To będzie opowieść o tym, jak bezczelnie, przy cichej aprobacie rządzących, sprzedano 400 pracowników, a żadna instytucja powołana do ich ochrony nie kiwnęła w tej sprawie palcem.
Można powiedzieć, że to historia jakich wiele. Że outsourcowanie, czy też wyoutowanie, to dla wielu Polaków chleb powszedni. Przyjrzyjmy się jednak temu zdarzeniu uważniej, bo doskonale ukazuje ono upadek państwa i instytucji mających dbać o pracowników. Bo choć nie naruszono kodeksu pracy i nikt nie chciał oficjalnie nikogo zwalniać, to przecież wszyscy wiedzieli, jaki jest cel tej gry. I nikt nie zrobił nic, bo to przerwać. Bo przecież wszystko przeprowadzono zgodnie z prawem.
Reklama
– Myśleliśmy, że widzieliśmy już wszystko. Bo przecież nie o takich sprawach i nie o takich przekrętach robiliśmy materiały. Wydawało nam się, że jesteśmy w stanie wyłapać każdą ściemę. Ale bezwzględnie nas ograno. Zostaliśmy sprzedani. Jakkolwiek by tego nie nazwać: potraktowano nas jak śmieci – opowiada mi jeden z byłych dziennikarzy telewizji publicznej. Nie, nie został zwolniony przez nowe pisowskie władze TVP. Poprzednie, zarządzające firmą na Woronicza z namaszczenia PO i PSL, przekazały go, wraz z 410 innymi pracownikami, do zewnętrznej firmy. Oficjalnie – outsourcowały w celu obniżenia kosztów. Nieoficjalnie – wyrzuciły na bruk tak, by nie pobrudzić sobie rąk.

Reklama
Firma outsourcingowa LeasingTeam (LT) pojawiła się w najgorszej dla TVP chwili. Dla siebie – w najlepszej. Zmagająca się z chronicznym brakiem gotówki TVP uruchomiła pod koniec 2013 r. przetargi na wyłonienie firmy zewnętrznej mającej przejąć od niej zarządzanie sporą częścią pracowników. A wiadomo – w im gorszej sytuacji znajduje się firma szukająca pomocy, tym atrakcyjniejsze warunki dla outsourcera. Takie prawo rynku. Mimo to ówczesne władze TVP uznały, że z punktu widzenia finansowego i wizerunkowego przeniesienie owych 411 osób to strzał w dziesiątkę.
Ale jak to w kiepskim dramacie bywa, szybko potwierdziły się najczarniejsze scenariusze. – Do dzisiaj jestem zły, że dałem się nabrać na zapewnienia o dobrej współpracy, o ciągłości zatrudnienia i okresie przejściowym. Że to rozwiązanie na chwilę. Czułem w kościach, że to przedłużanie agonii – opowiada jeden z byłych pracowników TVP. – Od razu było wiadomo, że tylko przez dwa lata LeasingTeam gwarantuje nam zatrudnienie, przez rok stałe dochody. Część z nas miała nadzieję, ze zostanie przywrócona do TVP, ale kolejne miesiące pokazały, że LT pełni rolę pośrednika w zwolnieniach grupowych, których TVP dla zachowania dobrego wizerunku nie chciała sama przeprowadzić – dodaje jeden z dziennikarzy TVP.
Ludzie listy piszą
Kiedy latem 2014 r. wiadomo już było, że outsourcing pracowników TVP to kwestia tygodni, ówczesny prezes TVP Juliusz Braun zapewniał, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo jego firma skorzystała z art. 23 1 kodeksu pracy, zaś przejście pracowników do nowego pracodawcy jest „wyłącznie konsekwencją wdrożonych zmian wewnątrzorganizacyjnych, wprowadzonych stosownymi regulacjami wewnętrznymi”. Na plany oddania ponad 400 pracowników do firmy zewnętrznej zareagował jedynie Związek Zawodowy Pracowników Twórczych i Technicznych Mediów Polskich „Wizja”. – Uważaliśmy, że to wstęp do zwolnień grupowych, których nie chciała dokonać TVP. Gdyby przeprowadziła je telewizja, to musiałaby wypłacić ludziom wyższe odprawy – mówi jego szefowa Barbara Markowska-Wójcik.
Wizja próbowała zainteresować outsourcingiem w TVP ministra pracy. Na prośbę związku Władysław Kosiniak-Kamysz poddał analizie prawnej mechanizm całej operacji. „Planowane działania Telewizji Polskiej zmierzające do przekazania części pracowników innemu pracodawcy mogą budzić wątpliwości odnośnie ich zgodności z obowiązującym prawem” – napisał w liście do prezesa Brauna. Chodziło tu m.in. o art. 2. pkt 3 ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych, który wskazuje ograniczony zakres stosowania zatrudnienia tymczasowego oraz o zastępowanie umów o pracę umowami cywilnoprawnymi. Prezes TVP bronił się, że zarzuty związkowców nie mają potwierdzenia w faktach. „Z prawnego punktu widzenia zastosowanie art. 23 1 kodeksu pracy do procesu outsourcingu usług jest nie tylko w pełni uzasadnione, lecz konieczne. Teza związku zawodowego Wizja, że przejmowani pracownicy stali się pracownikami tymczasowymi, nie ma pokrycia w rzeczywistości” – odpisał Juliusz Braun ministrowi pracy. I na tym interwencja resortu pracy się skończyła.
Braun uspokajał, a przeznaczeni do „sprzedaży” pracownicy próbowali zwrócić uwagę na swoją sytuację . Protestowali, organizowali wiece, nosili koszulki z napisami „Strajk TVP” lub „Jestem tu niepotrzebny. Dziennikarz TVP”. Ale zarząd telewizji nie zmienił zdania. 411 osób z dniem 1 lipca 2014 r. trafiło do firmy LeasingTeam. Większość przeniesionych otrzymała u nowego pracodawcy etaty z minimalną pensją. Ale nawet tak niskie koszty okazały się dla LT za wysokie. Dziennikarzom dano dosyć wyraźnie do zrozumienia, że etat nie jest gwarancją zatrudnienia, że z własną firmą mają większe szanse na przetrwanie. – Zrobiłem tak, miesiąc w miesiąc wystawiałem fakturę za usługi. Oczywiście szybko okazało się, że miałem coraz mniej zleceń, a wszystko to okazało się niewarte zachodu – mówi mi jeden z dziennikarzy.
Zdaniem Markowskiej-Wójcik osoby odpowiedzialne za „sprzedanie” pracowników, choć żadnej z nich nie ma już w TVP, powinny zostać postawione przed sądem. – Osobną sprawą jest fakt, że minister skarbu pozwolił, by pieniądze ze spółki Skarbu Państwa przeszły do firmy prywatnej. Związek złożył pozew o uznanie umowy outsourcingowej za nieważną. Sprawa jest w toku – mówi. I dodaje: – Nie godzimy się na przedmiotowe traktowanie ludzi. Zwróciliśmy się do obecnych władz spółki z prośbą o naprawienie skutków szkodliwej uchwały poprzedniego zarządu. Każdego dnia oczekujemy na wiadomość, że nowe władze zaproponują korzystne dla wszystkich rozwiązanie. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest trudna, trwa audyt i dopiero po jego zakończeniu będzie można podjąć temat, ale z drugiej strony – co ma audyt do pracowników? Zaproponowaliśmy pewne rozwiązanie i czekamy na reakcję.
Próby łamania ludzi
Wiosną 2015 r. firma LeasingTeam zapowiedziała przeprowadzenie wśród załogi testów kompetencji. Ci, którzy by im się nie poddali lub ich nie przeszli, mieli liczyć się z groźbą zwolnienia – zgodnie z umową LT zyskał już prawo do rozwiązania umów o pracę z częścią pracowników. Nic dziwnego, że ci zapowiedź testów odebrali jednoznacznie – oto zaczynają się czystki. To przypuszczenie szybko znalazło potwierdzenie, bo 13 marca LT poinformował o konieczności przeprowadzenia zwolnień grupowych z powodu malejącej liczby zamówień od TVP.
– Wiadomo było, że pierwsze zwolnienia nastąpią 1 lipca, bo wtedy mijał okres ochronny, w którym telewizja gwarantowała nam niezmienność warunków pracy – mówi były pracownik TVP i LT. Jednak zanim doszło do zwolnień grupowych, kilkudziesięciu pracowników dostało dyscyplinarki za odmowę poddania się ocenie kwalifikacji zawodowych. – Niektórzy zostali też zwolnieni za niewywiązywanie się z obowiązków. Każdy pretekst był dobry – dodaje były pracownik. Ale jak można było dziennikarzowi z doświadczeniem kazać budować figury z kartonu? Oficjalnie testy miały zbadać umiejętności interpersonalne i społeczne niezbędne do pracy w zespole. I chociaż dziennikarze i związkowcy od początku alarmowali, że nie mają one nic wspólnego z merytoryczną oceną pracy, a są jedynie pretekstem do zwolnień, nikt za bardzo się tym nie przejął.
Do niemających przełożenia na dziennikarstwo testów kompetencyjnych został wyznaczony m.in. Sławomir Matczak, który współpracował z Telewizją Polską od 1991 r., był dziennikarzem „Panoramy” w TVP2, a także wydawcą i szefem redakcji biznesowej w TVP Info. Odmówił i w połowie kwietnia ubiegłego roku wręczono mu dyscyplinarkę. – Test składał się z trzech etapów: po wywiadzie psychologicznym był etap gier, potem układanek. Dwa ostatnie zupełnie bezsensowne – opowiada. – W zasadach etycznych, które wszyscy przeniesieni do LeasingTeam musieli podpisać, było zaznaczone, że jeśli nie ma konkretnych przesłanek do zwolnienia dyscyplinarnego, to takowego przeprowadzić nie można. I zgodnie z ich własnym regulaminem, dziennikarz ma prawo odmówienia wykonania polecenia służbowego, jeśli jest to niezgodne z jego zasadami etycznymi. I nie wolno go za to zwolnić – podkreśla Matczak.
Odchodząc z TVP, Juliusz Braun ocenił zmniejszenie zatrudnienia w TVP oraz ograniczenie wydatków za swoje spore sukcesy. „W Polsce nikt nie ma doświadczenia w tego rodzaju współpracy. LeasingTeam wygrał przetarg. Była to dla mnie firma nieznana, lecz spełniła ona w najwyższym stopniu kryteria przetargu. Teraz widzę, że daje sobie radę, choć pierwsze tygodnie nie były dla obu stron łatwe” – mówił. Choć zauważał, że „niektórzy uparcie kontestują samą procedurę, ale moim zdaniem, była ona nie tylko zgodna z prawem, ale także zgodna z interesem telewizji”. Braun dodawał także, że przeprowadzona przez niego operacja miała zapobiec zwolnieniom grupowym pracowników TVP. I nie zgadzał się z opiniami, że zdecydował się na outsourcing wyłącznie dlatego, by zwolnień nie dokonała bezpośrednio publiczna telewizja. Bo gdyby to TVP dokonała „czystki”, to nie mogłaby już ze zwolnionymi dziennikarzami współpracować. – Podobno nie byłoby to zgodne z zasadami etycznymi TVP. Chociaż paradoksalnie to, co miało uchronić TVP przed złą etykietką, przyczyniło się do utraty jej dobrego imienia jako pracodawcy – uważa jeden z byłych pracowników.
Współpracę TVP z LeasingTeam za mniejszy sukces uznał Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Pod koniec ubiegłego roku ZUS przedstawił raport, z którego wynika, że TVP nadal jest pracodawcą dla wszystkich przeniesionych pracowników i jako taki powinien odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne. „Zebrany i wykazany materiał dowodowy wskazuje, że pracownicy LeasingTeam nadal pracowali w tym samym miejscu i według tych samych zasad, na tych samych stanowiskach, z takim samym zakresem obowiązków, a faktyczny nadzór nad ich pracą sprawował dotychczasowy pracodawca, tj. TVP SA (nadzór LeasingTeam Sp. z o.o. sprowadzał się od obsługi kadrowo-płacowej). Ponadto wszelkie bieżące czynności wobec pracujących podejmowała TVP SA, a wynagrodzenie dla wszystkich pracujących było wypłacane przez TVP SA za pośrednictwem LeasingTeam. Kontrola wykazała także, że nie nastąpiło przeniesienie części majątku na nowego pracodawcę, tak jak przewidywała to umowa, działalność LeasingTeam nie jest tożsama z działalnością TVP SA, a korzyści z realizacji umowy czerpie TVP SA” – można przeczytać w uzasadnieniu. TVP od decyzji ZUS odwołała się do sądu, postępowanie trwa.
Tymczasem 30 czerwca wygasa dwuletnia umowa, jaką TVP zawarła z LeasingTeam. A to oznacza, że firma nie będzie już skrępowana żadnymi ograniczeniami. W LeasingTeam pozostaje jeszcze 86 pracowników TVP: dziennikarzy, montażystów, grafików i charakteryzatorów. Pozostali z 411 już wcześniej zostali zwolnieni, często w niejasnych do końca okolicznościach, albo sami odeszli. Związkowcy z Wizji twierdzą, że „przedstawiciele zarządu LT stwierdzili jednoznacznie, że jedynym powodem przeprowadzenia planowanych zwolnień grupowych jest zakończenie dwuletniej umowy z TVP, która wygasa 30 czerwca”.
Podobno LT zwracał się do Telewizji Polskiej z propozycją przedłużenia umowy o kolejny rok. Taką możliwość przewidywała umowa zawarta między firmami. Nowe władze TVP nie są jednak zainteresowane sprowadzeniem dawnych pracowników. – Po pierwsze, osoby, które przed dwoma laty podjęły decyzję o wyoutowaniu, już dawno na Woronicza nie urzędują. Po drugie, po obecnych roszadach kadrowych w TVP przyjmowanie osób powiązanych z byłymi władzami nie byłoby zgodne z polityką firmy – mówi jeden z byłych dziennikarzy.
Związkowcy z Wizji próbują interweniować u nowego ministra kultury Piotra Glińskiego, obecnego prezesa TVP Jacka Kurskiego oraz członka zarządu spółki Macieja Staneckiego.
„Piszemy o tym do Pana Ministra jak i do Pana, Panie Prezesie, ponieważ od wyborów parlamentarnych i wyboru nowych władz spółki czekamy na zapowiadaną dobrą zmianę w mediach publicznych. Czekamy na wiadomość, że nowy Zarząd, przy aprobacie Ministra i Wicepremiera w jednej osobie, ma pomysł na powrót do pracy ludzi wyrzuconych na brutalnych warunkach z TVP do LT. Brutalnych – gdyż najpierw poddawano nas rozmaitym pseudotestom psychologicznym i innym, niemającym żadnego związku z profesjonalizmem dziennikarskim, a następnie agencja pracy tymczasowej narzuciła telewizyjnym twórcom swoje regulaminy i zasady, choć o produkcji telewizyjnej i telewizyjnym warsztacie nikt tam nie ma pojęcia. Odarto nas z godności zawodowej, odebrano status dziennikarza, złamano wiele norm prawnych” – twierdzą związkowcy.
Obecny zarząd spółki w oświadczeniu dla portalu Wirtualnemedia.pl poinformował, że choć przedmiotowy sposób potraktowania pracowników TVP budzi jego „moralny sprzeciw” i że dziś podobne rozwiązanie nie miałoby szans wejść w życie, to jednak przerwanie umowy przed terminem i przywrócenie pozostałych pracowników do struktur TVP nie jest możliwe. Bo taka decyzja oznaczałaby potężne koszty i byłaby działaniem na szkodę spółki. Obecne władze TVP, napisano w oświadczeniu, zostały postawione przez decyzje zarządu Juliusza Brauna w sytuacji wyjątkowo niekomfortowej.
Z ostatnich rozmów w LT, dotyczących zwolnień, wynika, że osobom, którym przysługuje np. ochrona przedemerytalna, będą proponowane nowe warunki pracy. I tak doświadczony dziennikarz telewizyjny ma otrzymać propozycję pracy w archiwum bliżej nieokreślonego miasta w województwie mazowieckim. Jeśli nie przyjmie, trafi na bruk. – I tak to w Polsce jest wykorzystywany art. 23 kodeksu pracy , który wprowadzono dla ochrony pracowników – dodaje Markowska-Wójcik.
Dla Nepalu
Sławomir Matczak postanowił walczyć. Bo niby dlaczego, jak pies z podkulonym ogonem, miałby odchodzić z dyscyplinarką lub za porozumieniem stron? – Już rok temu złożyłem pozew przeciw LeasingTeam, zebrałem dziesięciu kolegów z telewizji z prośbą o zeznania. Wszyscy potwierdzili, że byłem dobrym pracownikiem, że testy kompetencyjne w LT były guzik warte – mówi.
Przed sądem odbyły się dwie sprawy. Na jednej z nich zapytano go to, czy zgadza się na ugodę. Odmówił. – Nigdzie nie ma czegoś takiego, że jakieś panie z korporacji testują doświadczonych dziennikarzy. Nie chciałem robić za pajacyka. Próbowałem dowiedzieć się, kto będzie mnie oceniał na podstawie tych testów. Do dzisiaj nie uzyskałem odpowiedzi. Tzw. komisja weryfikacyjna to jedno wielkie towarzystwo wzajemnej adoracji. Tajemnicze panie, które weryfikują według własnego widzimisię. To jest nic innego jak furteczka, żeby wywalać ludzi – przekonuje.
W ubiegłym roku TVP zaproponowała mu powrót. Na zasadzie własnej firmy. Wszystko załatwił, podpisał, złożył papiery. Był nawet na grafiku majowym. – I parę dni później dowiedziałem się, że jest problem, bo prezes wniosek wstrzymał. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że warunkiem mojego ponownego przyjęcia jest wycofanie pozwu. Kazałem im iść do diabła. Nie można tak łamać ludzi. Szantażować, że jak się będzie dochodzić swojego, to się wyleci z grafiku. A ma się dzieci, parę lat do emerytury. To są próby łamania ludzi. Parę razy w życiu zdarzyło mi się stanąć wobec wyboru: albo zachować twarz, albo się zeszmacić. Zawsze wybierałem to pierwsze – podkreśla.
Kilka dni temu Matczak wygrał proces z LeasingTeam przed sądem pracy. Ten orzekł, że odmowa poddania się testowi nie była rażącym naruszeniem dyscypliny i nie podlegała dyscyplinarnemu zwolnieniu z pracy. – Sąd uznał, że odmowa udziału w tym kretyńskim i niemającym nic wspólnego z naszą pracą teście oznaczała, że powinienem dostać zero punktów. Dopiero potem pracodawca mógłby na spokojnie podjąć decyzję, co dalej ze mną zrobić. Nie była to na pewno podstawa do zwolnienia dyscyplinarnego. Może być upomnienie, nagana, a nie zwolnienie – podkreśla Matczak.
Sąd przyznał Matczakowi trzykrotność wynagrodzenia wraz z odsetkami od maja 2015 r., ale wyrok nie jest prawomocny. LeasingTeam zamierza bowiem złożyć apelację. – Nie chciałem przywrócenia do pracy, bo nie akceptuję przeniesienia mnie z TVP do agencji pracy tymczasowej LeasingTeam. Najważniejszy jest dla mnie szacunek moich dzieci. Pieniądze, które odzyskałem, będą akurat na odbudowę wioski Dumre w Nepalu, która ucierpiała podczas trzęsienia ziemi. Mamy taką fundację Mała Polska w Nepalu i na nią te pieniądze pójdą – mówi Matczak.
W toku jest jeszcze kilkanaście spraw wytoczonych przez pracowników przeniesionych do LeasingTeam, którzy odmówili udziału w testach kompetencji pracowniczych i zostali zwolnieni.