statystyki

Dziennikarka z Białorusi: Strachem nas nie wezmą [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Magdalena Rigamonti02.10.2020, 07:45; Aktualizacja: 02.10.2020, 07:54
Julia Słucka, szefowa białoruskiego Press Clubu. Fot. Maksymilian Rigamonti

Julia Słucka, szefowa białoruskiego Press Clubu. Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Maksymilian Rigamonti

Łukaszenka ciągle myśli, że można wrócić do tego, co było. Nie można. On wierzy, że protesty się skończą i będzie tak, jak było. Nie będzie. Z Julią Słucką rozmawia Magdalena Rigamonti.

Wygwizdano premiera Mateusza Morawieckiego na niedawnym koncercie solidarności z Białorusią.

Słyszałam.

Gwizdali Białorusini czy Polacy?

Nie wiem. Poza tym Biełsat, polski kanał TVP po białorusku, tego nie pokazał.

Cenzura?

...

Nie odzywa się pani.

Biełsat robi dobrą robotę dla Białorusi. Ale w telewizji w czasie koncertu było tylko o tym, ilu białoruskich dziennikarzy straciła telewizja Biełsat. Zraniło mnie to, bo ani słowa o innych. Ani słowa o tym, ilu innym dziennikarzom z białoruskich mediów połamano ręce, ilu pobito, ilu przeszukano mieszkania. Widziała pani, tu przed chwilą weszła dziewczyna z portalu KuKu.org. Taki, można powiedzieć hipsterski, ale odważny portal polityczny. Część redakcji jest już w Warszawie, a właściciel siedzi w więzieniu w Mińsku. Ta dziewczyna miała rewizję w domu. Dlatego jest tu, w Warszawie. Nie wiadomo, czego szukali. Ale chodziło o to, żeby nas przerazić, złamać, żebyśmy mordy zamknęli po prostu. A ogólnie to chodzi o to, żebyśmy wszyscy bali się o siebie, o zdrowie, o życie, żebyśmy nie pisali i nie mówili o tym, co się dzieje na Białorusi już drugi miesiąc. Strachem nas nie wezmą.

To wezmą biciem i torturami.

Nie wezmą. Ci koledzy, którzy byli bici czy torturowani, już w większości pracują, z różnych miejsc, ale pracują. Pani przecież wie, że dziennikarze są na pierwszej linii frontu, są w robocie, więc łatwiej ich aresztować, oskarżyć, pobić, represjonować, torturować. Biją przy zatrzymaniu, bili w areszcie. Teraz biją mniej. Najgorzej było przez pierwsze dni po wyborach prezydenckich: 10, 11 i 12 sierpnia. Teraz władza postawiła na zastraszanie, byśmy trzymali się jak najdalej od wydarzeń i uważali na to, co piszemy. Pokazali, jak skutecznie przestraszyć. Przecież trzech dziennikarzy zostało rannych. Zostali postrzeleni podczas relacjonowania protestów. Wiem, że jak się tak mówi, to po ludziach spływa. Ale jak powiem, że od momentu wyborów przeciwko 52 dziennikarzom użyto przemocy, to już robi to większe wrażenie, prawda? A jak dodam, że nawet ci, którzy dostali gumowymi kulami, mają straszne problemy zdrowotne, to... Albo nie, powiem tak, że któregoś dnia w czasie protestów grupa kolegów stała razem. Wszyscy w kamizelkach z napisem „Prasa”. I nagle omonowiec odwrócił się w ich stronę i strzelił. Natalia Łubniewska, dziennikarka „Naszej Niwy”, dostała w nogę. Niby nic, guma. Ale rana się nie zrasta, do tego się paprze, gnije, została dziura po kuli. Są ludzie, którzy zostali ranni w brzuch. Rany nie zrastają się od tygodni. Teraz rozumie pani, co się u nas dzieje?


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane