Nie chcę się tutaj odwoływać do opinii prawnych Krajowej Rady Sądowniczej, opinii Europejskiego Banku Centralnego, kancelarii prawnych, ale przede wszystkim do zdrowego rozsądku i interesu długookresowego Polski. Ustawa dotycząca subwencjonowania przez banki jednej grupy klientów niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw o charakterze fundamentalnym – ustrojowym oraz gospodarczym.
Jakie są zatem krótkookresowe i długookresowe skutki takiej polityki w sferze wartości i w gospodarce? Czy uprzywilejowanie tych, którzy zaciągnęli kredyty we frankach szwajcarskich w celu poniesienia niższych kosztów finansowania, jest warte ingerencji państwa w życie społeczne i gospodarcze? Jakie zachodzą nadzwyczajne okoliczności uzasadniające taką ingerencję, która pozwala na naruszanie podstaw gospodarki rynkowej dla wąskiej grupy – w większości zamożnych i świadomie podejmujących decyzje kredytobiorców? Czy po to przez 25 lat budowaliśmy gospodarkę, aby w tak ograniczonej zasięgiem kwestii stracić wiarygodność i poczucie trwałości zasad gospodarczych i prawnych? To jest otwarcie puszki Pandory dla wszystkich populizmów. Ta ustawa przesuwa czerwoną linię tego, czego państwo w interesie obywateli i własnym robić nie powinno. Czy inne grupy społeczne nie mają formułować ważnych roszczeń tylko dlatego, że nie stanowią zwartego lobby wyborców zintegrowanych wspólnym interesem gospodarczym?