Konkurowanie o pracownika i drożejące materiały windują ceny niektórych usług budowlanych.
Reklama
Mamy pierwsze przypadki przenoszenia podwyżek płac na ceny. Takie wnioski można wysnuć z danych, jakie w piątek opublikował GUS. Dotyczą one sektora budowlanego. W zestawieniu, które obejmuje 35 rodzajów tych usług, tylko w przypadku jednej zleceniodawcy płacą mniej niż rok wcześniej – tańsze (o 1,2 proc.) jest stawianie rusztowań. W pozostałych przypadkach usługi podrożały. Ale – co ważniejsze – ceny aż 11 z nich wzrosły szybciej od inflacji. Dla porównania w styczniu 2017 r. było tak w przypadku czterech rodzajów usług.
Potwierdzeniem tezy o przenoszeniu wzrostu płac na ceny jest rodzaj usług, które podrożały najbardziej. Pod tym względem na pierwszym miejscu jest tynkowanie, które podrożało w styczniu o 4,2 proc. rok do roku.
– Tynkowanie to usługa bardzo roboczochłonna – to znaczy, że do jej wykonania potrzeba stosunkowo wielu pracowników. Dlatego wzrost kosztu z tytułu zatrudnienia silnie przekłada się na cenę końcową usługi dla klienta – mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Reklama
Poza tynkowaniem wyraźnie podrożało też malowanie (o 3,4 proc. rok do roku) i montaż osprzętu instalacyjnego (także wzrost o 3,4 proc.). Nieco mniej – o 2,7 proc. – wzrosły ceny instalacji kanalizacyjnych i centralnego ogrzewania (o 2,5 proc. w porównaniu do stycznia 2017 r.).
Skąd w ogóle wzrost płac w budowlance? Już w połowie ubiegłego roku branża alarmowała, że ma coraz większy problem ze znalezieniem chętnych do pracy, co zmusza niektóre firmy do ograniczenia aktywności. Albo właśnie podnoszenia cen, żeby spełnić oczekiwania płacowe.
Dodatkową przyczyną drożejących usług budowlanych jest też wzrost cen materiałów. Prezes Styliński mówi, że przedsiębiorcy nie są w stanie zaabsorbować wszystkich tych kosztów ze względu na niskie marże w branży.
– W 2017 r. średnia marża w budownictwie wynosiła 2,7 proc. Gdy materiały drożeją o kilka, kilkanaście procent, a niektóre – jak stal – o 70 proc., to w połączeniu z realnym kilkunastoprocentowym wzrostem wynagrodzeń nie sposób tego finansować z marży – mówi Jan Styliński.
Według niego skutkiem droższych usług będzie dalszy wzrost wartości ofert składanych przez firmy budowlane w przetargach. Może to wywołać dwojaki efekt. Pierwszy: zamówienia publiczne zostaną ograniczone. Zamawiający nadal będą wydawać swoje budżety przeznaczone na inwestycje, ale zmniejszą ich zakres. Drugi potencjalny efekt to całkowite zatrzymanie i odłożenie w czasie niektórych projektów prywatnych.
– Znam przypadek inwestora, który po przeanalizowaniu ofert z firm budowlanych zawiesił budowę magazynu, bo z kalkulacji wyszło mu, że wpływy z czynszów nie pokryją kosztów budowy. Gdyby ten proces się pogłębiał, to w przyszłości ceny usług budowlanych zaczną nieco spadać. Nieco, bo żadna z firm nie zakłada dziś zmniejszenia wynagrodzeń pracowników – mówi prezes Styliński.