Miasta musiały zwiększyć budżety na przetargi publiczne. Gdyby tego nie zrobiły, mogłyby utracić dofinansowanie z UE.
Reklama
DGP
Gwałtowny wzrost cen na rynku budowlanym sprawił, że kosztorysy inwestorskie przedsięwzięć ogłaszanych w ramach przetargów publicznych przez samorządy są niższe niż oferty składane przez wykonawców. Efekt: masowe unieważnianie przetargów.
– W tym roku unieważnionych zostało 12 postępowań. W tym samym czasie ubiegłego roku tak się stało w przypadku siedmiu postępowań przetargowych. Dlatego miasto zdecydowało się na kilkukrotne zwiększanie środków na planowane inwestycje – tłumaczy Olga Mazurek-Podleśna z biura prasowego prezydenta Lublina.
Gdynia wylicza, że w tym roku unieważniła dwa przetargi na prace projektowe. W zeszłym roku wszystkie doszły do skutku. – Jeśli chodzi o prace budowlane, sytuacja, tak jak w całym kraju, nie przedstawia się już tak dobrze. W tym roku musieliśmy unieważnić cztery przetargi z powodu kwoty znacznie przewyższającej nasz planowany wydatek, a w sześciu zwiększyć kwotę. W 2018 r. unieważniliśmy z tych samych powodów trzy przetargi, a w siedmiu zdecydowaliśmy się na zwiększenie środków – mówi Marek Łucyk, wiceprezydent Gdyni ds. rozwoju.

Flagowe projekty

Miasta przyznają, że wiele ważnych z punktu widzenia miast inwestycji stanęło w związku z tym pod znakiem zapytania. Samorządy nie mogły sobie na to pozwolić, szczególnie że mogło się to wiązać z utratą unijnych dotacji. Dlatego by ratować, trzeba było zwiększać budżety na tego typu wydatki.
W Inowrocławiu kwota na ten cel urosła o 10,6 mln zł. – Istniało poważne ryzyko, że wiele projektów nie dojdzie do skutku. A wiele było flagowych dla miasta, miały być wizytówką. Do tego na wiele zostało pozyskane wsparcie z UE. Stąd decyzja o wygospodarowaniu dodatkowych funduszy – tłumaczy Adriana Herrmann, naczelnik wydziału kultury, promocji i komunikacji społecznej w UM Inowrocław.
W Krakowie jeszcze w grudniu 2018 r. budżet na inwestycje wynosił 751 mln zł. W styczniu uchwałą rady miasta wzrósł już do nieco ponad 1 mld zł, a we wrześniu do 1,1 mld zł.
Z kolei Poznań do inwestycji już realizowanych lub planowanych musiał dołożyć w sumie ponad 500 mln zł. W efekcie w tym roku budżet na nie wyniesie 929 mln zł, w 2020 r. – 1,2 mld zł, a w 2021 r. – prawie 0,9 mld zł – wyjaśnia Piotr Husejko, zastępca dyrektora wydziału budżetu i kontrolingu w UM Poznań.

Wyższe dochody, więcej kredytów

Skąd miasta biorą dodatkowe pieniądze na inwestycje? Źródła są różne: mogą pochodzić z kredytów, emisji obligacji, ale mogą to być też środki własne.
– W naszym przypadku źródłem finansowania wyższych kwot na inwestycje są po części wyższe dochody realizowane w ostatnich latach np. z PIT oraz środki kredytowe. Jednocześnie dokładanie dodatkowych kwot do inwestycji już zaplanowanych powoduje, że mniej środków planuje się na zupełnie nowe inwestycje – komentuje Piotr Husejko z UM Poznań.
Na razie nie odbija się to na budżetach samorządowych. Według GUS deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w II kw. 2019 r. wyniósł 200 mln zł. W stosunku do podobnego okresu ub.r. wynik poprawił się o ok. 1,2 mld zł. Stało się tak dzięki wzrostowi dochodów o 10,1 proc., do 227,1 mld zł. To zasługa zwiększonych wpływów z podatków, które nominalnie urosły o 15,7 proc. Wydatki natomiast zwiększyły się o 9,5 proc., do 227,3 mld zł.

Nowy rok trudniejszy

Te miasta, które wcześnie zrobiły korektę budżetu, mówią, że obecnie dokonują wyboru oferentów w przetargach z dużo większym powodzeniem. W Krakowie w tym roku nie wyłoniono wykonawcy w 17 ogłoszonych zamówieniach publicznych, podczas gdy w roku ubiegłym w 35. W Inowrocławiu w tym roku unieważniono w sumie trzy postępowania, w 2018 r. – aż 17.
Samorządy przyznają jednak jednogłośnie, że w przyszłym roku tak dobrze już nie będzie. Przewidziane przez rząd ulgi i zwolnienia w PIT sprawią, że do lokalnych kas wpływać będzie mniej pieniędzy. Wydatki natomiast cały czas rosną.
– Z powodu mniejszych wpływów z PIT nie jest przewidziana żadna rekompensata. Miastu grozi zatrzymanie wszystkich nowych inwestycji. Szacujemy, że może na nie zabraknąć w przyszłym roku 19 mln zł – mówi Adriana Herrmann.
Poznań wylicza, że na inwestycje z dofinansowaniem UE do 2023 r. może nie mieć około 200 mln zł. Także Białystok deklaruje budżet w przyszłym roku mniejszy aż o 150 mln zł. – Dlatego realizacja jakichkolwiek nowych projektów będzie w ogromnym stopniu uniemożliwiona – tłumaczy Kamila Bogacewicz z UM Białystok.