- Rozumiem, że trzeba pieniędzy na sfinansowanie dopłat na dzieci. Ale może warto wyłączyć z podstawy opodatkowania kredyty hipoteczne? Albo nowe kredyty, żeby nie blokować ich udzielania - uważa Krzysztof Rosiński, prezes Getin Noble Banku.
Reklama
Sejm zaczął prace nad podatkiem bankowym. Bankowcy – co naturalne – są mu przeciwni.
Podatek bankowy to tak naprawdę element większej układanki, która dotyczy możliwości kapitałowych – nie tylko naszych, ale całego sektora. Ja liczę to tak: narzut kapitałowy na franki to 9 mld zł. Do tego wymóg kapitałowy rośnie o kolejne 2 mld zł. Podatek bankowy to ma być 6 mld zł. Dochodzi do tego 2 mld zł wypłaty na depozyty dla klientów SK Banku i 600 mln zł na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. W sumie to niemal 20 mld zł zablokowanych lub wykorzystanych kapitałów. Te pieniądze nie mogą być wykorzystane na akcję kredytową. W skrajnym scenariuszu taka kwota w kapitałach pozwala na zwiększenie salda kredytów o 200 mld zł. Uważam to za duży problem dla gospodarki.

Reklama
Zmniejszycie wartość kredytów?
Tak, przewidujemy spadek salda kredytowego w przyszłym roku i podniesienie marż na kredytach hipotecznych. Podniesiemy je zapewne do takiego poziomu, że ich sprzedaż praktycznie się zatrzyma. Lekko zmniejszymy nawet pożyczki gotówkowe i będziemy je sprzedawać z wyższą prowizją. Zmniejszymy finansowanie dla małych i średnich firm. Niestety...
Konsekwencje idą jednak dalej. Dostęp do kredytów hipotecznych spadnie nie tylko ze względu na podatek bankowy i wymogi kapitałowe KNF. Od przyszłego roku do 15 proc. rośnie wkład własny, jaki będą musieli mieć kredytobiorcy. Hipotek będzie mniej, więc deweloperzy będą sprzedawać mniej mieszkań. Z czasem firmy budowlane będą mieć mniej zamówień. One mogą mieć podobne problemy jak po budowie stadionów.
W kredytach hipotecznych, które – chyba się zgodzimy – jeśli rosną w odpowiednim tempie, to są pozytywne dla gospodarki, najważniejsza jest stabilność. A teraz muszę patrzeć na to, że jak udzielam kredytu na 30 lat, to w tym czasie będzie siedem kampanii wyborczych. Na chwilę obecną to jest najbardziej ryzykowny produkt w sektorze.
Rozwiązanie?
Może warto wyłączyć kredyty hipoteczne z podstawy opodatkowania? Ja rozumiem, że trzeba pieniędzy na sfinansowanie dopłat do dzieci. Skoro z podatku bankowego ma być pięć czy sześć miliardów, to niech będzie. W zamian zwiększmy obciążenie innych rodzajów kredytów. Albo przynajmniej wyłączmy z opodatkowania nowe kredyty, tak żeby nie blokować ich udzielania. Jeszcze inny wariant jest taki, żeby po prostu opodatkować zyski banków. Może nie 19 proc., a 50 proc.?
Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła niedawno „domiary kapitałowe” dla banków z dużymi portfelami kredytów we frankach. Getin Noble Bank dostał jedne z najwyższych domiarów. W dodatku efektem jest niespełnianie wymogów nadzoru. Ile kapitału brakuje?
Są cztery wskaźniki: kapitału podstawowego i całkowitego, oba na poziomie jednostkowym i skonsolidowanym. W zależności od tego, który wskaźnik bierzemy pod uwagę, to są to kwoty od 500 mln zł do miliarda. Cztery banki dostały wyższe niż my narzuty kapitałowe, bo mają większe portfele kredytów walutowych.
Jak te pieniądze zbierzecie?
W przeszłości nie zwracaliśmy specjalnie uwagi na to, jak „optymalizować” wskaźniki, dlatego że to kosztuje. Podam przykład. Jeśli bank zbiera regularnie operaty szacunkowe do zabezpieczeń kredytów hipotecznych, to takie kredyty mają niższą wagę ryzyka i mniej obciążają kapitały. Nie robiliśmy tego, bo dla takiego portfela jak nasz tego typu operacja to koszt 15 mln zł. Ale teraz to zrobimy, bo to podniesie nam współczynniki kapitałowe od 0,5 do 1 pkt proc. To tak jakbyśmy podnieśli kapitał o paręset milionów złotych. Wynajęliśmy już trzy największe w Polsce firmy robiące te operaty i zapchaliśmy je robotą. Mają nam dostarczyć 6 tys. operatów miesięcznie.
Co jeśli się okaże, że wycena spadła? Będziecie żądać dodatkowych zabezpieczeń od klientów?
Nie. Kilka lat temu jeden bank próbował tak zrobić, ale wtedy pogroził mu UOKiK.
Operaty nie wystarczą. Co dalej?
Wykorzystamy to, że jesteśmy właścicielem Banku Polskich Inwestycji, który jest w procesie pozyskiwania licencji banku hipotecznego. On ma ok. 90 mln zł kapitału i współczynnik kapitałowy rzędu 70 proc. Tam przeniesiemy jakąś część zaangażowania, co poprawi jednostkowe wskaźniki Getin Noble Banku.
Oprócz tego emitujemy dług podporządkowany. Nie mamy problemu ze znalezieniem nabywcy. W najbliższym czasie będzie potwierdzenie transakcji na ok. 30 mln zł. To dołoży nam kolejne 0,25 pkt proc do końca czerwca 2016 r.
Współczynniki poprawi nam też planowane ograniczenie akcji kredytowej. Rozważamy sprzedaż pewnych aktywów, co da dodatni wynik finansowy i podniesie kapitały, a jednocześnie zmniejszy sumę bilansową. No i na samym końcu w grę wchodzi podwyższenie kapitału. Kilka dni temu akcjonariusze uchwalili możliwość emisji akcji.
Teraz raczej nie można jej przeprowadzić. Cena akcji na giełdzie to 56 gr, a wartość nominalna jest obniżana do 91 gr. Nie da się sprzedać akcji poniżej wartości nominalnej.
A jednak wszyscy istotni akcjonariusze na walnym zgromadzeniu uznali, że chcą prawa poboru akcji nowej emisji. Podkreślam jednak, że emisja to dla nas ostateczność. Oczywiście wiele się może zmienić. Gdyby kurs franka mocno poszedł w górę, to będziemy musieli uruchomić emisję.
Ale te pierwsze wymogi, na początek 2016 r., według naszej najlepszej wiedzy będziemy mieć w przybliżeniu spełnione, jeśli nic istotnego się nie zmieni do końca roku na rynkach. Co do kolejnych, mamy termin do 30 czerwca.
Kolejny problem banku to bieżące wyniki. Zwłaszcza teraz, gdy przed końcem roku pojawiły się koszty upadłości SK Banku, a w nowym trzeba będzie zasilić Fundusz Wsparcia Kredytobiorców i pojawi się podatek bankowy. Zapewne w IV kw. bank wykaże stratę. Co zrobicie dla poprawienia rentowności?
Fundusz wsparcia prawdopodobnie również obciąży wyniki w tym roku.
Dla nas najbardziej istotna sprawa to wynik odsetkowy, a przede wszystkim koszty finansowania. W tym roku ograniczyliśmy go już o 60 punktów bazowych. To dużo. Nasze saldo depozytów to ponad 50 mld zł, w większości są to depozyty detaliczne. 60 punktów w skali 12 miesięcy to 300 mln zł. Daje to pewien potencjał na przyszły rok.
Jak udało się ograniczyć te koszty? Po prostu obniżając oprocentowanie?
Mamy więcej rachunków osobistych, a w związku z tym więcej tzw. osadu. Więcej pieniędzy mamy na kontach oszczędnościowych dzięki przechodzeniu klientów z depozytów. Oprócz tego obniżaliśmy stawki.
Mimo to o Getin Banku mówi się, że np. na rynku depozytów dla firm daje bardzo wysokie oprocentowanie. Szczególnie pod koniec każdego kwartału, kiedy dobrze jest pochwalić się skutecznością w pozyskiwaniu finansowania.
Taką mamy politykę. Jeśli klientom indywidualnym oferuję, powiedzmy, 2,7 proc., a firmom dam 1,8 proc., to dla mnie jest to dużo tańsze, choć na rynku depozytów korporacyjnych to jest bardzo wysoka stawka. W innym banku klient firmowy dostałby 1,2–1,3 proc.
Sposób na lepsze wyniki to zwiększanie liczby klientów. Ile rachunków przybyło w tym roku?
Zyskaliśmy ok. 150 tys. nowych rachunków. Przyrost jest mniejszy, bo my również zamykamy rachunki. Ale najważniejszą kategorią nie są dla nas same rachunki. Ważne, aby należały do aktywnych klientów. Takich pozyskaliśmy kilkadziesiąt tysięcy. W przyszłym roku chcemy ten wynik podwoić.
Przekroczycie 100 tys.?
Może nie, ale to będzie wysokie kilkadziesiąt tysięcy. Od ilości ważniejsza jest jakość.
Ilu takich klientów macie obecnie?
Wszystkich klientów mamy ok. 2,4 mln. Naprawdę aktywnych jest poniżej pół miliona. Konkurenci, czyli banki, z którymi się porównujemy, mają bliżej miliona takich klientów. Dojście do tego poziomu jest naszym celem.
Budowa banku detalicznego musi potrwać i jest dość kosztowna.
Nie ma innej drogi. Wiele innych już sprawdziliśmy. W przeszłości osiągnęliśmy mocną pozycję w kredytach hipotecznych.
Dzięki frankom.
To prawda. Moi poprzednicy – co chciałbym tu wyraźnie podkreślić – uważali, że to dobra droga rozwoju. Ale zbudowaliśmy też bardzo dobry biznes finansowania zakupów samochodów. Jesteśmy pod tym względem numerem jeden w Polsce z udziałem rzędu 40–50 proc.
Na ile ten biznes jest rentowny?
Dziś daje więcej niż połowę zysku grupy, podczas gdy stanowi on mniej niż jedną piątą salda kredytowego. Za to na kredytach frankowych tracimy rocznie 100–150 mln zł. Na samym „sześciopaku”, czyli rozwiązaniach przyjętych przez Związek Banków Polskich po styczniowym umocnieniu franka, tracimy 35–40 mln zł netto w skali roku. Ale to jest też kwestia wysokich kosztów finansowania i ryzyka.
Mimo to jeśli popatrzeć na cały bank, to koszty ryzyka mamy w tym roku najniższe w historii. Są one o połowę niższe niż dwa, trzy lata temu. Osiągnęliśmy to dużą aktywnością w sprzedaży portfela kredytów niepracujących. Pod tym względem jesteśmy w tym roku absolutnym nr 1 na rynku. To jest kwota rzędu 2 mld zł, a jeszcze trochę mamy na sprzedaż. Oprócz tego sami jesteśmy aktywni w windykacji. Zatrudniamy do tego 600 osób. Mamy jakby dużą spółkę windykacyjną w środku banku. Chyba w żadnym innym banku nie ma tak dużego obszaru windykacji.
Jakie są plany na 2016 r.?
Ponieważ sektor bankowy jest pod ostrzałem, i to z ciężkiej broni maszynowej, a dodatkowo trwa regularne bombardowanie różnymi dodatkowymi wymogami kapitałowymi, trzeba dobrze się okopać. Innymi słowy, trzeba mieć bardzo silne fundamenty biznesu. Dla nas jest to automotive i budowanie solidnego detalu.
Znaczenie ma przede wszystkim jakość usług. Ludzie za jakość chcą już płacić. Biedronka się zmieniła. Dworce się zmieniły. Lotniska się zmieniły. Jest już pewien standard, którego ludzie oczekują. Konkuruje się już nie tylko ceną.