– Projekt nowelizujący ustawę o radiofonii i telewizji narusza fundamentalne zasady Unii Europejskiej dotyczące swobody zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej – uważa Sławomir Karasiński, partner w kancelarii F/K Legal.
Złożony w Sejmie przez grupę posłów PiS z Markiem Suskim na czele projekt ustawy modyfikuje przepisy pozwalające na udzielanie zagranicznym podmiotom polskich koncesji radiowych i telewizyjnych. Obecnie taką licencję może od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) dostać każda firma z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Zmiana wykluczy podmioty zależne od spółek spoza EOG.
W uzasadnieniu podano, że chodzi o „efektywne przeciwdziałanie” możliwości przejęcia kontroli nad nadawcami przez „podmioty spoza Unii Europejskiej, w tym podmioty z państw stanowiących istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”. Przywołano też „zwiększenie zagrożeń dla interesów państwa wynikające z tzw. działań hybrydowych państw trzecich”.
Reklama
W realiach polskiego rynku radiowo-telewizyjnego zmiany dotkną nadawcę należącego do koncernu ze Stanów Zjednoczonych, które nie prowadzą przeciwko Polsce „działań hybrydowych”. TVN koncesje na swoje telewizje otrzymał przed laty jako polska firma. Obecnie jej właścicielem jest spółka z Niderlandów, która z kolei należy do amerykańskiego koncernu Discovery. Dotychczas był to nadawca europejski. Po nowelizacji już nie będzie. Projekt daje mu pół roku na dostosowanie struktury kapitałowej.
Nowela – ochrzczona lex TVN – pojawiła się w chwili, gdy media zaczęły opisywać ciągnącą się od lutego ub.r. sprawę przedłużenia przez KRRiT licencji na nadawanie dla TVN. We wtorek opisaliśmy trzy zamówione przez stację opinie prawne dowodzące, że nie ma przeszkód dla utrzymania koncesji dla kanału. Krajowa Rada ogłosiła wówczas, że dostała też inne ekspertyzy, które „stoją w sprzeczności do tez opisanych w artykule” DGP. Nie ujawniła ich jednak. Za to w środę wieczorem PiS złożył w Sejmie projekt ustawy.

Reklama
– Podmioty z innych krajów EOG mają pełne prawo zakładać zależne od nich podmioty w Polsce, które będą uczestniczyć w życiu gospodarczym. Także zgodnie z prawem polskim ewentualne ograniczenia i dyskryminacyjne traktowanie powinny mieć charakter proporcjonalny – komentuje Sławomir Karasiński.
– W obecnej wersji projektu trudno doszukać się takiej proporcjonalności, gdyż wykluczono wszystkie spółki z obszaru EOG, które są zależne od spółek mających swoją siedzibę poza obszarem EOG. Co ciekawe, w samej treści ustawy brak wskazania, że chodzi o zależność od spółek z państw stanowiących „istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa” Polski, co może pozwolić na arbitralne stosowanie takiego postanowienia – zaznacza.
Także Sebastian Urban, radca prawny z Kancelarii Prawnej Media, uważa, że udzielanie koncesji tylko podmiotom, które nie są zależne od osoby zagranicznej spoza EOG, można uznać za sprzeczne ze swobodą przedsiębiorczości zapisaną w Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE).
– Projektowany przepis wydaje się naruszać również swobodę świadczenia usług zagwarantowaną w TFUE – dodaje.
Zastrzega jednak, że traktat zezwala na ograniczenia tych swobód. – Mogą być one uzasadnione chociażby względami bezpieczeństwa czy porządku publicznego – stwierdza radca prawny. – W związku z tym, o ile sama konstrukcja proponowanych przepisów, zważywszy na możliwe ograniczenia swobód przewidzianych przez TFUE, wydaje się zgodna z prawem unijnym, decydujące znaczenie będzie miało stosowanie proponowanych przepisów w praktyce – podkreśla.
Z kolei według Kamila Bechty, adwokata z kancelarii Chałas i Wspólnicy, analiza traktatów i umów międzynarodowych nie daje jednoznacznej odpowiedzi, jak ocenić projektowane regulacje.
– Nie wolno zapominać o przepisach dotyczących wolności słowa i wyrażania opinii – zauważa i wskazuje, że konwencja o ochronie praw człowieka daje każdemu wolność wyrażania opinii.
– Co prawda przepis ten nie wyklucza prawa państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych, jednak takie ograniczenia nie powinny być ustanawiane w sposób generalny, ale powinny uwzględniać klauzule dotyczące bezpieczeństwa państwa, integralności terytorialnej, bezpieczeństwa publicznego itp. – wylicza Bechta.
– Projektowana regulacja może prowadzić również do odpowiedzialności odszkodowawczej Polski względem amerykańskiej spółki Discovery w związku z wciąż obowiązującym traktatem o stosunkach handlowych i gospodarczych – ostrzega Sławomir Karasiński.
Traktat Polska – USA stwierdza, że oba państwa powinny sobie ułatwiać współpracę gospodarczą.
– Powinny to być stosunki, które traktują inwestycje i powiązaną z nimi działalność w sposób niedyskryminujący. Co istotne, przepisy traktatu wskazują również na konieczność ułatwiania dokonywania inwestycji i ich dalszego prowadzenia. W zakres takiego ułatwiania niewątpliwie wchodzi również kwestia wydawania koncesji – wyjaśnia Sebastian Urban. – Projektowana treść art. 35 ustawy narusza traktat, ponieważ de facto odbiera podmiotom z kapitałem amerykańskim prawo do uzyskania koncesji na nadawanie – dodaje.
Ponadto prawnicy związani z TVN dostrzegają naruszenie kilku konstytucyjnych zasad. Chodzi m.in. o ochronę praw słusznie nabytych, ochronę interesów w toku, a także ochronę zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.
Chargé d’affaires ambasady USA Bix Aliu napisał na Twitterze, że „USA z rosnącym niepokojem obserwują procedurę związaną z koncesją TVN oraz nowy projekt zmian ustawy medialnej”, i podkreślił, że „wolna prasa ma kluczowe znaczenie dla demokracji”. Rzecznik Departamentu Stanu Ned Price dodał, że „zróżnicowane głosy i niezależne punkty widzenia informują opinię publiczną i rozliczają rząd”.
Z kolei zarząd polskiej spółki TVN oświadczył, że „pod pozorem walki z obcą propagandą próbuje się ograniczyć wolność mediów”. Przeciwko nowelizacji wystąpiła też Rada Przedsiębiorczości, argumentując, że proponowane zmiany „pozwolą uznaniowo udzielać koncesji nadawcom telewizyjnym” i stanowią „bezprecedensowy zamach na polską demokrację, wolność słowa i wolność gospodarczą”. Sprawę monitoruje też Komisja Europejska.
Czy regulacje sięgające tak głęboko w strukturę właścicielską, jak zaproponowane przez posłów PiS, obowiązują w innych krajach Europy i świata?
– Niestety nie udało się nam potwierdzić, czy podobne do projektowanych zapisów mają swoje odpowiedniki w innych krajach Europy – odpowiada Sebastian Urban.
Funkcjonują natomiast w USA. – Amerykańska spółka kontrolowana przez inną spółkę, której kapitał zakładowy składa się z więcej niż jednej czwartej udziałów podmiotów zagranicznych, nie może uzyskać koncesji. Przepis ten jest podobny w skutkach do tego, który obecnie jest proponowany w projekcie nowelizacji – wskazuje Urban. ©℗
PiS na wojennej ścieżce z mediami
Przed próbą wyrugowania z polskiego rynku amerykańskiego koncernu medialnego partia rządząca planowała szerszą akcję przeciwko obcemu kapitałowi. Ostatni powrót, powtarzanego przez PiS od dawna hasła „dekoncentracja”, miał miejsce rok temu.
Przedstawiciele obozu rządzącego mówili wtedy o wprowadzeniu przepisów, które powstały we Francji w latach 80. ubiegłego wieku. Przewidywały wiele ograniczeń, które radykalnie przebudowałyby rynek medialny. Przede wszystkim udział kapitału zagranicznego w naziemnych stacjach radiowych i telewizyjnych nie mógłby przekraczać 20 proc. Uderzało to nie tylko w TVN i jego amerykańskiego właściciela, lecz także w Kino Polska TV oraz największe prywatne radia: RMF i Radio Zet.
Przewidywano też, że nadawca będzie mógł dostać tylko jedną naziemną koncesję telewizyjną, na czym oprócz już wymienionych ucierpiałyby jeszcze Grupa Polsat i Telewizja Puls. Największym stacjom parcelacja udziałów lub akcji groziła dodatkowo z powodu ograniczenia pakietów właścicielskich do 49 proc.
Mimo zapowiedzi projekt ustawy dekoncentracyjnej nie ujrzał jednak światła dziennego. W lutym tego roku rząd przedstawił jednak inny plan. Tym razem postanowił sięgnąć do kieszeni firm działających w segmencie prasy, radia, telewizji, internetu, kina i reklamy zewnętrznej, tzw. outdooru. „Składkę” od mediów na kulturę i ochronę zdrowia premier Mateusz Morawiecki porównywał z daniną, jaką dla globalnych koncernów cyfrowych chce wprowadzić Unia Europejska. W DGP pokazaliśmy jednak, że nowy podatek – z rozbudowanym systemem stawek zależnych od wielkości obrotów i rodzaju działalności – najmniej dotknąłby wielkie firmy technologiczne, a najsilniej media krajowe.
Dlatego te ostatnie nazwały go haraczem i argumentowały, że podkopie ich kondycję ekonomiczną, a najsłabszych zmusi do likwidacji. 10 lutego telewizje emitowały czarne plansze, radia ciszę, a gazety drukowały list protestacyjny. Do Ministerstwa Finansów w konsultacjach wpłynęło mnóstwo uwag. Na tym etapie sprawa na razie stanęła. ©℗
Elżbieta Rutkowska