Dzięki wynalazkowi z Puław bardzo groźny gaz cieplarniany staje się niewinny niczym tlen. Przy podtlenku azotu (N2O), który przedstawiony jest jako największe zło naszej planety, dwutlenek węgla, o którym słyszmy dużo częściej, jawi się niczym drobny złodziejaszek z przedmieść Palermo przy samym Vito Corleone.
Choć obydwa gazy mają swój udział w zbrodniczym procederze, jakim jest coraz szybsze tempo efektu cieplarnianego, to jednak skala ich działania jest zupełnie odmienna.
Na początek małe wyjaśnienie: sam efekt cieplarniany jest nam potrzebny do przetrwania. Bez niego temperatura na Ziemi wynosiłaby ok. minus 15 stopni Celsjusza. Problem polega na tym, że z powodu rewolucji technologicznej i rozwoju przemysłu do atmosfery wyrzucanych jest coraz więcej gazów cieplarnianych. To powoduje, że rośnie temperatura naszego globu. I wciąż produkujemy za dużo podtlenku azotu. A jest on o wiele groźniejszy niż CO2. Bo sam z siebie dwutlenek węgla rozpada się po kilku latach, a podtlenek azotu potrzebuje na to ok. 150 lat. Poza tym, co być może nawet jest bardziej istotne, jego zdolność do pochłaniania ciepła jest ponad 300 razy większa od CO2. Czyli im go więcej w atmosferze, tym klimat Ziemi cieplejszy.