Spośród dziesięciu najpopularniejszych serwisów internetowych z filmami i serialami w Polsce ponad połowa to strony prowadzone przez piratów – wynika z danych przygotowanych dla DGP przez firmę badawczą Gemius. Na liście najchętniej odwiedzanych baz z treściami wideo są tylko cztery prowadzone legalnie – należący do Onetu VoD.pl, polsatowska Ipla, player.pl (TVN) i VoD telewizji publicznej. Znajdujący się na czele zestawienia VoD.pl w maju odwiedziło ponad 3,8 mln internautów. Ale już na drugiej pozycji znajduje się Zalukaj.tv z wynikiem 2,3 mln, a na piątej Ekino.tv cieszące się zainteresowaniem prawie miliona poszukujących rozrywki w sieci. Dla porównania, następny na liście legalny serwis TVP odwiedza prawie o 400 tys. internautów mniej.

Co sprawia, że strony z nielegalnymi treściami przyciągają tak wielu serfujących w sieci? Można tu znaleźć filmy, które nie zeszły jeszcze z ekranów kin. Tylko pobieżnie przeglądając piracką ofertę, znajdziemy na przykład „Niezniszczalnych 3”, „Niesamowitego Spider-Mana 2” w wersji 3D, ale też „Inną kobietę” z Cameron Diaz, „Kapitana Amerykę – Zimowego Żołnierza” czy „Noego wybranego przez Boga”. Niektóre z tych filmów miały premiery kinowe w tym miesiącu. Wszystko to za darmo lub za małą opłatą uiszczoną na przykład przez SMS. Płatne, legalne serwisy udostępnią te treści dużo później i drożej. Za niektóre filmy trzeba będzie wtedy zapłacić nawet 20 zł – tyle co za bilet do kina.

Serwisy wideo, zarówno legalne, jak i oferujące kradzione treści, zarabiają dzięki opłatom od użytkowników lub reklamodawców. Eksperci wyjaśniają, że wyprodukowanie filmu czy programu telewizyjnego o dużym potencjale oglądalności to ogromna inwestycja. – Grono podmiotów, które to robią i zasilają rynek w nowe treści, nie jest duże w porównaniu z wieloma nielegalnymi serwisów VoD, które chcą zarabiać na kradzionej własności intelektualnej – tłumaczy Teresa Wierzbowska, prezes Stowarzyszenia Sygnał zajmującego się zwalczaniem piractwa. Dodaje, że te serwisy zachęcają odbiorców niską ceną, kradnąc sygnał. – Mogą sobie na to pozwolić. Mają bowiem niemal zerowe koszty, więc każda cena jest dla nich zyskiem – podkreśla Wierzbowska.

Jej zdaniem z nielegalnych serwisów korzystają także osoby, które określają swoją sytuację finansową jako dobrą lub bardzo dobrą. – A zatem to jest raczej kwestia postawy społecznej, a nie bariery finansowej. Część użytkowników ma kłopoty z rozpoznaniem nielegalnych serwisów. Znamy przypadki, gdy pirackie strony pobierały opłaty za treści, które w legalnych źródłach były udostępniane bezpłatnie – podsumowuje Wierzbowska.

O tym, że bogatsza i bardziej elastyczna oferta to dobre narzędzie walki z piractwem, przekonał się rynek muzyczny. Will Page, główny ekonomista serwisu Spotify udostępniającego muzykę, przebadał zjawisko piractwa w Holandii. – Osiem lat temu przemysł muzyczny w tym kraju w zasadzie nie istniał. Aż 90 proc. Holendrów przyznawało się do regularnego korzystania z nielegalnych źródeł muzyki. Tymczasem w 2012 r., dwa lata po starcie Spotify w tym kraju, z pirackich źródeł korzystało jedynie 1,8 mln gospodarstw domowych, tj. 1/4 całości, z czego 29 proc. ściągnęło tylko jeden plik – mówi Przemysław Pluta ze Spotify. Jego zdaniem istotną rolę w zwalczaniu piractwa pełni polityka wydawnicza. – Artyści, którzy oprócz wydania albumów w formie nośników fizycznych i plików mp3 udostępnili je również w Spotify, zanotowali większą sprzedaż w porównaniu z liczbą kopii pobranych nielegalnie z serwisów. W przypadku wykonawców, którzy tego nie zrobili, liczba albumów sprzedanych i pobranych nielegalnie była podobna – wylicza Pluta. Oferta takich dostawców jak Spotify czy Deezer jest skierowana do każdej osoby posiadającej smartfon czy system audio. W pierwszym przypadku abonent za niewielką miesięczną opłatą ma nielimitowany dostęp do ponad 20 milionów utworów. Może też słuchać muzyki za darmo, jeśli zdecyduje się na odbieranie reklam.

Zdaniem Wierzbowskiej elastyczność i dostępność oferty jest tylko jednym, chociaż ważnym elementem w walce z kradzieżą własności intelektualnej. – Rynek muzyki i filmów nie do końca się da porównać, bo te same utwory muzyczne odtwarzamy wielokrotnie, a treści wideo raczej nie. Jednak na rynku muzycznym zawarto pewnego rodzaju kompromis, który w niektórych krajach ogranicza zjawisko piractwa – przyznaje prezes Stowarzyszenia Sygnał.

Część internautów nie rozpoznaje nielegalnych serwisów