Polska jest w mniejszym stopniu narażona na ryzyko związane z przemianami na rynku motoryzacji niż znaczna część krajów regionu. Ma też relatywnie wysokie szanse na korzyści – to główne wnioski z najnowszego raportu think tanku WiseEuropa dla promującej czysty transport organizacji T&E. Wrażliwość Polski na technologiczną transformację jest oceniana jako umiarkowana. Polska znalazła się za połową stawki w rankingu unijnych państw z punktu widzenia udziału produkcji związanej z silnikiem spalinowym w przemyśle samochodowym. Jest też w pierwszej dziesiątce krajów z punktu widzenia udziału perspektywicznych aktywów w sektorze.
Czy wejdziemy do branżowej ekstraklasy? Rząd musi określić priorytety
– Elektromobilność przestawia europejską motoryzację do góry nogami i Polska ma rzadką szansę, by na tym zyskać – przekonuje dyrektor polskiego biura T&E Adam Guibourgé-Czetwertyński. Podkreśla, że „bez spójnej strategii przemysłowej ta przewaga może szybko stopnieć”. – Polska potrzebuje jasnego planu dla przemysłu motoryzacyjnego na dekadę transformacji. Rząd powinien wskazać kilka priorytetowych segmentów, w których kraj chce budować przewagę – takich jak baterie, elektronika mocy, oprogramowanie i infrastruktura ładowania – i podporządkować im instrumenty wsparcia – dodaje Guibourgé-Czetwertyński.
– Dla Polski to moment decyzji. Możemy wykorzystać elektromobilność, by wejść w cały łańcuch wartości – od baterii i recyklingu po badania i rozwój – i dać nową ścieżkę rozwoju regionom w transformacji. Bez tego Polska zostanie podwykonawcą cudzych strategii – mówi Maciej Bukowski, prezes WiseEuropa i autor raportu.
Mniej miejsc pracy, więcej wartości dodanej? Wsparcie silne, ale warunkowe
Polska – jak wskazano w raporcie – nie należy do elitarnego grona państw, które poprzez silne marki kontrolują łańcuchy dostaw, pozostawiając sobie najsmakowitsze kąski z punktu widzenia wartości dodanej, ale nie jest też tylko montownią. Głównym polem działania polskich dostawców jest produkcja komponentów, które w różnym stopniu są związane z technologią napędu. W związku z tym, jak głosi raport, Polska dysponuje atutami, które mogą pozwolić jej opanować nadchodzący „szok technologiczny”.
Miejsc pracy – w ujęciu netto – najprawdopodobniej jednak ubędzie, bo na napęd elektryczny składa się nawet o 50–70 proc. mniej części niż na napęd spalinowy, a w modernizowanych i nowo budowanych zakładach produkcja będzie bardziej zautomatyzowana. Wysokie ryzyko wiązać się będzie zwłaszcza z wygaszaniem produkcji układów napędowych oraz skrzyń biegów, ale redukcje zatrudnienia wpłyną nie tylko na miejsca pracy bezpośrednio związane z silnikiem spalinowym. Jako obszary perspektywiczne zidentyfikowano z kolei m.in. „klaster akumulatorowy” (w tym produkcję baterii), recykling czy systemy IT, a także dalszy rozwój produkcji niezależnej od napędu (m.in. elementów karoserii czy układów bezpieczeństwa).
Aby wykorzystać możliwości, niezbędne będzie „silne wsparcie” dla sektora, na które powinny się składać m.in. dotacje i pożyczki wspierające modernizację istniejących zakładów produkcyjnych oraz zachęty do wprowadzania na rynek nowych produktów. Wśród rekomendowanych rozwiązań jest m.in. uwarunkowanie dostępu do pomocy publicznej odpowiednim wkładem w lokalną wartość dodaną (np. w postaci projektów badawczo-rozwojowych, miejsc pracy dla specjalistów czy angażowania lokalnych firm) oraz możliwie szeroka koordynacja polityk na szczeblu UE (w celu uniknięcia wyścigu subsydiów).
Ostra konkurencja i widmo drożyzny dla ubogich. Polsce brakuje taniej zielonej energii
Nadzieje zarysowane w raporcie studzi Bartłomiej Orzeł z think tanku Project Tempo. Na dziś – jak podkreśla – Polska jest „hubem produkcji silników spalinowych”. – Ryzyka z tym związanego nie sposób przecenić – uważa. – Polscy producenci części nie wiszą w próżni. Ryzyka Niemiec, Hiszpanii czy Czech są też ryzykami Polski – tylko bardziej. W Niemczech czy Włoszech weto wobec redukcji postawią związki zawodowe, a w rezultacie u nas produkcja będzie „odpływać” szybciej – prognozuje Orzeł.
Zdaniem Orła rywalizacja o zielone przemysły – w tym w sektorze elektromobilności – będzie dużo ostrzejsza niż o tradycyjny przemysł motoryzacyjny. – Już mamy tego wyraźne oznaki: przeniesienie produkcji baterii z Dolnego Śląska do Michigan, gdzie oferowano atrakcyjne subsydia państwowe, czy forsowany przez Francuzów sposób liczenia śladu węglowego dla baterii, zabójczy dla konkurencyjności polskich fabryk. Co więcej, podstawowym kluczem do sukcesu konkurencyjnego będzie tania i czysta energia – dużo bardziej niż płace – a ta w Polsce nie jest ani czysta, ani tania – wylicza nasz rozmówca.
Częścią problemu, jaki dla Polski niesie elektryfikacja prowadzona zgodnie z planami UE, będą też konsekwencje opłat ETS2. Orzeł ostrzega, że system ten w nieproporcjonalnym stopniu obciąży Polskę ze względu na wiek i emisyjność użytkowanych samochodów, przerzucając koszty transformacji na uboższą część społeczeństwa.