statystyki

Zarządzanie wrzutą. Dziennikarstwo stadne połknie wszystko

07.05.2016, 15:00
Do historii przejdą już akcje zainicjowane tylko w celu podbudowania wizerunku i zaabsorbowania społeczeństwa, jak pomysł na kastrację pedofilów – zainspirowany ponoć tekstami w tabloidach, w których namiętnie zaczytywał się Tusk, czy wojna z dopalaczami

Do historii przejdą już akcje zainicjowane tylko w celu podbudowania wizerunku i zaabsorbowania społeczeństwa, jak pomysł na kastrację pedofilów – zainspirowany ponoć tekstami w tabloidach, w których namiętnie zaczytywał się Tusk, czy wojna z dopalaczamiźródło: ShutterStock

Wrzutkami żyją głównie newsy. Szybkie newsy. Internetowe portale, radia. A wrzucają zarówno polityczni spin doktorzy, jak i szeregowi politycy. Oraz służby. Ich pobudki i cele bywają różne. Politykom najczęściej zależy na odwracaniu uwagi od niewygodnych tematów, kompromitowaniu przeciwników lub narzucaniu własnej narracji. Przykrywka, temat zastępczy – oskarżają się nawzajem politycy z prawa i lewa. I mają rację. Bo sami te wrzutki rozprowadzają.

Pytam znajomych dziennikarzy i PR-owców o najbardziej spektakularne medialne wrzutki ostatnich tygodni. I rusza lawina. Taśmy z podsłuchanej rozmowy Jana Kulczyka z Pawłem Grasiem o kulisach wymiany redaktora naczelnego „Faktu” („To nie przypadek, że ujrzały światło dzienne właśnie teraz, w przeddzień wydania książki tego dziennikarza”). Historia dziecka, które przeżyło aborcję i lekarze nie chcieli go reanimować („By podbić dyskusję nad przeforsowaniem całkowitego zakazu aborcji”). Plotka o siostrze prezydenta, która ma być jego córką. („Rozpowiadają ją na mieście ludzie ze starych, czyli platformerskich, służb”).

Wrzutkami żyją głównie newsy. Szybkie newsy. Internetowe portale, radia. A wrzucają zarówno polityczni spin doktorzy, jak i szeregowi politycy. Oraz służby. Ich pobudki i cele bywają różne. Politykom najczęściej zależy na odwracaniu uwagi od niewygodnych tematów, kompromitowaniu przeciwników lub narzucaniu własnej narracji. Służby lubią się chwalić sukcesami. – ABW ma całą półkę spraw „gotowych do realizacji”, tzw. półkę z sukcesami medialnymi, jakby im się ktoś do d...y dobierał. Brunon K. (skazany za przygotowanie zamachu terrorystycznego na Sejm – red.) na takiej półce leżał kilka lat. Szef ABW miał kłopoty, a tu bach, i służba może pochwalić się sukcesem – mówi były dziennikarz, który przeszedł do PR-u i dziś sam zajmuje się kolportowaniem medialnych wrzutek.

Wrzucają też policjanci czy prokuratorzy. – Bo liczy się kariera, bo rywal dostał lepszy pokój, bo to w ogóle rozplotkowane towarzystwo – słyszę od jednego z rozmówców. Sprzedając newsy, karmią zaprzyjaźnionych dziennikarzy i budują cenne relacje, bo gdy trzeba, ci sami dziennikarze jednym tekstem mogą uniemożliwić blokowanie czy umorzenie śledztwa. – Za czasów pierwszego rządu PiS redakcja „Wprost” miała tyle newsów z prokuratury, że dziennikarze nazywali dział krajowy, który to puszczał, „Ziobro24” – mówi jeden z byłych dziennikarzy tego tygodnika.

Wrzutami parają się też PR-owcy. – Ci ze starszego pokolenia robią to w taki wzruszający sposób: siedzicie przy kawie, facet snuje swoją opowieść w interesie klienta, a jeśli jesteś sadystką i zadasz mu w końcu pytanie, po co to robi oraz dla kogo, to oburza się i ściemnia, że dla dobra ludzkości, dla Polski, dla nas wszystkich – opisuje nam jeden z dziennikarzy śledczych.


Pozostało jeszcze 85% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane