W związku z panującą epidemią COVID-19, na rynku gastronomicznym zauważalne jest zjawisko spadku obrotów. Wielu restauratorów ma kłopoty z zachowaniem ciągłej sprzedaży oraz osiągnięciem zamierzonych zysków. Przyczyna jest oczywista – Polacy włączają oszczędności i wskutek strachu przed utratą pracy, zmniejszeniem płac czy skróceniem etatu rzadziej odwiedzają swoje ulubione punkty gastronomiczne. Lepiej wygląda sytuacja w branży fast-food.

Większość klientów przeniosła się z konsumpcji na miejscu do kanału delivery. Polacy pracując na zasadzie home office zaczęli korzystać z formy dowozów jedzenia. – Od połowy marca wprowadziliśmy zmiany w funkcjonowaniu niektórych naszych konceptów. Ze względu na panująca epidemię nasze punkty franczyzowe realizowały zamówienia wyłącznie w formie na dowóz lub z odbiorem. Dostosowaliśmy się do rozporządzenia rządu o zamknięciu lokali i wdrożeniu rekomendowanej formy serwowania dań wśród klientów. Pizzerie Biesiadowo działały wyłącznie na zasadzie dowozu produktów – mówi Wojciech Goduński, właściciel P.P.H.U. Wojtex. Podobnie było w przypadku sieci Western Tortilla, czy pizzerii Piramid Pizza – klienci zamawiali on-line.

– Inne zjawisko zauważyliśmy natomiast przy koncepcie Speedy Romano, pizzerii, które działają w formie tzw. „shadow kitchen”, czyli lokalu, który w swoim zapleczu posiada wyłącznie kuchnię, a posiłki serwowane są wyłącznie w formie dowozu – zaznacza Wojciech Goduński, i dodaje: – W pierwszych dniach, kiedy ogłoszono stan pandemii dało się zaobserwować lekki spadek obrotów, który był najprawdopodobniej spowodowany dużymi zapasami żywności zmagazynowanej w domach klientów. Jednak już po kilku dniach nastąpił wzrost obrotów. Zauważyliśmy wzmożony ruch wśród nowych klientów, którzy z nami zostali i cyklicznie składają zamówienia. Od 18 maja, po zniesieniu części obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa widzimy, że część klientów z utęsknieniem odwiedza swoje ulubione restauracje, ale tak samo jak nasi franczyzobiorcy, klienci przyzwyczajają się do „nowej normalności”. Każdy musi dbać o swoje oraz innych bezpieczeństwo.

Powrót do funkcjonowania odbywa się etapowo: restauratorzy uczą się nowych reguł prowadzenia lokali oraz zasad higieny. Klienci natomiast zachowawczo podchodzą do miejsc publicznych oraz skupisk ludzi. Będą musieli odzyskać zaufanie oraz poczucie bezpieczeństwa poza własnym domem. – Dużo zawdzięczamy również istnieniu na rynku jako sieć – silne marki zawsze mniej odczują kryzys, niż małe restauracje, które muszą radzić sobie same. Okres epidemii spowodował zwiększenie liczby potencjalnych franczyzobiorców – właściciele restauracji, które zbankrutowały wskutek panowania koronawirusa szukają u nas wyjścia awaryjnego – podsumowuje