– Dużą firmę stać na to, żeby zatrudnić pracowników zajmujących się takimi rzeczami lub zlecić takie usługi na zewnątrz – tłumaczy Katarzyna Urbańska, radca prawny w kancelarii adwokacko-radcowskiej Szpyrka, Urbański, Urbańska. Drobny przedsiębiorca zmian w przepisach podatkowych musi uczyć się sam, sam też musi biegać po sądach lub izbach skarbowych. To wszystko kosztuje, chociażby w ten sposób, że przedsiębiorca marnuje czas. Duży nie ma tego problemu.

Mały i średni biznes zarzuca państwu, że faworyzuje duże przedsiębiorstwa. Widać to chociażby po zapale, z jakim kolejne rządy walczą o napływ zagranicznego kapitału, a nie przejmują się problemami rodzimych firm. Zdaniem przewodniczącego rady nadzorczej Związku Przedsiębiorców i Pracodawców prof. Roberta Gwiazdowskiego państwo często w ogóle nie bierze pod uwagę tego, jakie korzyści taka inwestycja zagraniczna przyniesie.

– To kompletne nieporozumienie. Gdyby rząd stworzył dobre warunki dla przedsiębiorczości, to ci giganci i tak by do nas przyszli. Dlaczego? Bo leżymy w samym środku Europy, na skrzyżowaniu szlaków handlowych, mamy dobrze wykształconą młodzież – wylicza ekspert. Zwraca uwagę, że od czasów przemian ustrojowych pokutuje w Polsce przekonanie, że to wielcy inwestorzy tworzą najwięcej miejsc pracy, a to nieprawda. – Co nie zmienia faktu, że rząd ułatwienia daje wielkim koncernom typu Google, a nie Kowalskiemu, który chce zbudować piekarnię – podsumowuje Robert Gwiazdowski.

Jednak zdaniem Marka Dietla, eksperta Business Centre Club ds. rozwoju przedsiębiorczości i wolnej konkurencji oraz przejęć i fuzji, ta sytuacja zaczyna się zmieniać na lepsze. A oferta kierowana przez państwo do inwestorów zagranicznych nie jest już tak niewspółmierna do tej dla podmiotów krajowych, jak jeszcze kilka lat temu. Problem jednak polega głównie na tym, że w Polsce to nie wielkie przedsiębiorstwa dominują w gospodarce (tak jak jest to np. w Wielkiej Brytanii). Ekspert zauważa, że państwo ma tendencję do faworyzowania dużych projektów, niezależnie od tego, czy realizowanych przez rodzime, czy zagraniczne przedsiębiorstwa. – Politycy lubią duże projekty. Minister gospodarki czy skarbu, niezależnie od tego, kto piastuje tę funkcję, chętnie przetnie wstęgę podczas uroczystości uruchomienia fabryki zatrudniającej tysiąc pracowników, ale nie zwróci nawet uwagi na dziesięć mniejszych przedsięwzięć, z których każde daje pracę 100 osobom – ocenia Dietl.

Różnica w podejściu do małych i dużych firm widoczna jest w postaci przepisów, które nie liczą się z codzienną rzeczywistością biznesową tych pierwszych. Teoretycznie najprostszym rozwiązaniem, żeby przedsiębiorstwo mogło skorzystać z ulgi, jest utworzenie działalności w specjalnych strefach ekonomicznych. Zyskuje się wówczas zwolnienie z podatku od osób prawnych lub fizycznych – gdy mowa o niewielkiej firmie, która z fiskusem rozlicza się w taki sposób. Jednak są pewne ograniczenia. Żeby utrzymać taką ulgę, mała lub średnia firma będzie musiała działać przez minimum trzy lata. Tymczasem ze wszystkich statystyk wynika, że dla osób rozpoczynających działalność newralgiczne są pierwsze dwa lata. Wówczas wywraca się większość przedsiębiorców. W przypadku działalności w strefie oznacza to konieczność zwrotu ulgi za cały okres prowadzenia działalności. To w znaczący sposób ogranicza atrakcyjność stref jako miejsc do inwestowania. Przedsiębiorca, który nie jest pewny sukcesu swojego przedsięwzięcia, dwa razy się zastanowi, zanim weźmie na siebie takie zobowiązanie, zwłaszcza w sektorze wysokich technologii, ale też w większości firm produkcyjnych, bo w nich zwykle mikroprzedsiębiorcy uzależnieni są od zamówień dużych kontrahentów, dla których pełnią rolę podwykonawców.

W strefach ekonomicznych przedsiębiorcom przysługują też ulgi z tytułu tworzenia nowych miejsc pracy. Jednak warunkiem dla małej i średniej firmy jest utrzymanie tych stanowisk przez minimum trzy lata. Inaczej ma miejsce sytuacja jak powyżej – ulgi są w całości do zwrotu. Jest to szczególnie trudne dla firm zależnych od dużych koncernów, które są ich kontrahentami, a także na rynkach podlegających dużym wahaniom popytu.

W dodatku nawet próby wprowadzenia takich rozwiązań, które teoretycznie służą ograniczeniu biurokracji, czasem kończą się dalszymi utrudnieniami, np. dla mikroprzedsiębiorców. Jednym z przykładów takich działań może być wprowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów. Na mocy nowelizacji ustawy o swobodzie działalności gospodarczej od lipca 2011 r. firmę można zarejestrować online – dzięki Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. – Okazuje się jednak, że spora część małych firm jest niezinformatyzowana, w związku z czym dla nich elektroniczny obieg stanowi wprowadzenie dodatkowej przeszkody – zaznacza radczyni Urbańska, powołując się na przedsiębiorców zrzeszonych w Związku Rzemiosła Polskiego, którzy zresztą ten argument podnosili już podczas konsultacji nad nowym projektem ustawy.

Najkorzystniej inwestować w strefach

Specjalna strefa ekonomiczna to miejsce podlegające ulgowemu traktowaniu podatkowemu. Przedsiębiorca może w nich rozpocząć działalność gospodarczą na preferencyjnych warunkach.

W SSE firmy otrzymują wiele przywilejów: zwolnienie podatkowe (CIT lub PIT), działkę w pełni przygotowaną pod inwestycje po konkurencyjnej cenie, darmową pomoc przy załatwianiu formalności związanych z inwestycją, zwolnienie z podatku od nieruchomości (na terenie niektórych gmin).

Prawo do ulg podatkowych przysługuje jednak przedsiębiorcy pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim takim, że nie przeniesie on, w jakiejkolwiek formie, własności składników majątku, z którymi były związane wydatki inwestycyjne – przez okres 5 lat od dnia wprowadzenia do ewidencji środków trwałych (w przypadku małych i średnich przedsiębiorców przez okres 3 lat). Poza tym musi prowadzić działalność gospodarczą jeszcze przez okres nie krótszy niż 5 lat, a w przypadku sektora MŚP – nie krótszy niż 3 lata. Podobny wymóg obowiązuje te firmy, które skorzystają z pomocy z tytułu tworzenia nowych miejsc pracy. Muszą je utrzymać przez okres nie krótszy niż 5 lat, licząc od dnia ich utworzenia (3 lata w przypadku przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw).