Na koniec października banki miały 15,6 mld zł niespłacanych kredytów konsumpcyjnych. Stanowiły one 13,2 proc. całego portfela takich należności. To wyraźnie mniej niż jeszcze rok temu. Wtedy klienci zalegali bankom na 17,4 mld zł, a i udział takich pożyczek w portfelu był większy (15,1 proc.).

Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, większą spłacalność kredytów konsumpcyjnych tłumaczy poprawą na rynku pracy. Klienci banków mają coraz większe dochody i stać ich na terminową obsługę długu. – W tym roku dochody do dyspozycji wyraźnie się poprawiły, zwłaszcza gdy zmierzymy je funduszem płac. Jego średni wzrost w tym roku to 4,7 proc. W ubiegłym było to 1,1 proc. – mówi Benecki. I dodaje, że to najwyższa dynamika od 2008 r., a więc od czasów przedkryzysowych.

Ekspert zwraca uwagę, że konsumpcja prywatna rośnie przy tym wolniej, niż wynikałoby to ze wzrostu dochodów. To może oznaczać, że Polacy oglądają dokładnie każdą złotówkę, zanim zdecydują się ją wydać. Ta ostrożność może być też skutkiem wychodzenia ze starych długów, zaciągniętych 2–3 lata temu.

Coraz mniej złych kredytów

Coraz mniej złych kredytów

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

O spłacaniu starych kredytów dzięki poprawie dochodów mówi też Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. – Część z tych kredytobiorców odzyskała pracę, zarabia i spłaca dawne długi. To, co się dzieje dziś na rynku pracy – połączenie wzrostu zatrudnienia ze zwiększeniem realnych wynagrodzeń – jest kluczowe dla spadku złych kredytów w bankach – mówi.

Inny powód lepszej spłacalności: kredyt jest tańszy w obsłudze, bo od końca 2012 r. spadają stopy procentowe. Jednak według Borowskiego ma to mniejsze znaczenie. – To jest ważne w przypadku kredytów, gdzie oprocentowanie wynosi tyle, ile maksymalny limit, a więc głównie kart kredytowych. Wynika to z dużego spadku stopy lombardowej, która jest bazą do wyliczania limitu. Odsetki od pożyczek konsumpcyjnych spłacanych w ratach są z reguły niższe niż dopuszczalny limit – mówi ekonomista.

Według danych NBP średnie oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych ogółem rzeczywiście spadło w ciągu ostatniego roku – ale nie był to znaczący spadek. W październiku ubiegłego roku wynosiły one 12,7 proc., teraz jest to 11,1 proc., przy czym większość tego spadku nastąpiła dopiero w październiku.

Ekonomista Credit Agricole uważa, że proces zmniejszania się ilości złych kredytów w bankach będzie postępował, bo sytuacja na rynku pracy będzie coraz lepsza. Głównie dzięki przyspieszającym inwestycjom prywatnym, do których po pewnym czasie dołączą publiczne inwestycje infrastrukturalne. Jego zdaniem nie powinna tego zmienić rosnąca akcja kredytowa w segmencie konsumpcyjnym.

– Banki będą próbowały sobie skompensować spadek stóp procentowych większym wolumenem kredytów. Ofensywa już się zaczęła. Nie sądzę jednak, by decydowały się na większe ryzyko. Można sprzedać bardzo dużo kredytów, ale jak przyjdzie spowolnienie, to koszty ryzyka będą rosły. Banki będą więc raczej korzystały ze wzrostu organicznego, czyli będącego skutkiem poprawy sytuacji w gospodarce. Dlatego nie powinno to się przełożyć na zwiększenie ilości złych kredytów – mówi ekonomista.

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden czynnik – banki pozbywają się niespłacanych kredytów, sprzedając je firmom windykacyjnym. Z tym można wiązać spadek wartości złych kredytów w październiku – tylko w ciągu tego miesiąca zmniejszyła się ona o ponad 1,1 mld zł. Kamil Karpicki z Kredyt Inkaso mówi, że co kwartał na rynek trafiają bankowe wierzytelności o nominalnej wartości kilku miliardów złotych. Największe firmy windykacyjne szacują, że łączna podaż wierzytelności w ciągu trzech kwartałów tego roku wyniosła 9,5–11 mld zł. To więcej niż przed rokiem (8–10 mld zł).

– Sprzedając wierzytelności, banki czyszczą swoje portfele z niepracujących aktywów – mówi Kamil Karpicki. Dzięki temu banki mogą odzyskać przynajmniej część pieniędzy, które pożyczyły, i przeznaczyć je na nowe kredyty.

Łatwiejsza upadłość zmieni nastawienie wierzycieli

Zliberalizowanie zasad ogłaszania upadłości konsumenckiej może wymuszać na firmach windykacyjnych stosowanie strategii polubownego dochodzenia należności. Bo ryzyko, że dłużnik „ucieknie w bankructwo” wyraźnie wzrośnie – oceniają przedstawiciele branży windykacyjnej, z którymi rozmawialiśmy.

Nowelizacja wchodzi w życie z początkiem 2015 r. Dziś wniosek o upadłość może złożyć osoba, która stała się niewypłacalna na skutek zdarzeń losowych niezależnych od niej. Skutek: na ok. 2 tys. wniosków tylko kilkadziesiąt rozpatrzono pozytywnie. Nowe przepisy odwracają sytuację – wniosek zostanie oddalony, jeśli niewypłacalność jest efektem niedbalstwa albo umyślnego działania konsumenta. W pozostałych przypadkach sąd może zająć się sprawą, a proces upadłościowy ma zostać znacznie uproszczony.

– Do wszczęcia postępowania wystarczy prawidłowo wypełniony formularz wniosku, w którym okoliczności uzasadniające powinny zostać uprawdopodobnione – mówi Piotr Gajda, pełnomocnik zarządu ds. obsługi prawnej w Intrum Justitia. Nowelizacja stawia dłużnika w pozycji uprzywilejowanej wobec wierzyciela. Skutek? – Wierzyciel powinien kalkulować ryzyko ucieczki dłużnika w upadłość, więc częściej brać pod uwagę możliwość polubownego ułożenia się z nim.

Adam Buczek, dyrektor departamentu prawnego w Ultimo, dodaje, że windykacja polubowna nadal będzie najbardziej skutecznym sposobem odzyskiwania długów i nowe prawo tego nie zmieni.