produktów. Co więcej, Handoff umożliwi nie tylko przesyłanie plików, ale również odczytanie powiadomień i wiadomości z iPhone’a na ekranie Macbooka, a nawet odbieranie połączeń głosowych.

iOS 8 – w dążeniu do ideału

O ile OS X Yosemite zaskoczył nas wieloma nowościami, o tyle nowa iOS 8, to po prostu lekko dopieszczona wersja swojego poprzednika. Zmian doczekało się m.in. centrum powiadomień. Teraz na powiadomienie będziemy mogli zareagować bez potrzeby opuszczania innej aplikacji, z której aktualnie korzystamy. Zmiana kosmetyczna, ale niezwykle przydatna. Redesignu doczekała się również aplikacja Mail w wersji na iPada. Tu na uwagę zasługuje nowe rozwijane menu, które umożliwia m.in. szybką odpowiedź na maila z poziomu listy wiadomości.

Apple pochwaliło się także nową wyszukiwarką Spotlight oraz „inteligentną” klawiaturą systemową QuickType. Ma ona uczyć się naszych zwyczajów oraz najczęściej używanych słów. Każdy, kto kiedykolwiek korzystał z SwiftKey wie jednak, że nie mamy tu do czynienia z żadną rewolucją. Co więcej, ku rozpaczy Polaków, QuickType nie będzie wspierać naszego rodzimego języka.

Kolejną zmianą, o której warto wspomnieć, jest przebudowana aplikacja iMessage, która umożliwia teraz  tworzenia konwersacji grupowych oraz dyktowanie wiadomości za pomocą naszego... głosu. Apple pochwaliło się również swoją "apteczką pierwszej pomocy" (mowa o zestawie aplikacji nazwanym zbiorczo HealthKit), a także funkcją Family Sharing, która umożliwi nam dzielenie się zdjęciami, filmami i innymi multimediami z naszymi bliskimi, a także... śledzenie naszych dzieci i małżonków dzięki wbudowanemu czujnikowi GPS.

Zmiany nie ominęły asystentki głosowej Siri. Będzie ona mogła pochwalić się umiejętnością rozpoznawania tytułów piosenek (dzięki wbudowanej aplikacji Shazam). Siri przemówi także w 22 nowych językach. Niestety wciąż nie wiemy czy na tej liście znajdzie się język polski. 

Nowe AppStore - witamy widgety

W wirtualnym sklepie Apple znajduje się już 1,2 mln aplikacji, a każdego tygodnia "odwiedza go" 300 mln klientów. Nie dziwi więc fakt, że firma z Cupertino postanowiła dopracować jeden ze swoich flagowych produktów. Zmian doczekała się m.in. wbudowana wyszukiwarka, która teraz ma być jeszcze dokładniejsza. Ciekawą nowością są również wbudowane pakiety aplikacji, a także funkcja App Previews, która umożliwia zapisanie się na beta-testy nowych aplikacji.

Już wkrótce w App Store dostępne będą również widgety. Ich przeciwnicy mogą jednak spać spokojnie. Nie będą to widgety przypinane do pulpitu iPhone'a i iPada, ale graficzne "gadżety", którzy deweloperzy będą mogli umieścić w naszym centrum powiadomień.

Zgodnie z oczekiwaniami, Apple planuje również podbój rynku "home automation" (tzw. inteligentny dom). Kwestią czasu jest więc moment, w którym w sklepie AppStore pojawią się aplikacje umożliwiające nam zapalenie światła, zasunięcie żaluzji czy też nastawienie prania. 

Podczas dzisiejszej konferencji sporo czasu poświęcono tajemniczej funkcji o nazwie Metal, która ma być swoistym akceleratorem graficznym dla procesora A7. Dzięki zastosowaniu Metal wydajność grafiki w grach może zwiększyć się nawet dziesięciokrotnie, co Apple starało się udowodnić na przykładzie dem kilku gier ze studia Electronic Arts oraz Epic Games.

Nowe iPhone'y i iWatch - nic z tych rzeczy

Ku wielkiemu zaskoczeniu (i rozczarowaniu) uczestników WWDC 2014 oraz mediów, w San Francisco Tim Cook i spółka nie zaprezentowali żadnych nowości sprzętowych. W kuluarach sporo mówiło się o premierze dwóch nowych iPhone’ów (4,7-calowego oraz 5,5-calowego). Jeszcze większe zainteresowanie wzbudzał jednak zegarek iWatch, nad którym Apple (podobno) pracuje już od dwóch lat. Tymczasem obecny na scenie Tim Cook nie zająknął się nawet słowem na temat nowej linii produktów Apple.

Z jednej strony jest to dość zrozumiałe - konferencję WWDC poświęcono przede wszystkim deweloperom, dla których najważniejsze są rozwiązania programistyczne. W San Francisco Apple zaprezentowało m.in. nowy język programowani Swift, który wzbudził ogromny entuzjazm wśród programistów. Z drugiej strony - trudno oprzeć się wrażeniu, że pod sterami Tima Cooka Apple wciąż stoi w miejscu - przynajmniej w kwestii wizji rozwoju marki. Ostatnim innowacyjnym produktem amerykańskiej firmy był iPad, którego "ojcem" był nieżyjący już założyciel Apple Steve Jobs. Pod rządami Cooka firma z Cupertino wsławia się natomiast "jedynie" dobrymi wynikami finansowymi oraz dziwnymi decyzjami rynkowymi - jak choćby przejęcie firmy Beats. O tym, czy Cooka stać na coś więcej niż "odcinanie kuponów" ze schedy, którą odziedziczył po Jobsie, zadecydują najbliższe miesiące. Apple musi postawić na nową linię produktów. W innym wypadku gigant z Cupertino popadnie w przeciętność.