Ponad 200 godzin czasu antenowego czterech największych kanałów zajmował w 2013 r. product placement. Z szacunków Pentagon Research dla DGP wynika, że wydatki na lokowanie przekroczyły 150 mln zł.
Product placement, który w latach 90. tylnymi drzwiami zaczął wchodzić do polskich stacji, dziś święci triumfy. – Nie ma już formatów telewizyjnych, poza tymi których prawo nie pozwala okupować komercyjnie i gdzie nie znajdzie się choćby jeden brand – komentuje Beata Bacieczko, szefowa agencji LiquidThread. Od 2011 r., kiedy to implementowano u nas dyrektywę audiowizualną, w pełni legalizującą product placement, mniej lub bardziej nachalne reklamy produktów, marek czy usług pojawiły się w każdym serialu, show czy choćby w czasie zwykłej prognozy pogody. Dzięki lokowaniu produktu polscy widzowie wiedzą, jaką kawę piją bohaterowie „Klanu”, czym doprawia potrawy Magda Gessler i jakie płatki śniadaniowe jedzą modelki z hitu TVN. – Parę lat temu to była ciekawostka, dziś wydatki na lokowanie produktu stanowią 2–3 proc. wszystkich wydatków na telewizję i cały czas rosną. To ładny kawałek reklamowego tortu – uważa Tomasz Sieniutycz z Pentagon Research. Z szacunków tej instytucji wynika, że realna wartość telewizyjnego product placementu w 2013 r. wyniosła około 100 mln zł. – A czarny rynek, gdzie transakcji nie realizuje się oficjalnie przez biuro reklamy, ale zawiera się je bezpośrednio pomiędzy producentem programu a klientem, to kolejne 50 mln zł – szacuje Sieniutycz.
Z raportu, jaki Pentagon Research przygotowało dla DGP, wynika, że długość lokowania produktów w zeszłym roku na antenie Polsatu, TVN i dwóch głównych kanałów TVP przekroczyła 217 godzin. Najchętniej w ten sposób reklamują się firmy z branży FMCG, rozrywkowej, motoryzacyjnej i telekomunikacyjnej. Najczęściej widać je w programach śniadaniowych. Między 8 a 10 rano zanotowano w zeszłym roku ponad 20 tys. ekspozycji. A ile to kosztuje?