Z ustaleń DGP wynika, że prace nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji trwały od prawie roku. Ich owocem nie jest jednak projekt, który w Sejmie złożył poseł PiS Marek Suski.
Inicjatywa, w którą była zaangażowana Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT), oficjalnie nie ujrzała światła dziennego, chociaż była konsultowana w rządzie.
Główna idea projektu Krajowej Rady to rezygnacja z koncesji dla nadawców satelitarnych, kablowych i internetowych. Mówił o tym w połowie kwietnia, w wywiadzie dla DGP, przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski. – Mogę potwierdzić, że faktycznie jest w nim zapisana propozycja, aby rozpowszechnianie programów radiowych i telewizyjnych w sposób inny niż rozsiewczy naziemny wymagał uzyskania zezwolenia, które wydawałby organ właściwy w sprawach koncesji i zezwoleń, jakim jest przewodniczący Krajowej Rady – poinformowała DGP Teresa Brykczyńska, rzecznik prasowy KRRiT. – Koncesja dalej byłaby wymagana na rozpowszechnianie programów radiowych i telewizyjnych w sposób rozsiewczy naziemny, poprzez umieszczenie w sygnale multipleksu naziemnego. Oczywiście z wyjątkiem programów publicznej radiofonii i telewizji – dodała.
Reklama
Udało nam się dotrzeć do głównych zapisów noweli, która powstała w radzie. Nadawca satelitarny, kablowy czy internetowy uzyskiwałby jednorazowo zezwolenie, a wydawałby je sam przewodniczący KRRiT. W przypadku nadawcy naziemnego wciąż przyznawane byłyby koncesje, ale przez Krajową Radę.
W przeciwieństwie do projektu PiS w inicjatywie KRRiT nie ma automatycznego ograniczenia dla kapitału spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Unia Europejska, Liechtenstein, Islandia i Norwegia).

Reklama
Jak ten projekt ma się do sytuacji TVN? Informator, która zna jego szczegóły, twierdzi, że nadający satelitarnie TVN24 mógłby liczyć na uproszczony tryb uzyskania zezwolenia, ale już tzw. duży TVN (główny kanał i pozostałe związane z nim) musiałby się starać o zwykłą koncesję.
– Wtedy mógłby zostać poddany procesowi sprawdzenia struktury właścicielskiej, co mogłoby być problematyczne, bo formalnie właścicielem TVN jest holenderska spółka, która z kolei należy do amerykańskiego koncernu Discovery – twierdzi nasz rozmówca.
Chociaż prace nad projektem, w który była zaangażowana KRRiT, trwały wiele miesięcy, to jest obawa, że przez pojawienie się pomysłu firmowanego przez Marka Suskiego trafi on kosza.
– Bez odpowiedniej presji rząd schowa ten projekt. On powinien wejść w życie już wcześniej. Może wtedy nie byłoby dzisiejszej awantury o TVN – mówi nasze źródło.
Wskazuje też, że obecnie istotną rolę w całej sprawie odgrywa nie tyle kwestia medialna. – To miał być pokaz rosnącego nacisku połączonego z zabiegami dyplomatycznymi. Jesteśmy krajem NATO, a wciąż nie ma tu ambasadora USA. Jest też sprawa uchwalenia noweli kodeksu postępowania administracyjnego, który dotyczy reprywatyzacji – przekonuje nasz rozmówca.
Nieco inaczej patrzy na to otoczenie premiera. – Sprawę ambasadora rozstrzygamy na zupełnie innym szczeblu, w Nowym Jorku. Przyszły ambasador jest już zresztą praktycznie wskazany – przekonuje nasz rozmówca. Odnośnie do projektu Suskiego twierdzi, że to „komedia omyłek”.
– Miała być poprawka do ustawy rządowej, ale ktoś zgłosił to jako odrębny projekt ustawy. Z kolei KRRiT nie chce podjąć decyzji ani w jedną, ani w drugą stronę, czeka na jakieś polityczne rozstrzygnięcia, by mieć alibi dla swoich późniejszych decyzji – twierdzi.
Zdaniem naszego rozmówcy z rządu dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie korekt do projektu, np. dopuszczenie do ewentualnych koncesji podmiotów nie tylko z EOG, ale należących np. do OECD czy NATO. To nie wykluczałoby inwestorów z USA. Z kolei osoba zbliżona do KRRiT uważa, że „optymalnym wariantem” byłoby połączenie obu projektów w jeden.
Pytanie jednak, czy taki zabieg cokolwiek zmieni w Sejmie. – Moim zdaniem propozycja KRRiT to przymiarka do dalszego przejmowania przez środowisko PiS lokalnych i regionalnych mediów – ocenia poseł PO.
W Sejmie nie ma przeświadczenia, by projekt Suskiego uzyskał większość. – Pytanie, czy w ogóle będzie odwaga wśród polityków PiS, by doprowadzić do jakiejś debaty nad tymi propozycjami. Pojawiają się krytyczne głosy m.in. ze strony ambasady amerykańskiej. Może być tak, że PiS się wycofa, może wprowadzi jakieś poprawki, natomiast już widać, że nie ma większości w PiS, by ten projekt poprzeć. Tworzenie ustawy wymierzonej w jeden podmiot źle świadczy o jej autorach. Nie powinniśmy w ogóle procedować tej ustawy – mówi posłanka Joanna Scheuring-Wielgus z klubu Lewicy. W PiS też słychać sceptycyzm.
– Myślę, że to będzie nasza tradycyjna operacja: będzie awantura, a potem nic z tego nie wyjdzie – mówi jeden z ważnych polityków tej partii. ©℗
W Sejmie nie ma przeświadczenia, by projekt Suskiego uzyskał większość