Interchange to prowizja, jaką bank wydawca karty płaci właścicielowi bankomatu za każdą wypłatę zrealizowaną przez użytkownika karty. Z kolei surcharge to dodatkowa opłata, jaką właściciel bankomatu mógłby pobierać bezpośrednio od użytkownika karty.

Obecnie interchange wynosi 1,2–1,3 zł, co jest na tyle niską kwotą, że wiele banków wzięło ją na siebie, a klientom zaoferowało możliwość bezpłatnego pobierania gotówki ze wszystkich bankomatów – także tych należących do konkurencji. Jeżeli opłata pójdzie w górę, np. do 3 zł, to instytucje mogą stanąć przed koniecznością przerzucenia jej – przynajmniej w części – na klientów.

Drugi scenariusz, przewidujący wprowadzenie surcharge, oznaczałby, że za każdą transakcję w bankomacie klient płaciłby prowizję bezpośrednio do kieszeni właściciela maszyny. Najlepiej zarabiałyby na tym oczywiście te instytucje, które mają najlepiej rozwiniętą sieć bankomatów.

Temat poprawy rentowności tej części biznesu pojawił się w ubiegłym roku, gdy obniżono interchange od transakcji bezgotówkowych, czyli prowizję, jaką właściciele sklepów odprowadzają do banków z tytułu przyjętych płatności kartami. Limit ten jeszcze niedawno wynosił 1,6 proc., a teraz spadł do 0,2–0,3 proc. Banki szukają więc zysków gdzie indziej, m.in. również w bankomatach. Tu bowiem interchange nie jest ustawowo regulowana i zależy wyłącznie od MasterCarda i Visy.

Z naszych informacji wynika, że do nieformalnej koalicji właścicieli największych sieci bankomatów w Polsce na razie należą banki działające w ramach Rady Wydawców Kart Bankowych. Niewykluczone, że w najbliższej przyszłości dołączą do niej również właściciele sieci niezależnych, takich jak Euronet czy IT Card. Instytucje te chcą połączyć siły i walczyć o wyższe przychody. Ich podstawowym źródłem jest dziś interchange bankomatowa, która wynosi w Polsce 1,2–1,3 zł od każdej wypłaty, niezależnie od jej wysokości.

– Ta stawka stawia pod znakiem zapytania opłacalność biznesu bankomatowego. Nie uwzględnia bowiem choćby konieczności inwestycji w wymianę starych bankomatów na urządzenia nowej generacji – mówi Jarosław Chrzanowski, prezes spółki IT Card, która jest właścicielem sieci Planet Cash. Specjaliści podkreślają, że największymi beneficjentami sytuacji panującej na polskim rynku są te banki, które nie zainwestowały we własne bankomaty, lecz korzystają z urządzeń zainstalowanych przez konkurencyjne instytucje, a dzięki niskim stawkom prowizji ograniczają sobie koszty.

– Według naszej oceny przy dzisiejszej ekonomice biznesu płatniczego stawki opłat za wypłatę z bankomatów dla banków nieposiadających własnej sieci są zdecydowanie za niskie. Na dłuższą metę nie da się tego utrzymać – mówi przedstawiciel banku posiadającego jedną z większych sieci bankomatów w Polsce. Właściciele sieci bankomatów chcieliby więc, aby interchange wynosiła tyle, ile w większości krajów Unii Europejskiej, gdzie za każdą zrealizowaną wypłatę operator urządzenia otrzymuje 75 eurocentów (obecnie 3,14 zł), choć osiągnięcie tej wartości jest mało realne. Mimo że w Polsce interchange bankomatowa do niedawna miała porównywalną wysokość 3,5 zł. Zmieniło się to w 2010 r., gdy organizacje płatnicze pod naciskiem mniejszych banków zdecydowały się na drastyczną obniżkę prowizji.

Czy teraz je podniosą? – Temat modelu biznesowego działalności bankomatowej jest obecnie przedmiotem analiz – w ten sposób na to pytanie odpowiedziało nam biuro prasowe Visy Europe w Polsce. MasterCard w ogóle nie chciał sprawy komentować. Wiemy jednak, że temat jest bardzo gorący, a rozmowy między organizacjami i bankami już trwają. Powołany właśnie przez właścicieli bankomatów zespół ma zwiększyć skuteczność nacisków na MasterCarda i Visę. Ale podniesienie interchange to tylko jedno z możliwych rozwiązań kwestii opłacalności biznesu bankomatowego. Innym, choć mniej prawdopodobnym wyjściem jest wprowadzenie surcharge. Taki pomysł był już przedmiotem badań specjalnego zespołu, powołanego w 2014 r. przez Narodowy Bank Polski. W jego skład weszły banki, operatorzy bankomatów i organizacje konsumenckie.

Zwolennicy wprowadzenia surcharge przekonywali wówczas, że dzięki niej bankomaty opłacałoby się instalować w miejscach, w których dotychczas ich nie ma lub jest ich mało, a więc na przykład na wsiach. Przeciwnicy z kolei podnosili, że odbyłoby się to ze szkodą dla użytkowników kart, bo musieliby płacić więcej za coś, za co wcześniej płacili mniej. Ponadto pojawiło się ryzyko, że po wprowadzeniu surcharge na bankomaty z podobnym postulatem wystąpią operatorzy terminali służących do przyjmowania płatności w sklepach. A to już działałoby na niekorzyść rozwoju obrotu bezgotówkowego.

Ostatecznie zespół pod kierownictwem banku centralnego opowiedział się przeciwko wprowadzaniu surcharge. Przeważyło przekonanie, że umożliwienie pobierania tej opłaty przyniosłoby więcej szkody niż pożytku. Bo nawet jeżeli gdzieś nie ma bankomatu, to dostęp do gotówki jest łatwy ze względu na gęstą sieć oddziałów banków, placówek SKOK czy Poczty Polskiej. Właścicielom bankomatów może więc być dziś trudno przekonać władze do ustawowego uregulowania kwestii surcharge. Zwłaszcza że w projekcie unijnej dyrektywy PSD II znajduje się zapis, który zakłada zakaz stosowania surcharge dla transakcji instrumentami, które są regulowane. A do takich instrumentów już za kilka miesięcy należeć będą karty debetowe i kredytowe.

Niezależnie od przyjętego rozwiązania, zmiana dzisiejszego stanu rzeczy wpłynęłaby niekorzystnie na wizerunek instytucji finansowych w Polsce. Dlatego możliwe jest jeszcze inne rozwiązanie problemu, czyli połączenie bankomatów w sieć krajową i ominięcie opłat processingowych, jakie zarówno właściciele bankomatów, jak i wydawcy kart ponoszą na rzecz organizacji płatniczych. To, że takie rozwiązanie może być skuteczne, pokazuje przykład Blika, czyli systemu płatności mobilnych uruchomionego niedawno przez sześć dużych banków. Blik oferuje wypłaty gotówki z bankomatów za pomocą telefonu. Mimo że stawka interchange wynosi w tym wypadku 1,2 zł, czyli tyle samo co przy kartach, bankom – ze względu na ominięcie opłat na rzecz MasterCarda i Visy – bardziej się opłaca.

Banki zarabiają mniej na kartach

Dwa lata temu interchange, czyli prowizja, jaką właściciele sklepów odprowadzają do banków z tytułu przyjętych płatności kartami, wynosiła w Polsce ok. 1,6 proc. i należała do najwyższych w Europie. W 2012 r. NBP wykazał jednak, że wysokie koszty obsługi transakcji bezgotówkowych są barierą w rozwoju punktów handlowo-usługowych, w których można zapłacić kartą. Powołano zespół, który miał znaleźć kompromis. Jego pracę bojkotował jednak MasterCard, dowodząc, że przez udział w gremium narazi się na oskarżenie o zmowę cenową. Ostatecznie kompromisu nie zawarto, a handlowcy przekonali parlament do uregulowania tej kwestii ustawą.

W międzyczasie organizacje płatnicze zdecydowały o dobrowolnym obniżeniu od 2013 r. interchange do 1,2–1,3 proc. Kilka miesięcy później powstał projekt nowelizacji ustawy o usługach płatniczych, w którym na prowizję od transakcji kartami nałożono limit w wysokości 0,5 proc., który wszedł w życie w lipcu 2014 r. Natomiast pod koniec 2014 r. przygotowano kolejną nowelizację, obniżającą interchange do 0,2–0,3 proc. odpowiednio dla kart debetowych i kredytowych. Te stawki obowiązują od końca stycznia.

Prezes Citi Handlowego: Nie ma nic za darmo

Odchodzimy od „bankowości za zero”, która była prowadzona w przeszłości przez część sektora. Bo tak naprawdę nie ma czegoś takiego, jak usługi za zero. Usługi, za które nie pobiera się opłat, to usługi, za które pobiera się opłaty gdzie indziej – stwierdza w rozmowie z DGP i radiową Trójką prezes banku Citi Handlowego Sławomir Sikora. Odnosi się w niej również do problemów frankowiczów. – Zgadzam się, że kryzys frankowy nadszarpnął wizerunek bankowców, ale to politycy i media podtrzymywali potrzebę udzielania kredytów we frankach – uważa. I przypomina o korzyściach dla klientów, którzy przez wiele lat płacili niższe raty niż klienci zadłużeni w złotych. – Te koszty nie mogą spaść tylko na banki – kwituje.