Autopromocja

Polacy na każdym kroku odczuwają wszechobecną drożyznę

Inflacja w Polsce
Shutterstock
12 czerwca 2022

Klasa średnia szykuje się na kryzys. A niektórzy twierdzą, że już go doświadczają.

By stwierdzić, jakie konsekwencje dla klasy średniej mają wysoka inflacja, rosnące koszty życia i rat kredytów (a jesteśmy świeżo po dziewiątej podwyżce stóp procentowych), trzeba określić, kto do tej grupy się zalicza. Upraszczając: mamy kryterium dochodowe i zawodowe – i według najróżniejszych opracowań dają one podobne rezultaty: „średniakami” jest nieco ponad połowa Polaków (przy ok. 37 proc. klasy niższej i 12 proc. wyższej). Dla przykładu: badania CBOS mówią, że z klasą średnią utożsamia się aż 77 proc. z nas, choć dzielimy się tu jeszcze na podgrupy: średnią właściwą (46 proc.), niższą (14 proc.) i wyższą (17 proc.). Z kolei eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego przyjęli, że do klasy średniej zaliczają się gospodarstwa domowe z 1,5 tys. – 4,5 tys. zł dochodu netto do dyspozycji na głowę. Wyróżniają też najbardziej charakterystyczne dla tej warstwy zawody. To m.in. właściciele średnich firm, urzędnicy i menedżerowie średniego szczebla, technicy wyższego szczebla, pracownicy umysłowi, urzędnicy, przedsiębiorcy. I na koniec – wyższym wykształceniem legitymuje się 26 proc. klasy średniej (dla porównania 55 proc. – wyższej i 5 proc. – niższej).

Profesor Gavin Rae, socjolog, kierownik Katedry Nauk Społecznych w Akademii Leona Koźmińskiego, przyznaje, że nie ma jasnej definicji klasy średniej. Różne badania pokazują, że w Polsce to znaczna grupa, zarabiająca powyżej przeciętnych dochodów. Ale nie tylko to ją wyróżnia. Także rodzaj wykonywanej pracy, która jest bardziej kreatywna, samodzielna. To osoby, które dotąd miały kwalifikacje gwarantujące względne bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia. Wyróżniało je także miejsce zamieszkania, bardziej w nowym budownictwie, kamienicy niż wielkiej płycie. Ale jak to teraz osiągnąć, kiedy o kredyt coraz trudniej (znów kłania się środowa decyzja NBP)? Dlatego ten wyznacznik klasy średniej, zdaniem socjologa, upada. I nie tylko on. – Budowała się w Polsce na ideologii indywidualizmu. A przyświecała jej myśl, że damy sobie radę, jeśli dostaniemy swobodę, wolny rynek, a państwo będzie trzymało się od nas jak najdalej. Teraz w kryzysie klasa średnia także oczekuje więcej od państwa, co nie jest spójne z jej pierwotnym wizerunkiem. Ludzi jednak zmusza do tego sytuacja. Rosnące ceny usług prywatnych, opieki medycznej, edukacji, z których dotąd chętnie korzystali – mówi prof. Rae. Przewiduje, że dla tych osób najboleśniejsze okażą się jakiekolwiek oszczędności w ramach kapitału ludzkiego. Edukacja, dodatkowe lekcje dla dzieci są kluczowe dla osób z aspiracjami. Dla nich wiedza i wykształcenie mają jasne powiązanie z mocniejszą pozycją zawodową.

Stereotypowy obraz wielkomiejskiej klasy, która przy stosunkowo niskim nakładzie pracy zarabia nieźle (zwłaszcza dzięki wykształceniu), nie jest całkiem trafiony. A to oznacza, że i mierzenie się z dzisiejszą drożyzną będzie w tej grupie przybierało różne formy. Ekonomiści są jednak zgodni, że to od jej decyzji będzie zależało, jak uporamy się z kryzysem jako kraj. A nieuchronne wybory, jakie stoją przed klasą średnią, idą znacznie dalej niż rezygnacja z kubka latte.

Ambicje na talerzu

– wylicza Paula Wawrzyniak, mama dwójki dzieci w wieku szkolnym. Mieszka w Warszawie, pracuje w firmie działającej na rynku deweloperskim. Kilka lat temu wzięła z mężem kredyt w złotych na zakup mieszkania. Rata urosła w ostatnich miesiącach o ok. 300 zł. Do tego koszty leasingu samochodu, którym jeździ jej prowadzący własną działalność mąż – kolejne 300 zł na minusie. Jak sama mówi, zalicza się do klasy średniej. Ciężko pracującej na swoje utrzymanie, co podkreśla kilka razy. – mówi.

Dzieci Pauli chodzą do szkoły publicznej. Dojazdy odpadają, bo spacerem pod bramę to góra kwadrans. Mąż z samochodu zrezygnować nie może, bo elementem jego pracy są wyjazdy służbowe po kraju.

Paula ma siostrę, której córka od września miała pójść do renomowanej szkoły niepublicznej. Czesne to ok. 2,3 tys. zł. – pyta Beata Wawrzyniak.

– opowiada Joanna Raczyńska. Przekonuje, że to rozumie. Jako absolwentka filologii zatrudniona w wydawnictwie sama wdraża swój pakiet oszczędnościowy.

Kolejny głos w tej dyskusji: Karolina. Jest pracownikiem naukowym. Zajmuje kierownicze stanowisko w zespole realizującym granty ze środków publicznych. Ma tytuł doktora, jest w trakcie habilitacji. – ironizuje. Tłumaczy, że raz w tygodniu, po rodzinnym obiedzie, dostaje prowiant w postaci kotletów, zup i sałatek. W ten sposób w tygodniu niemal nie wydaje na jedzenie. W jej zespole badawczym tylko ona ma taki komfort. Ostatnio dwie osoby zrezygnowały z kariery naukowej na rzecz pracy typowo komercyjnej, za to lepiej płatnej.

Nasze rozmówczynie stawiają sobie za punkt honoru, że nie naruszą zgromadzonych oszczędności. Te są różne, od 5 tys. do 45 tys. zł. Wszystkie na czarną godzinę, która ich zdaniem jeszcze nie nadeszła. Równocześnie przyznają, że dziś nie są w stanie odkładać drobnych sum, tak jak robiły to rok czy dwa lata temu.

Podwyżki dla zdrowia

Alicja Defratyka, ekonomistka, autorka projektu Ciekaweliczby.pl, mówi, że inflacja dotyka wszystkich demokratycznie. Owszem, osoby biedniejsze najbardziej. Zwłaszcza gdy ich budżet wymusza na nich dokonywanie podstawowych wyborów: wydać pieniądze na leki, jedzenie czy na czynsz? Ale ci, którzy zarabiają powyżej średniej krajowej, też ją odczuwają. Dużym nadużyciem i nietaktem byłoby stwierdzenie, że wystarczy, by zrezygnowali z kilku latte kupowanych w ulubionych kawiarniach.

– mówi Defratyka.

Dlatego nie zgadza się z opiniami, że osoby bogatsze „nie znają prawdziwego życia”. Każde życie jest prawdziwe. Analityczka zwraca uwagę, że największy problem ze spłatą kredytów mieszkaniowych mogą mieć osoby, które wzięły je w czasie praktycznie zerowych stóp procentowych, czyli od końca maja 2020 r. do początku października 2021 r. Łącznie zaciągnięto wtedy ok. 330 tys. kredytów mieszkaniowych. mówi.

Przekonuje, że w poprzednich latach wcale nie żyliśmy ponad stan. Jak kogoś było stać na zakup mieszkania, to po prostu to robił. Była też presja na posiadanie własnego lokum, które stało się wyznacznikiem statusu.

– wylicza. – mówi.

Największą siłę powinna mieć analiza wydatków na nałogi. – mówi Alicja Defratyka.

Hulajnoga, hulaj dusza

O tym, że inflacja, wyższe ceny i stopy procentowe wpływają na zachowania Polaków, mówią też wyniki najnowszego badania ARC Rynek i Opinia. Więcej niż jedna trzecia Polaków przyznaje, że musiała ograniczyć codzienne wydatki, by pieniędzy wystarczyło na cały miesiąc. Co czwarty twierdzi, że przez wyższe ceny brakuje mu na rzeczy podstawowe. Dla 38 proc. osób to powód rezygnacji z wyjścia do restauracji, dla 35 proc. jeżdżenia samochodem ze względu na wysokie ceny benzyny, a dla 5 proc. nawet jego sprzedaży.

. – mówi Adam Jędrzejewski, prezes i założyciel Stowarzyszenia Mobilne Miasto. Ocenia, że aspekt ekologiczności ma znaczenie, ale nie on powoduje zmianę nawyków. Decyduje o tym przede wszystkim cena i wygoda. – dodaje. Drogie paliwa, jak mówi, mają znaczenie w nasilaniu się trendu, zgodnie z którym nie chcemy posiadać, lecz używać i współdzielić. Stąd rosnąca popularność samochodów na wynajem krótkoterminowy, hulajnóg i rowerów oferowanych na minuty.

O popycie na te usługi świadczy ich rozwój. Jak wynika z danych Mobilnego Miasta za I kw. tego roku, hulajnogi są dostępne w 89 miastach, a łączna flota liczy niemal 45 tys. sztuk. To prawie trzy razy więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. Rowerów w ulicznych wypożyczalniach jest blisko 15,5 tys. (rok temu – ok. 13,5 tys.).

Doktor Adam Czarnecki z firmy badawczej ARC Rynek i Opinia obserwuje, że klasę średnią zdominowały obecnie dwie skrajne postawy. Pierwsza, dominująca, to ograniczanie konsumpcji. Przede wszystkim tych usług i dóbr, które mogą zakwalifikować jako luksusowe, czyli niekonieczne do życia. Druga wychodzi ze skrajnie innego założenia: lepiej jest pieniądze wydać teraz niż czekać, aż jeszcze stracą na wartości.

Jest trzecia droga – rzeczy z drugiego obiegu. Karierę robią nie tylko second handy, lecz także sklepy charytatywne, gdzie towar dostarczają klienci, a pieniądze z jego sprzedaży trafiają do organizacji pozarządowych. Zaczęło się od ubrań. Dziś w ofercie są też np. meble.

– mówi Maciej Kosiorek, menedżer ReStore. Dodaje, że sklep ma teraz kilkadziesiąt transakcji dziennie. O połowę więcej niż przed rokiem. Dorobił się też grona stałych klientów.

To jest lifestyle

Profesor Rae zwraca uwagę, że obecny kryzys ma dla klasy średniej wymiar egzystencjalny, gdyż uderza w podwaliny tego, na czym się dotąd opierała. A w każdym razie w to, na podstawie czego się identyfikowała. – – mówi prof. Rae

Zdaniem socjologa to, na ile trwale zmienimy swoje nawyki w poszukiwaniu oszczędności, zależy dziś od czasu trwania kryzysu. – – ucina.

Doktor Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka, wykładowczyni na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, ocenia, że w przeciwieństwie do osób z najniższymi dochodami klasa średnia ma jakieś oszczędności. Pytanie na dziś i jutro brzmi więc, czy uruchomi te rezerwy, by utrzymać dotychczasowy poziom życia. –– mówi ekspertka. Dodaje, że istnieją powody do obaw. Choćby o zatrudnienie.

Ekonomistka zwraca uwagę, że im większa liczba dzieci w rodzinie, tym trudniejsze decyzje do podjęcia. – mówi.

Zakłada, że każdy przyjęty kierunek musi być przemyślany, bo kryzys, szacuje, potrwa dwa, trzy lata.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.