Polityczne czystki w publicznych telewizji i radiu często były zalążkiem zmian na rynku. Ofiary dobrej zmiany dziś też budują własne media. Ale sukces będzie im trudno osiągnąć.
Towarzystwo Dziennikarskie, które monitoruje kadrową karuzelę w mediach publicznych, podaje, że liczba dziennikarzy – ofiar dobrej zmiany – sięgnęła już 170 osób. – Spora część w tej grupie to dziennikarze pracujący na kontraktach. Formalnie nie zostali zwolnieni, ale musieli odejść, bo kierownictwo nie odnowiło z nimi umów. Niektórzy zniknęli z grafiku z dnia na dzień, inni sami odeszli. Byli też tacy jak były szef „Teleexpressu”, których przeniesiono do innych redakcji. W przypadku Jerzego Modlingera, który jest pracownikiem chronionym, padło na telewizyjną komórkę, rzekomo szkolącą dziennikarzy – opowiada Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego.
To nie pierwszy raz, kiedy polityczna miotła w mediach publicznych poszła w ruch, bo czystki robili zarówno ludowcy, lewica, jak i Platforma. Ale tym razem skala zwolnień była większa. W ciągu kilku tygodni bez pracy znalazło się kilkadziesiąt osób. Potem grupa rosła – i nadal się powiększa. Co się z tymi ludźmi dzieje? Gdzie wylądowali? Knują i żyją żądzą odwetu na PiS czy chcą jak najszybciej o dziennikarstwie zapomnieć?